Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Fikcja na emocje

Fikcja na emocje
Ilustracja: shutterstock

Bierzesz do ręki powieść. Czytasz, czytasz i nie możesz przestać. Wreszcie, gdy ją kończysz, twój umysł pada ze zmęczenia, z satysfakcją, ale jednak – pada. Treść niektórych powieści mózg potrafi przetwarzać bardzo aktywnie. Co więcej, każda z nich poszerza spektrum naszych emocji.

Wyobraź sobie, że trzymasz w rękach książkę o wdzięcznym tytule: Dziewczyna, która została podłączona (oryg. The Girl Who Was Plugged In) autorstwa James Tiptree Jr. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że książka ta jest… zelektronizowana. Pokrywa ją 150 małych ledowych czujników świetlnych. Co więcej ‒ adekwatnie do tytułu – jest podłączona do twojego ciała. Masz na sobie czarną kamizelkę, która jest w stałej komunikacji z książką. Zaczynasz czytać i… twoje ciało mimowolnie poddaje się emocjom powieści. Czujniki książki świecą kolorem zależnym od nastroju bohatera. Gdy on się boi, ty też odczuwasz strach, bo twoja kamizelka, napełniając się powietrzem, lekko uciska klatkę piersiową. Gdy masz odczuć zakłopotanie, kamizelka ogrzewa ciało. W momencie podekscytowania bohatera odczujesz delikatne wibracje. I tak z każdą jego emocją. Emocjonalny klimat książki ma ci się w całości udzielić.

Projekt, o którym mowa, jest prototypem książki sensorycznej stworzonym przez naukowców z Instytutu Technologicznego w Massachusetts. Dokładnie wygląda on tak. Jego pomysłodawcy ‒ Felix Heibeck, Alexis Hope i Julie Legault – wyjaśniają, że to nowy sposób na przeżywanie literatury. Rodzi się zatem pytanie: czy sam mózg już nie wystarcza nam dla głębokiego przeżywania powieści? Czy musimy uciekać się do zaawansowanych technologii? Na szczęście ‒ uspokajają naukowcy ‒ mózg ma się bardzo dobrze, a codzienna fikcja sensoryczna pozostaje daleką futurystyczną wizją. Na razie wystarczy jedynie w przenośni podłączyć własny umysł i tradycyjny sposób czytania nadal będzie sprawdzał się fantastycznie. Jednak zaangażowanie mózgu w przeżywanie literatury zależy od tego, co czytamy.

Miejsce pierwsze: ambitna powieść

Od niedawna w świecie naukowym rozwija się nowa gałąź zwana neurobiologią literatury. Naukowców interesuje, dlaczego tak chętnie dajemy się porwać historiom innych oraz jak wtedy funkcjonuje mózg i co ma to wpływ.

David Comer Kidd i Emanuelle Castano z Nowojorskiej Szkoły Badań Społecznych badali zaangażowanie mózgu w różne rodzaje literatury. Uczestników w wieku 18‒75 lat podzielono na trzy grupy. Pierwsza grupa czytała książki nominowane do prestiżowej nagrody literackiej US National Book Award, w których wątki budowane są przez postaci o charakterach skomplikowanych i niejednoznacznych zachowaniach. Druga grupa miała przeczytać pozycje popularne – bestsellery serwisu Amazon.com, w których występowały postaci o charakterach dwubiegunowych i łatwych do oceny zachowaniach. Grupa trzecia nie czytała nic. Wszystkie grupy po przeczytaniu swoich tekstów poproszono o zidentyfikowanie rodzaju emocji danych twarzy. To standardowy test na empatię – ocenę zdolności współodczuwania i rozpoznawania emocji drugiej osoby. Grupa pierwsza, która czytała trudniejszą fikcję literacką, wypadła w teście najlepiej. Prawdopodobnie czytanie fabuły opartej na złożoności sytuacyjnej intensywniej angażuje umysł w pracę z tekstem i emocjami.

Kidd i Castano podobnych eksperymentów przeprowadzili kilka. Wszędzie wynik był zbliżony – trudniejsza lektura, np. dzieła Dostojewskiego lub Czechowa, bardziej angażowała mózg w przetwarzanie emocjonalne niż lżejsza lektura kryminałów G. Flynn, romansów R. Pilcher, s.f. R. Heinleina, a także reportaży i tekstów formy luźnej. Co ciekawe, grupy, które czytały właśnie cokolwiek innego od ambitnej literatury pięknej, w wynikach eksperymentalnych wypadały tak samo jak grupa, która nie przeczytała nic. A to dlatego, że w takich tekstach charakter literacki jest oczywisty w interpretacji. Krystyna Janda w rozmowie z cyklu „Po co żyjemy” w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu powiedziała, że jeśli aktor będzie miał za sobą lekturę m.in. Dostojewskiego i Czechowa, będzie potrafił na scenie wejść we wszystkie możliwe stany emocjonalne. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Książki wiecznie młode

Agnieszka Radziszowska

Książka na stres

Julia Krupińska

Top w kategorii