Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

1 tydzień urlopu = 11 tygodni szczęścia

1 tydzień urlopu = 11 tygodni szczęścia
Zdjęcie: shutterstock

Chcesz przełożyć urlop? Zastanów się dwa razy. Albo i trzy. Jak tylko można, to trzeba korzystać. Dla szczęścia, zdrowia i urody. Jeden tydzień urlopu to nawet 11 tygodni lepszego życia. Do tego dłuższego.

Nie przeszkadza w tym nawet to, że na wakacjach nie zawsze jesteśmy spokojniejsi, a są nawet tacy szaleni naukowcy (z amerykańskiego uniwersytetu Johnsa Hopkinsa i holenderskiego Tilburga), którzy twierdzą, że podróżowanie i spanie pod namiotem zwiększa ryzyko zawału. Choć jak się dobrze wczytać, to może oni wcale tacy szaleni nie są, bo wskazują, że szczególnie chodzi o pierwsze dwa dni urlopu, czyli... korki, upał, lotniska, irytujące towarzystwo, upał, zawiedzione nadzieje i wszystko to, co powoduje, że zamiast się wyluzować, taki wczasowicz zaczyna się denerwować (więcej o tym syndromie przeczytacie tutaj ‒ http://www.hellozdrowie.pl/psychologia/urlop-wystarczajaco-dobry). Czyli, drogi przyszły wczasowiczu, jeżeli masz kłopoty z sercem, trzeba jechać tam, gdzie nerwów nie będzie. A nie trzeba ich też za bardzo słuchać, bo ciężar dowodów wskazuje, że jak już się przeżyje pierwsze dwa dni, to wakacje są zdrowe jak nic innego.

Podróże na długowieczność

Framingham Heart Study to dziewięcioletnie badanie prowadzone na próbie składającej się z niemal całego miasta. Zbierano dziesiątki zmiennych i sprawdzano, które wpływają na pojawienie się chorób serca, a które nie. Jego baza danych należy do największych tego rodzaju na świecie i pomaga ustalać statystyczne relacje między stylem życia i ryzykiem różnych przypadłości. Wakacje wzięła na tapetę dr Karen Matthews i sprawdziła, jak wpływają na ryzyko nagłego zgonu. W ogóle, a nie tylko w czasie ich trwania. Odkryła, że znacznie go zmniejszają. Szczególnie kiedy nagły zgon ma nastąpić z powodu zawału. Mężczyźni ‒ bo zajęła się tylko nimi ‒ którzy regularnie odpoczywali od pracy, żyli dłużej. Później policzono jeszcze, że ryzyko przedwczesnej śmierci było w ich wypadku niższe o 20 proc., a zawał zdarzał się aż o 30 proc. rzadziej. Matthews bez trudu znalazła przyczyny. Jej zdaniem to niższe ciśnienie krwi i mniej zabójczego kortyzolu.

Ciśnieniowcy na wakacje!

Tym tropem poszło także jedno z biur podróży. Wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu i biurom nie ma co za bardzo wierzyć. Jednak brytyjskie Kuoni wybiło się ponad przeciętność i przeprowadziło „wakacyjny eksperyment ze zdrowiem”. W roli królików doświadczalnych wystąpili wczasowicze. Podzielono ich na dwie grupy. Jedną wysłano do Peru, Tajlandii lub na Malediwy. Druga została w domu. U wszystkich monitorowano stan zdrowia. Szczęściarzom, którzy wyjechali na koszt firmy, spadło ciśnienie (średnio o 6 proc.) i poprawiła się jakość snu (o 17 proc.). Do tego obniżył się poziom stresu. Czyli same plusy. Oczywiście można się czepiać, bo eksperyment był malutki, a i sponsor taki, że nic innego wyjść nie mogło. Ale nie mogło też dlatego, że... nie mogło. Patrz akapit wyżej.

Szczęśliwy, który planuje

Lepiej jest dlatego, że możemy się oderwać, odpocząć i zresetować. Ale to nie działa długo. Jessica de Bloom z holenderskiego uniwersytetu Radboud sprawdziła wpływ wakacji na poziom zmęczenia. Okazało się, że o ile wracamy z nich wypoczęci, to wystarcza tego zaledwie na tydzień lub dwa w pracy i efekt przestaje być zauważalny. U niektórych wystarczał zresztą jeden dzień i było tak samo jak wcześniej. A to nie wszystkie efekty, które utrzymują się tylko przez dwa tygodnie. Jeroen Nawijn z Uniwersytetu Erasmusa w Rotterdamie chciał udowodnić, że przerwy w pracy wpływają na to, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi. Udowodnił jednak, że po wakacjach bardziej szczęśliwi są tylko nieliczni z nas i do tego niedługo, bo... przez dwa tygodnie. Dokładnie ci, którzy mieli wyjątkowo udane wakacje. „Stresujące”, „neutralne”, a nawet „relaksujące” wyjazdy nie mają na to wpływu. A przynajmniej nie taki, który wydaje się najbardziej oczywisty. Największy skok w poczuciu bycia szczęśliwym wiąże się bowiem nie z samym wyjazdem – patrz akapit nr 1 – ale z jego planowaniem. Zadowolenie z życia zaczyna rosnąć już osiem tygodni przed wakacjami. Dlatego właśnie – zgodnie podpowiadają Nawijn i de Bloom – na wakacje trzeba jeździć częściej. Nawet jeżeli mają być krótsze. Lepiej urwać się z pracy trzy razy w ciągu roku na tydzień niż raz na trzy tygodnie. Jak łatwo policzyć, tygodniowy urlop to w takim wypadku: osiem tygodni lepszego życia przed, tydzień „na” i jeszcze dwa tygodnie „po”, czyli w sumie tygodni... 11.

Dlatego każda wymówka jest zła. Jak tylko się da, to trzeba jechać. I planować.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij