Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe jedzenie

Domowa piekarnia

Domowa piekarnia
Zdjęcie: archiwum własne

Chleb był znany już 12 tysięcy lat temu. I chociaż z roku na rok spożywamy go coraz mniej (w 2012 roku – ok. 55 kg), to nadal na tyle dużo, aby martwić się o jego jakość.

Domowy vs sklepowy

Domowy chleb zawiera mnóstwo składników potrzebnych do dobrego funkcjonowania organizmu: żelazo, potas, witaminy z grupy B, fosfor, cynk czy wapń. Najzdrowszy jest chleb na zakwasie, szczególnie żytni razowy. Albo orkiszowy, bogaty w kwasy tłuszczowe zmniejszające poziom złego cholesterolu, polecany osobom z chorobami nerek i wątroby. Chleby na zakwasie zawierają dobroczynny błonnik, który oprócz tego, że zmniejsza wchłanianie cholesterolu i trójglicerydów, to jeszcze poprawia przemianę materii, dlatego wbrew powszechnym opiniom nie tuczą.

A sklepowy? To już inna historia. Z ostatniego raportu rocznego Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) wynika, że prawie 40 proc. skontrolowanych partii pieczywa miało nieprawidłowości. „Chleb orkiszowy” zawierał np. zaledwie kilka procent mąki orkiszowej. Producenci nie informują też o użyciu gotowej mieszanki i o dodanych polepszaczach. Wśród nich stosuje się konserwanty, spulchniacze, wybielacze, sztuczne kwasy, środki przeciw pleśni i emulgatory. W sklepowych chlebach jest również dużo soli. A do barwienia, tak by przypominały razowe, używa się karmelu. Stosowany jest nawet groźny karmel amoniakalny, który szkodliwie wpływa na wątrobę i żołądek oraz może powodować problemy z potencją. Raporty IJHARS mówią też o przeterminowanych surowcach używanych do produkcji pieczywa, zagrzybionych ścianach pomieszczeń, gdzie produkuje się pieczywo, obecności żywych i martwych szkodników (w tym myszy i szczurów) oraz odchodów zwierzęcych.

A co z chlebem wypiekanym na miejscu w markecie? To tylko chwyt marketingowy. Jest to produkt wcześniej mrożony, dostarczany do sklepów z dużych zakładów wytwórczych. Na miejscu dodaje się E-dodatki, wrzuca do pieca i dalej na półki sklepowe. Przedstawiciele związków piekarniczych i cukierniczych domagają się, by takie produkty nosiły nazwę „chlebopodobnych”, gdyż z prawdziwym chlebem mają niewiele wspólnego.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij