Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Facebook ‒ zupka chińska dla mózgu

Facebook ‒ zupka chińska dla mózgu
Ilustracja: shutterstock

Człowiek może utrzymywać w miarę trwałe relacje społeczne z mniej więcej 150 innymi osobami. Jeśli przekracza tę granicę, to zwykle kosztem jakości. Relacje stają się płytsze i gorsze. A jeśli dodatkowo są wirtualne, dla mózgu stają się tym, czym chińskie zupki są dla żołądka. Działającą powoli trucizną.  

Za każdym razem, gdy Facebook powiadamia nas o jakimś „lajku”, to przez nasze jądro półleżące przebiegają impulsy. To ważny element układu nagrody, którego zadaniem jest dawanie nam przyjemności i pobudzanie do zachowań poszukiwawczych. Zwykle kieruje nas w stronę tego, co dla nas dobre. Szczególnie lubi pieniądze, seks, jedzenie i sygnały świadczące o tym, że inni nas lubią. Jednak nie jest to układ doskonały i łatwo go oszukać. Robią to używki. I robi to Facebook, którego siłą jest to, że ludzki układ nagrody reaguje na sygnały świadczące o społecznej akceptacji. 

W pogoni za „lajkami”

Dar Meshi z Freie Universität umieścił 31 ochotników – po kolei oczywiście – w skanerze fMRI. Zrobił to w czasie, gdy ci korzystali z Facebooka, a szczególną uwagę zwracał na to, co się dzieje, kiedy ich posty mogą liczyć na pozytywne reakcje. Okazało się, że kiedy tylko takie się pojawiały, ich jądro półleżące zaczynało się żarzyć. Co oznacza tyle, że odczuwali przyjemność. To jednak nie wszystko, bo okazało się także, że reakcje generują zachowania poszukiwawcze. Autor badań mówił tak: „Odkryliśmy, że obserwując, jak silna jest reakcja czyjegoś mózgu na sygnały społeczne, możemy przewidzieć, jak często ten ktoś będzie korzystał z Facebooka poza laboratorium”. Mówiąc krótko, im bardziej w skanerze świecił się układ nagrody, tym więcej życia człowiek poświęcał, polując na „lajki”. Wszystko dlatego, że oznaczają one niewielki zastrzyk dopaminy dla mózgu. Każdy zastrzyk to motywacja, by szukać kolejnego. A jak znaleźć kolejny? No cóż. Skoro to pozytywne reakcje na nasze posty go zapewniają, to trzeba... umieszczać posty. I czekać. Kiedy brak reakcji, to próbować do skutku i uczyć się, co trzeba robić, żeby inni nas „lajkowali”, bo przecież nie można powiedzieć, że lubili. Trzeba też zadbać, żeby innych było dużo albo bardzo dużo. Wiadomo. To zwiększa szansę na „lajka”.

Znajomi nieznajomi

Dlatego średnia liczba facebookowych znajomych „na osobę” wynosi 338. Nie więcej tylko dlatego, że korzystają z niego też starsi i rozsądniejsi ludzie, którzy wśród znajomych mają tylko... znajomych. W grupie wiekowej 1829 średnia liczba przyjaciół to... ponad 500. Dla „lajków” dobrze. Jednak dla mózgu za dużo i idzie za tym niszczący psychologiczny efekt. Jest tak, ponieważ nasz mózg jest zdolny do w miarę sensownego utrzymywania 150 relacji. To liczba, której nie wziąłem z sufitu. Ani nawet nie z „literatury poradnikowej”. To tak zwana liczba Dunbara. Nazwano ją tak od nazwiska antropologa z Oksfordu, który wykorzystał to, że wielkość grup u różnych gatunków naczelnych jest stała i zależy od objętości kory nowej, oraz policzył, na jak duże grupy pozwala nasz mózg. Wyszło mu, że naturalne ludzkie stado liczyłoby 148 osób (zwyczajowo zaokrągla się do 150). Choć są i tacy, którzy z liczby Dunbara robią widełki Dunbara i mówią o od 100 do 250 znajomych, z którymi rzeczywiście możemy się znać. Ważne jest jednak nie to, czy jest to 100, czy 200, ale to, że większej liczby relacji po prostu „nie ogarniamy”. Dotąd zresztą nie musieliśmy tego robić, bo 150 to bardzo dużo. Zmienił to dopiero internet. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij