Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe jedzenie

Dwutlenek siarki – lepiej go unikać

Dwutlenek siarki – lepiej go unikać
To, że w danym produkcie znajdziemy dwutlenek siarki, producenci komunikują na różne sposoby: zawiera siarczyny, konserwowany siarką, konserwant E220. Ilustracja: Julia Szostak

Co łączy wino i suszone owoce? Pozornie nic, jednak jest coś, co spotkamy i w czerwonym wytrawnym Shirazie z Australii, i w suszonych morelach. To E220, czyli dwutlenek siarki. Czy jest niebezpieczny dla zdrowia?

To, że w danym produkcie znajdziemy dwutlenek siarki, producenci komunikują na różne sposoby: zawiera siarczyny, konserwowany siarką, konserwant E220. SO2 jest pozyskiwany syntetycznie przy spalaniu siarki. Jest trujący dla roślin i mutagenny dla zwierząt. Przyczynia się również do zanieczyszczenia atmosfery. Pod koniec 1952 roku w Londynie utrzymywał się przez kilka dni smog pochodzący z kominów mieszkań, fabryk i spalin samochodowych. Bardzo wysokie stężenie dwutlenku siarki doprowadziło wówczas do silnych uszkodzeń układu oddechowego, oskrzeli i w konsekwencji śmierci tysięcy mieszkańców stolicy Wielkiej Brytanii. SO2 niszczy witaminę A, B1 i B9 (kwas foliowy) w produktach spożywczych. Oprócz astmy i uszkodzeń układu oddechowego dwutlenek siarki może wywoływać nudności i bóle głowy.

Dopuszczalne dzienne spożycie dwutlenku siarki wynosi 0,7 mg na kilogram masy ciała. Ale przecież trudno policzyć, ile bakalii zjedliśmy w porannym muesli, które przecież miało być zdrowym i pożywnym śniadaniem. Więc znowu rada jest ta sama: przed zakupem trzeba czytać etykiety. W sklepach coraz częściej pojawiają się suszone owoce niekonserwowane dwutlenkiem siarki. Kupując niesiarkowane bakalie, odczujemy zdecydowaną różnicę w smaku i zapachu, a nawet kolorze. Najlepiej widać to na przykładzie moreli. Konserwowane dwutlenkiem siarki są jaśniejsze, bo SO2 jest również stosowany do bielenia w przemyśle tekstylnym i papierniczym. 

A co z winem? Kilka lat temu, na mocy unijnej dyrektywy, na butelkach wina pojawił się napis: zawiera siarczyny. I nie dotyczy to wcale taniego „siarkowego” wina, ale całkiem drogich wytrawnych butelek. Napis ten musi się pojawić na etykiecie, jeśli zawartość dwutlenku siarki przekracza 10 mg na litr wina. Warto wiedzieć, że najmniej siarczynów zawiera czerwone wytrawne wino, trochę więcej białe, a najwięcej wina słodkie. Siarkowanie jest starą metodą konserwowania win i nie da się całkowicie wyeliminować dwutlenku siarki z wina, bo to naturalny produkt fermentacji. Wyzwaniem dla producentów jest ograniczenie siarkowania do minimum, jednak wtedy zwiększa się ryzyko, że nie wszystkie butelki z tego samego rocznika będą doskonałe. Tak więc gdy pewnego sobotniego ranka ból głowy przypomni nam o tych kilku kieliszkach wina wypitych piątkowego wieczoru, to nie musi to być zaraz pospolity kac, ale paskudny chemiczny konserwant... 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij