Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

„Binge watching” – ćwicz w serialowym cugu!

„Binge watching” – ćwicz w serialowym cugu!
House of Cards - serial pułapka

Do niedawna „binge” było przede wszystkim „drinking”. Ale od niedawna także „watching” jest „binge”. Zamiast pić na umór – na umór się ogląda... seriale. Jeśli wy też wpadacie w serialowe cugi, przynajmniej przy okazji w tym czasie także ćwiczcie!

Uzależnienie od telewizji to nic nowego. Kiedyś było to jednak uzależnienie cholernie nudne. Patrzeć trzeba było na to, co nam serwowali. Filmy wybierał ktoś. Wiadomości podawał ktoś. A na kolejny odcinek ulubionego serialu czekało się tydzień, gdy był to serial normalny, albo dzień, jeżeli taki, który z mózgu robił papkę. Ale już nie trzeba. Zmienili to fani „Z Archiwum X”, którzy jako pierwsi zaczęli z pomocą usenetu wymieniać się kasetami wideo i oglądać je ciągiem. Tak stworzyli „binge watching”, którego nazwa pochodzi od weekendowego picia, a różnica jest mniej więcej taka, że zamiast filmu, który urywa się w piątek, a wraca w niedzielę, w piątek zaczynamy patrzeć na serial, a w niedzielę kończymy to robić.

Endorfinowa pułapka

Rzecz stała się już tak modna, że w ubiegłym roku „binge watching” typowano do tytułu zwrotu roku oksfordzkich słowników. Wprawdzie przegrało z „selfie”, ale już sama nominacja przynosi chwałę. Sposób oglądania zmienił się za sprawą technologii: VOD, streamingi, DVD itd. powodują, że zamiast czekać tydzień, możemy oglądać seriale seriami. Zwykle chcemy, bo włączając telewizor, dostajemy zastrzyk endorfin, a kiedy odcinek się kończy, to endorfin ubywa. Żeby tego uniknąć, trzeba włączyć kolejny.

Wiedzą o tym doskonale telewizyjni producenci. Dlatego postępują tak jak ci, którzy eksperymentują ze spożywką, dokładając do niej różne ulepszacze i inne świństwa tylko po to, by nasz mózg chciał więcej i więcej ich produktu. Tam posługują się chemią i cukrem, a tu fabułą oraz metodą dostępu. Mistrzem w tym jest Netflix, który wypuszcza całe sezony w jeden dzień – w piątek oczywiście, co umożliwia obejrzenie wszystkich kolejnych jednym ciągiem. Do czego zresztą na ogół gorąco zachęca.

Drugi sezon „House of Cards” wyszedł na przykład w walentynki i muszę wam powiedzieć, że jest doskonały… 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij