Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

1260 uderzeń na minutę

1260 uderzeń na minutę
Zdjęcie: Żoliber Team

Wyróżniają ich świetnie zaprojektowane stroje i logo, w które wpisany jest koliber. Nawiązanie do tego ptaka nie jest przypadkowe – kolibry charakteryzują się bardzo dużą prędkością lotu i niesamowicie szybkim tętnem w stosunku do swojej wielkości. A to cechy, które wyróżniają też dobrych kolarzy. Kiedy na Rondzie pojawiają się takie ekipy jak Żoliber, nie ma ziewania podczas treningu...

Z Pawłem Czarneckim, współzałożycielem grupy, spotykam się w miejscu jego pracy. To warszawskie studio tatuażu Blackstar. Jest sobota, dzień regeneracji po ciężko przepracowanym kolarsko tygodniu. Jutro cały Żoliber jedzie na ‚‚Babkę’’. Nasza rozmowa o kolarstwie mogłaby trwać w nieskończoność.

Prowadzisz studio tatuażu, to trochę nietypowa praca jak na kolarza...

Jestem właścicielem studia tatuażu Blackstar, w którym zajmuję się kolczykowaniem. Tatuaże to, obok kolarstwa, moja główna pasja, więc jest to dla mnie wymarzona praca. Dzięki temu, że mam własny biznes, jestem bardziej elastyczny czasowo, a to naprawdę przydatne przy planowaniu treningów. Zwłaszcza że kolarstwo jest naprawdę czasochłonne.

A skąd ci się wzięło to kolarstwo szosowe? Jeszcze do niedawna było w Polsce zupełnie niepopularne…

Na rowerze zacząłem jeździć siedem lat temu. Wcześniej grałem w koszykówkę i jeździłem na desce, co jednak pewnego razu skończyło się poważniejszą kontuzją kolana. Po operacji rehabilitacja polegała w dużej mierze na jeździe na rowerze i tak mnie to wciągnęło, że stało się moją główną zajawką. Okazało się, że kolega Baltazar, z którym grałem w drużynie w kosza, trenuje kolarstwo, więc miałem z kim dalej rozwijać swoje umiejętności. Początkowo jeździliśmy na rowerach górskich i startowaliśmy na zawodach MTB w barwach drużyny Plus Scott MTB Team. Po roku jednak stwierdziliśmy, że bardziej ciągnie nas do szosy, i wspólnie z Marcinem Olszewskim, właścicielem marki OLSH, stworzyliśmy drużynę szosową. Rok temu wspólnie z Baltazarem podjęliśmy decyzję o stworzeniu własnej drużyny. Tak powstał Żoliber, który w praktyce jest kontynuacją Olsh Team. Marcin Olszewski jest dalej jednym ze sponsorów i jeździ w naszych barwach.

Jesteście drużyną amatorską. Ile czasu w tygodniu jesteście w stanie poświęcić na trening?

Trenujemy, w zależności od możliwości, pięć–sześć razy w tygodniu. Treningi trwają zazwyczaj dwie–trzy godziny, czasem robimy dłuższe, po cztery–pięć godzin. Poza przejażdżkami organizujemy też bardziej specjalistyczne treningi, np. sprinty, jazda za skuterem. Zimą jeździmy na torze kolarskim w Pruszkowie i trenujemy na przełajówkach.

Omówmy składniki mieszanki wybuchowej, jaką jest Żoliber. Czy każdy może przystąpić do waszej ekipy?

…(śmiech) Żoliber to drużyna amatorska, jednak z zacięciem sportowym. Wszyscy się dobrze znamy i trenujemy razem. Nie ma u nas presji na wyniki, jednak dzięki dobrej atmosferze i wspólnej pracy przychodzą one same. Nie każdy może przystąpić do naszej ekipy. Musi to być osoba, która miałaby czas oraz chęci trenować i ścigać się z nami, musiałaby też mieć odpowiedni poziom sportowy. Wolimy skład mniej liczny, ale jednak na tyle konkretny, aby każdy mógł się przydać drużynie na wyścigach. Oprócz mnie Żoliber tworzą: Baltazar Brukalski, architekt, Piotrek Kieblesz, Kamil Lewandowski, Marcin Lesiński i Szymon Kotowski – studenci – oraz Michał Szlęzak, który na co dzień jest prawnikiem.

W jakich wyścigach, poza Rondem, bierzecie udział?

Głównie w wyścigach szosowych kategorii Masters. W tym roku prawie na każdym wyścigu, w którym startujemy, stajemy na „pudle” i tę passę chcemy utrzymać w przyszłym sezonie. W miarę możliwości, od czasu do czasu, bierzemy udział w wyścigach elity z zawodowcami, aby podnieść swój poziom, jeżdżąc z najlepszymi zawodnikami w kraju.

Jak po raz pierwszy trafiłeś na Babkę’’?

O Rondzie słyszałem legendy, jak tylko zacząłem jeździć na rowerze. Wiedziałem ze słyszenia, że poziom sportowy jest bardzo wysoki, więc dopiero po pewnym czasie zebrałem się na odwagę, aby spróbować tam swoich sił. Pamiętam, że po pierwszym razie na Rondzie dopiero zobaczyłem, czym tak naprawdę jest kolarstwo szosowe. To było niesamowite przeżycie. Dla mnie – amatora – był to pierwszy rasowy wyścig. Cały czas jechałem na maksa. Adrenalina schodziła ze mnie jeszcze długo po wyścigu. Byłem bardzo zmęczony, ale wiedziałem, że tym się chcę zajmować.

Często odwiedzacie Rondo jako drużyna?

Na Rondo jeździmy prawie zawsze, kiedy nie mamy w tym czasie innych wyścigów. To najlepszy trening, jaki można sobie wyobrazić. Trenuję kolarstwo od niedawna, dlatego nie mogę porównać obecnego klimatu „Babki” do tego z lat osiemdziesiątych, jednak przyjeżdża teraz mnóstwo ludzi i atmosfera jest bardzo dobra.

Kolarstwo szosowe jest bardzo tradycyjne w swoim, nazwijmy to, „rytuale’’. Jak peleton przyjął ciebie, wytatuowanego niczym zawodnik freestyle'u?

Nie miałem z tym żadnego problemu, nie zdarzyły mi się nigdy negatywne reakcje. Natomiast często moje rękawy (Paweł ma wytatuowane całe ręce – przyp. red.) mylone są z kolorowymi rękawkami kolarskimi. Na jednym z treningów Ronda dwóch starszych kolarzy założyło się między sobą o piwko o moje „rękawki”. Po dokładnym sprawdzeniu przegrany musiał przyznać, że tego się jednak nie zdejmuje...

Czy kolarstwo szosowe wraca do łask?

Kolarstwo szosowe zdecydowanie robi się coraz bardziej popularne, wiele osób wybiera jazdę na szosie jako uzupełnienie do MTB, wielu powraca do dyscypliny swojej młodości, którą z jakichś powodów musieli porzucić. Na pewno szosa nie jest tak modna jak np. ostre koło, ale coraz więcej osób zaczyna regularne treningi.

A czym kolarstwo jest dla ciebie?

Kolarstwo to moja pasja i hobby. Trenując i biorąc udział w wyścigach, czuję, że się spełniam. Założenie własnej drużyny sprawia, że cieszą mnie nie tylko moje sukcesy, ale też kolegów z ekipy.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
sadam zapytał(a) 22 maja 2013
Pytanie dotyczy artykułu 1260 uderzeń na minutę
Cześć. Fajny artykuł. Pisałem do was na FB jak można do was dołączyć. dostałem odpowiedź, że muszę mieć wyniki. Cóż wyniki kiedyś były. Na torze w Orle, na rondzie wtedy kiedy jeszcze nie przyjeżdżaly harpagany a rower górski w polsce nie był znany. nie mniej jednak po przerwie trenuję i dążę do osiągniecia formy ktora przystoi bylemu wyczynowcowi. Ściga się z wami Banan, kolega z klubu i jak widzę nieźle sobie radzi:). pewnie za jakiś czas dojdę do formy podobnej tylko czasu brak bo praca w teatrze jest mocno czasochłonna . niestety trenuje na palę bez żadnych planów treningowych . nic to pozdrawiam i mam nadzieję że jakoś się spotkamy.( choć czasem widzę was jak jedziecie z ośką, ja wtedy w drugą stronę zasuwam). Adam
omi odpowiedział(a) 14 czerwca 2013
Adamie, trzymam kciuki! :)

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj tydzień bez silnika

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Rower bambusowy

Rafał Jemielita

Rondo - Reaktywacja

Tomasz Pankiewicz

Top w kategorii