Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

Dezerterzy

Dezerterzy
Zdjęcie: Rafał Łuckoś i Tomek Pankiewicz
Od jakiegoś czasu freeride to najmodniejsza zajawka narciarzy i snowboardzistów. Tak naprawdę cały styl wytyczył i podał do masowego użytku snowboard.

Snowboardziści od zawsze jeździli poza trasami, podczas gdy narciarze tłukli się po „sztruksach” wyratrakowanych stoków. Przełom nastąpił jakieś siedem lat temu. Pojawiły się szerokie narty, mające pod butem nawet po 140 mm, wprowadzono technologie profilowania nart typu „camber” i „rocker” ułatwiające jeżdżenie w świeżym, głębokim śniegu. Zmieniły się ciuchy – na bardziej wyluzowane – oraz design: w końcu narty mają przepiękne grafiki, a nie babcine esy-floresy poprawne i nudne jak flaki na stypie.

Na ten dzień czekałem od dwóch sezonów. Jest koniec kwietnia i meteo zapowiada idealne warunki. Gdy o 22 przyjeżdżamy z Rafałem na parking w Palenicy Białczańskiej, pada deszcz i jest powyżej zera. Chmury wiszą nam nisko nad głowami. Rafał patrzy na mnie jak na wuja, co z kumaniem rzeczywistości niewiele ma wspólnego, i mówi tylko, że jak nie wychylimy nosa ze schroniska, to baluje na mój koszt. Nie ma co stękać, napieramy. Totalnie przemoknięci docieramy do Moka*. Mięgusze** nie wychylają nosa spod kołderki chmur i ewidentnie pokazują nam środkowy palec. Ale temperatura odczuwalnie spadła i jestem pewny, że powyżej Czarnego Stawu sypie śnieg. Ale o tym przekonamy się rano. Według prognoz ma być lampa***.

Narciarstwo pozatrasowe to tak naprawdę powrót do korzeni samego sportu. Zanim powstały kolejki linowe i wyciągi, narciarze wychodzili z nartami na plecach lub „foczyli”****, zakładając zakosy na wybrane szczyty i przełęcze. Kultowy przewodnik narciarski „Szlaki narciarskie Tatr Polskich” Józefa Oppenheima***** został wydany na długo przed II wojną światową. Współcześnie narciarstwo poza trasowe dzieli się na odrębne dyscypliny: freeride – rajderzy wykorzystują wyciągi i śmigłowce, by ułatwić sobie dotarcie do upatrzonych miejsc, zjeżdżają na bardzo szerokich i ciężkich nartach. Obecnie dominuje styl, w którym prędkość i skoki odgrywają istotną rolę; ski-toury – to forma klasycznej aktywności narciarskiej polegająca na podchodzeniu na nartach z wykorzystaniem fok i specjalnych wiązań oraz butów. Cały sprzęt jest dużo lżejszy, przez co gorzej się sprawdza przy dużych prędkościach; ski alpinizm – najbardziej ekstremalna wersja narciarstwa pozatrasowego, wywodząca się z Francji. Polega na wspinaniu się stromymi ścianami, kuluarami z wykorzystaniem sprzętu alpinistycznego. Najtrudniejsze zjazdy odbywają się w terenie o nachyleniu do 75 stopni. Tutaj najmniejszy błąd kończy się przybiciem piątki z Charonem.

O szóstej rano przemierzamy na nartach zamarznięte Moko. Jest bezchmurne niebo i lekki mróz. W nocy spadło 20 cm świeżego śniegu. Naszym celem są Rysy. Śnieg jest idealny. Musimy tylko zagęszczać ruchy, bo jak słońce podgrzeje stoki, może zrobić się lawiniasto. Zwiększamy odstępy między sobą. Daje to nam szansę na ewentualny ratunek, gdyby któregoś z nas zabrała lawina. Obydwaj mamy tzw. ABC, czyli detektor lawinowy, łopatkę do kopania w śniegu i sondę lawinową. Wszystkie te urządzenia służą do ratowania zasypanego partnera, zanim przybędzie pomoc zawodowych ratowników. Pod warunkiem że nie zasypie nas obydwu. Po mozolnej wspinaczce rysą wychodzimy na przełęcz. To nasze drzwi do abstrakcyjnej kompozycji bieli, upaćkanej grubo nakładanym śniegiem. Nasze skulone sylwetki rozbijają czystość całej sytuacji, jak dwóch nieproszonych gości, którzy kompletnie nie wyczuli subtelności miejsca i bez pardonu zasiadają w samym środku, głodni swoich wrażeń. – I jak, jest git – rzucam od niechcenia. – Wypas, biało jak w katalogu Ikei – odburknął szybko i niewyraźnie Rafał, jak przystało na twardego bohatera zmagającego się z surową naturą. Przez moment siedzieli koło siebie Steve McQueen i John Wayne, szczerze przejęci otaczającym ich pięknem. Nie zostało nic innego jak brać narty w troki i wracać w doliny, nie pokazując po sobie żadnych wzruszeń. Teren między Wołowym Grzbietem a Rysami stał się świadkiem wielkiego pościgu, niczym zaułkami San Francisco. Gwałtowne zwroty akcji, ześlizgi i małe dropy****** doprowadziły dwóch uciekinierów do Buli pod Rysami. Stąd pozostał już tylko wieńczący całość szus do Czarnego Stawu, gdzie w scenariuszu miały się pojawić napisy końcowe.

*Moko – slangowe określenie Morskiego Oka.
**Mięgusze – Mięguszowieckie Szczyty nad Morskim Okiem
***lampa – slangowe określenie pięknej, słonecznej pogody
****„foczyć” – podchodzić na nartach wyposażonych w foki – specjalny moherowy materiał podklejany na ślizgi nart, zapobiegający zsuwaniu się narty i umożliwiający podchodzenie po stromiźnie. Z wyglądu przypomina foczą skórę.
*****Józef Oppenheim – ur. 15 czerwca 1887 w Warszawie, zm. 28 lutego 1946 w Kościelisku, pochowany na nowym cmentarzu w Zakopanem – narciarz wysokogórski, taternik, ratownik górski, wieloletni kierownik TOPR.
******dropy – slangowe określenie skoków podczas zjazdu narciarskiego.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Sport za granicą rozsądku

Krzysztof Dołęgowski

Sezon na biegówki

Agnieszka Berlińska

Ryzykanci

Tomasz Pankiewicz

Top w kategorii