Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Gdy praca staje się chorobą

Gdy praca staje się chorobą
Pracoholik ma poczucie wewnętrznego przymusu pracowania. Ilustracja: shutterstock

Zastępuje ci seks, hobby, urlop, wyjścia z rodziną i przyjaciółmi. Myślisz o niej w dzień, śnisz o niej w nocy. Chcesz jej poświęcać jak najwięcej czasu. Gdyby tylko doba miała więcej godzin... O czym mowa? O twojej miłości, obsesji, a jednocześnie największym przekleństwie – pracy. 

Przedstawiam ci typowego pracoholika Jana Kowalskiego. Jan ma obsesję na punkcie swoich obowiązków zawodowych. Spędza w pracy ponad 50 godzin w tygodniu. Dzieci widuje tylko wieczorami, i to najczęściej wtedy, kiedy już śpią. Nie pamięta już, kiedy był z żoną na randce. Śpi z telefonem służbowym przy uchu.  

‒ Pracoholik ma poczucie wewnętrznego przymusu pracowania – mówi life coach i psycholog Kinga Ślużyńska. ‒ Praca pochłania go tak bardzo, że zaniedbuje inne sfery życia, nie potrafi odpoczywać, a czas bez pracy określa jako zmarnowany – dodaje. 

W książce „Pracoholizm. Uzależnienie czy pasja” terapeutka Lucyna Golińska zwraca uwagę, że pracoholizm jest sposobem ucieczki od trudów i problemów w życiu prywatnym. Zamiast do kieliszka lub do strzykawki Jan Kowalski zagląda więc... do biura.

Błędne koło 

Według ostrożnych szacunków co dwudziesta osoba na świecie jest pracoholikiem. Jednak najnowsze badania norweskiego uniwersytetu w Bergen opublikowane w sierpniu 2014 r., wykonane na próbie tysiąca osób, wskazują, że problem dotyka już nieco ponad ośmiu procent pracujących Norwegów. Dlaczego aż tylu? Ulegnięcie nałogowi jest dość proste. 

Dr Kamila Wojdyło w swoim tekście dla „Nowin Psychologicznych”, powołując się na badania Mentzela, Oatesa i Wackera, wyróżnia trzy fazy: wstępną, krytyczną oraz najgorszą – chroniczną. W początkowej fazie Kowalski zwiększa ilość czasu spędzanego na pracy. W efekcie jest wyczerpany, odczuwa zaburzenia koncentracji. W fazie krytycznej objawy uzależnienia stają się silniejsze, mimo że próbuje jeszcze wyznaczać sobie pewne granice. Faza chroniczna to już podporządkowanie całego życia zawodowym obowiązkom. Życie Jana Kowalskiego ogranicza się do spania, jedzenia i pracy. 

Przez pracę do śmierci 

‒ Konsekwencje pracoholizmu to wyczerpanie fizyczne i emocjonalne – ostrzega Kinga Ślużyńska. ‒ Ciągła praca prowadzi do zaburzeń koncentracji i snu, alergii, bólów w klatce piersiowej, zaburzeń lękowych i seksualnych, a nawet zawałów serca ‒ dodaje psycholog.  

W najgorszym wypadku Jan Kowalski może (dosłownie!) poświęcić swoje życie dla pracy. W Japonii mają już nawet na to słowo – karoshi, czyli nagła śmierć z przepracowania. Ofiary karoshi zazwyczaj są zdrowe i chętnie podejmują wyzwania. Praca przez 60‒70 godzin tygodniowo i ciągły stres powodują jednak, że pewnego dnia zamiast do pracy, pracoholicy trafiają na cmentarz.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij