Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Foch mile widziany!

Już trzeci raz prosisz go o przysłowiowe pozmywanie naczyń.  Ostatecznie, widząc brak efektu – a nawet chęci u drugiej połówki - rzucasz bardzo poważnym „fochem” i robisz sama to, o co prosiłaś. Brzmi znajomo? Jeśli tak, jesteś w ogromnej większości kobiet, które sądzą, że foch oznacza zrobienie na złość parterowi. Jesteś jednocześnie w ogromnej większości kobiet, która jest… w błędzie.

Foch się opłaca, ale… nie tobie

By uświadomić komuś nieracjonalność jego zachowania wobec innej osoby, psychologowie zalecają postawienie się w sytuacji tej osoby – wejście w jej skórę. Spróbujmy zatem wprowadzić ten cenny eksperyment w zaplecze domowe i stosunki damsko-męskie, biorąc oczywiście pod uwagę kontekst piętrzących się w zlewie naczyń. On wie, że go prosisz – wbrew pozorom dokładnie słyszy wszystkie twoje słowa. Z drugiej strony, mówiąc kolokwialnie, nie chce mu się jak diabli. Wie, że jeśli nie zrobi tego, czego chcesz – obrazisz się i zrobisz to sama. Jeśli jednak taka reakcja zdarza ci się dosyć często – on wie także, że obraza nie potrwa długo, a wraz z nią pojawi się równie krótkotrwały „straszny odwet”, czyli zapadnie ostentacyjne milczenie. Być może nawet, jako że foch jest energotwórczy, posprzątasz (w ciszy) znacznie więcej. Nie trzeba być Einsteinem, aby to przekalkulować i stwierdzić, że się po prostu… opłaca. Panuje błoga cisza, nikt nie przerywa filmu, a naczynia „same się zmywają”. Ostatecznie, jeśli foch ma akurat większa intensywność, trzeba będzie wydać 20 zł na kwiatki/czekoladki i zrobić skruszoną minę. Za to ty będziesz bardziej szczęśliwa niż przed obrażeniem się, więc bilans i tak jest na plus.

Foch okiem psychologa

Wyżej nakreślony obrazek jest oczywiście nieco przerysowany – myślenie mężczyzn nie jest zwykle tak wyrachowane. Nie oznacza to jednak, że cokolwiek zmienia to w danej sytuacji – najczęściej jest dokładnie tak, jak w wyżej opisanym przypadku. Patrząc na to z boku, obrażenie się jest ostatnią z rzeczy, które powinna zrobić kobieta. Dlaczego więc jest tak ochoczo praktykowane?

Warto uwzględnić tutaj specyficzne potrzeby pań. Nie mając pomysłu na przekonanie mężczyzny do spełnienia swoich żądań, lub ostatecznie chcąc go ukarać, stosują metody, które je same dotknęłyby najbardziej. Odmawiają zatem kontaktu, ignorują i traktują „z góry”. Klasyczny foch. Zachowanie to najczęściej wynika z bezradności, nieumiejętności prowadzenia dyskusji, szukania najbardziej „ostentacyjnej” metody na pokazanie tego, że jest nam przykro. Z drugiej strony, kobieta, która stosuje taką praktykę, w rzeczywistości zabiera drugiej stronie prawo do obrony. „Jestem obrażona, osiągnąłeś punkt kulminacyjny i teraz jedyne, co przyjmę, to błagające przeprosiny”. Dyskusja? Kiedy stery przejmuje foch, nie ma już na nią miejsca. Osoba obrażona nie przyjmuje do wiadomości, że może o czymś porozmawiać, przedyskutować problem. Przyznanie się partnera do winy jest jedyną możliwością załagodzenia sytuacji.

Jakiekolwiek byłyby motywy „fochowania”, takie zachowania praktycznie nigdy nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. On nie przeprasza, nie kładzie się na ziemi w pozycji krzyżowej, a ona pozostaje sama ze swoją złością. Czy istnieje zatem jakieś inne rozwiązanie?

Tagi: psychologia, foch

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij