Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe jedzenie

Festiwal makaronów: makaron pszenny

Festiwal makaronów: makaron pszenny
Zdjęcie: Ania Włodarczyk | Strawberries from Poland

Makaron pojawia się niemal w każdej kuchni. Jest niedrogi, prosty w przygotowaniu, odżywczy i uniwersalny smakowo – łatwo komponuje się z większością składników. Pogłoski o jego kaloryczności już dawno zdementowano, dziś nawet dziecko wie, że to nie sam makaron, lecz dodatki do niego decydują, ile kalorii będzie miało danie. Przegląd zaczynamy od makaronu pszennego.

Ten wyrabiany już przez nasze prababcie określamy mianem jajecznego. Dodatek jaj nadawał mu ładną barwę i sprawiał, że jego struktura stawała się delikatniejsza, niestety wzmacniał również kaloryczność pasty. Makaron bez jajek określamy po prostu mianem pszennego.

Ale żeby nie było za łatwo, należy wspomnieć, że makaron makaronowi nierówny. Ten z białej mąki jest uboższy w składniki odżywcze niż ten wyprodukowany w mąki z pełnego przemiału (pszennej razowej – nie mylić z razową żytnią), który jest bogatszy w mikroelementy i błonnik. Makaron pszenny razowy trawi się dłużej, dzięki czemu po jego zjedzeniu dłużej mamy uczucie sytości, sprawia również, że poziom cukru we krwi wolniej wzrasta.

Od „polskiego” makaronu pszennego trzeba odróżnić ten z pszenicy durum, najpopularniejszy we Włoszech. Durum to odmiana pszenicy o twardszych i trochę większych ziarnach, wskutek czego stosuje się rozróżnienie na twardą i miękką pszenicę. Mąkę, jaka powstaje z przemiału tego zboża, określa się mianem semoliny. I tu uwaga: polscy producenci często mylnie nazywają semoliną kaszę mannę, która nie jest produkowana z durum, lecz z naszej polskiej pszenicy.

Dzięki twardości pszenicy durum makaron z niej wykonany jest bardziej sprężysty, mniej klei się po ugotowaniu i ma piękny żółty kolor (mimo braku jajek). Nas oczywiście najbardziej interesują jego wartości odżywcze i jak się okazuje, również w tej działce wygrywa pasta z semoliny. Zawiera ona bowiem więcej błonnika, białka, fosforu, potasu, żelaza, miedzi, cynku czy kwasu foliowego niż ta na bazie zwykłej pszenicy. Jest również bogata w witaminy z grupy B, a dzięki obecności luteiny wspomaga wzrok i opóźnia procesy starzenia. Makaron z mąki durum ma mniej kalorii niż ten ze zwykłej oraz niski indeks glikemiczny. Ważne, by nie rozgotować makaronu, bo wówczas jego indeks glikemiczny rośnie! Optymalny czas gotowania pasty to 9–12 minut. Znany wszystkim zwrot al dente jest więc tu kluczem do zachowania wartości odżywczych makaronu (każdego!). Dobry makaron nie wymaga dodatku oleju, wystarczy, by gotował się w dużej ilości lekko osolonej wody (1 łyżeczka soli na 1 litr wody).

Niestety, pszenica durum nie nadaje się do uprawy w naszej strefie klimatycznej, za to świetnie przyjęła się w basenie Morza Śródziemnego, Kanady czy Argentyny. Jesteśmy więc „skazani” na semolinę sprowadzaną np. z Włoch, którą można kupić w sklepach ze zdrową żywnością.

W ramach walki z jesienną szarugą polecam makaron z dyniowym pesto z dodatkiem orzechów włoskich i z zielonym akcentem – pietruszką.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij