Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy organizm

Hipochondryk choruje naprawdę

Hipochondryk choruje naprawdę
Ilustracja: shutterstock
Bolą ich brzuch, głowa, ale też kolano i szyja. Odczuwają poważne dolegliwości i choć wyniki badań nie potwierdzają żadnej choroby, nie możemy o nich powiedzieć, że to ludzie zdrowi. Chorują na hipochondrię.

Mówimy: „hipochondryk”, myślimy: „histeryk”. Nie traktujemy go poważnie, ponieważ – jak nam się wydaje – gdy nie ma realnych podstaw do niepokoju o stan zdrowia, to i nie ma problemu. A jak nie ma problemu, to nie może boleć. Hipochondryk jest więc lekceważony przez otoczenie, a jego objawy bywają bagatelizowane. Skoro są wymyślone, to po co sobie nimi zaprzątać głowę – zadaje sobie pytanie człowiek zdrowy. Od razu wyjaśnijmy: to nie jest tak, że hipochondryk świadomie udaje chorobę. On nie symuluje złego samopoczucia, bo dla niego ból jest realny, a jeszcze bardziej realny jest lęk przed zachorowaniem.

Nie do końca poznany problem

Nie wiadomo, ile osób cierpi na hipochondrię, bo niewielu chorych ma szansę na pozyskanie właściwej diagnozy i podjęcie odpowiedniego leczenia. Do tego hipochondrycy to dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej pacjenci kłopotliwi, a dla systemu NFZ – kosztowni. Domagają się ciągłej i jak najpełniejszej diagnostyki, proszą o skierowania na coraz bardziej inwazyjne badania, chcą odwiedzać specjalistów. Ale ponieważ dobre diagnozy i wyniki ich nie przekonują, sytuacja się powtarza, a spirala finansowa nakręca. Zdarza się więc, że lekarz, chcąc przerwać błędne koło wizyt i badań, przepisuje jakiś rodzaj suplementacji. Notabene: tym samym podtrzymuje iluzję istnienia choroby, niejako pomijając fakt, że pacjent naprawdę potrzebuje pomocy, tyle że nie internistycznej, ale psychiatrycznej lub psychologicznej.

Internet – tak czy nie?

Internet, jak żadne inne dotychczasowe medium informacyjne, daje narzędzie pozwalające na podsycanie wizji choroby. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać hasło „ból głowy”, by znaleźć tysiące stron z opisami różnych schorzeń łączących się z tym powszechnym objawem. Hipochondryk prędzej czy później zdiagnozuje u siebie każde z nich, zatem – z tego punktu widzenia – sieć czyni go jeszcze bardziej chorym. Z drugiej strony osoby cierpiące na to zaburzenie tworzą w internecie grupy wsparcia. Co prawda trudno w nich znaleźć rzetelne poradnictwo, ponieważ – po pierwsze – nikt nie doradzi hipochondrykowi gorzej niż drugi hipochondryk (nie zasugeruje leczenia prawdziwego schorzenia, a będzie namawiał na kolejne badania mające wykazać istnienie podejrzewanych chorób), a po drugie, każdy chory na hipochondrię jest skupiony na własnym cierpieniu i raczej nie ma sił, by pomagać innym. Jednak fora wspólnotowe dają członkom grupy pewną pociechę. Chorzy wiedzą, że nie są w swoich problemach odosobnieni.

Skąd to zaburzenie?

Zdaniem specjalistów hipochondryczne zaburzenia nerwicowe nie skupiają osób należących do jednej kategorii pacjentów. – Owszem, większość hipochondryków łączą depresja, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne lub fobie, ale przede wszystkim te zaburzenia mogą być z hipochondrią mylone, bo dają część podobnych objawów. Zaburzenia hipochondryczne rozwijają się na różnym podłożu i w różny sposób – mówi Ewa Stasiuk, psycholog. Na przykład część pacjentów, u których rozwinęła się hipochondria, miało rodziców podchodzących z dużym lękiem do dziecięcych chorób. Inni stracili kogoś bliskiego lub zaufanie do lekarzy, gdy postawiono im niegdyś mylną diagnozę i podjęto niewłaściwe leczenie, albo poważnie zachorowali w przeszłości. Wielu hipochondryków ma za sobą skomplikowane relacje z bliskimi lub w nich tkwi, mają niezaspokojone podstawowe potrzeby emocjonalne – bezpieczeństwa i akceptacji – i poprzez manifestowanie objawów choroby poszukują wsparcia bliskich i lekarzy.

Nie mogę – źle się czuję

Przez osoby postronne hipochondryk może być postrzegany jako egoista i leń, który wykorzystuje wymyśloną chorobę, by uniknąć obowiązków, trudnych sytuacji, wysiłku. Kiedy mówi: „Źle się czuję, boli mnie, nie dam rady”, otoczenie rozumie to jako: „Nie chce mi się”. Niewątpliwie jest tak, że choroba pozwala skupiać na sobie uwagę, a jednocześnie przenosić odpowiedzialność na otoczenie, w takim rozumieniu jest więc formą zachowania ucieczkowego. Trzeba jednak cały czas pamiętać, że hipochondryk nie symuluje świadomie, choć – paradoksalnie – lęk przed chorobą łatwiej mu unieść niż wizję zmierzenia się z problemami, które leżą u jego podłoża – brakiem miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa. Nowotwór można bowiem wykluczyć badaniami, zdiagnozowanie i uleczenie relacji z najbliższymi nie jest takie jednoznaczne w swoich wytycznych. Ponieważ podejmowane badania i wizyty u specjalistów wykluczają kolejne choroby, a prawdziwe dylematy nie zostają rozwiązane, hipochondryk projektuje kolejną chorobę, bo dzięki temu zaznacza swoje istnienie.

Jednak im bardziej osoba cierpiąca na nerwicowe zaburzenia hipochondryczne martwi się swoim zdrowiem, tym więcej przykrych objawów naprawdę odczuwa. Dzieje się tak, bo wiele dolegliwości – bóle głowy, brzucha czy kręgosłupa, senność, zaparcia, biegunki, duszności, spadek libido, wysypka, wypadanie włosów – to efekt długotrwałego stresu. Chory odczuwa je, ponieważ się zamartwia, a kiedy zaczyna je odczuwać, martwi się jeszcze bardziej, gdyż interpretuje je jako dowód na istnienie choroby, a nie skutek długotrwałego życia w napięciu.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij