Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Horoskop... co się z nami dzieje?

Horoskop... co się z nami dzieje?
Horoskop - zbiorowa histeria? Ilustracja: shutterstock

Z początkiem nowego roku kolorowe magazyny zaczynamy przeglądać od rubryki horoskop. Google na to hasło się wiesza, bo już nie może, a telelinie do wróżek i astrologów (po 4,92 zł/min) są czerwone nie dlatego, że są tajne, ale dlatego, że takie oblegane. Czy to jakaś zbiorowa histeria?

Niekoniecznie, w końcu nic specjalnego się nie dzieje. W gwiazdy, horoskop i astrologów wierzymy przynajmniej, odkąd nauczyliśmy się mówić. Wszystko dlatego, że przesądy bywają niezwykle użyteczne, a w każdym razie były takie, gdy o świecie nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Dan Dennett w „Odczarowaniu” opowiada o tym tak: wyobraźcie sobie łowcę-zbieracza albo jeszcze lepiej wyobraźcie sobie wodza grupy takich łowców-zbieraczy. Tacy ludzie musieli podejmować dziesiątki decyzji, nie mając do tego żadnych pewnych podstaw. Wypowiedzieć wojnę czy nie? Świętować czy nie świętować? Spróbować tego korzenia czy nie spróbować?

Horoskop dla niezdecydowanych

Stres był ogromny. Odpowiedzialność duża. Potrzebne było coś, co pozwoliło zrzucić z siebie jedno i drugie. Wtedy z pomocą zaczęły przychodzić duchy, wyrocznie, a z czasem także gwiazdy. Zaczęto to robić – świadczą o tym nacięcia na kościach i skalnych ścianach – już przynajmniej 25 tys. lat temu. Później gwiazdom i planetom stawiano nawet wielkie świątynie, takie jak zikkurat w sumeryjskim Uruku, który miał siedem pięter i był poświęcony ciałom niebieskim. Dziś otoczka się zmieniła, ale funkcja nie za bardzo, bo balast odziedziczony po przodkach wciąż służy temu samemu. Pozwala uniknąć konieczności podejmowania decyzji i daje przyjemne poczucie kontroli nad tym, co wokół.

Fajnie? Fajnie. Tylko że nie działa. Horoskop i jego skuteczność naukowcy testowali od każdej strony i zawsze wychodzi to samo: przyszłości w ten sposób nie przewidzisz. Najciekawsze z tych eksperymentów przeprowadzano na giełdzie. Autorem jednego z nich był spec od badania tego, co uchodzi za temat niegodny naukowca, czyli prof. Richard Wiseman. Kilka lat temu zorganizował eksperyment z udziałem maklera z City, astrologa z Londynu i czteroletniej Tii. Wszyscy mieli inwestować na giełdzie. Wyniki porównano po tygodniu (najlepsza była Tia, a najgorszy astrolog, który tłumaczył, że z „Rakiem” nie mógł wygrać) i po roku (najlepsza była Tia, która zarobiła kilka procent, a najgorszy ekspert, który stracił prawie 50...).

Horoskop a charakter

Podobne wyniki osiągali ci, którzy sprawdzali wpływ daty urodzenia na charakter. Ten dało się stwierdzić, ale tylko wśród astrologicznych fanatyków (to badania słynnego Hansa Eysencka), którzy wiedzieli, jacy powinni być. Natomiast w ogólnej populacji rozkład był całkowicie losowy i dzień lub rok urodzenia w ogóle nie wpływał na charakter. Stąd wniosek, że wierzący w horoskop padali ofiarą klasycznego samospełniającego się proroctwa, które wszędzie działa tak samo. Np. u Ashanti w Ghanie – to badał niejaki Jahoda – jak chłopak miał imię, które oznacza łobuziaka, to wielokrotnie częściej lądował za kratami niż ten z imieniem przeznaczonym dla ciapowatych domatorów.

Horoskop – oby nie zaszkodził

Horoskop zwykle nie szkodzi. Zwykle – bo wszystko zależy od tego, kto zabierze się do jego słuchania i co z tym później zrobi. Jeżeli wróżkę pytamy o to, czy będziemy mieć chłopca, czy dziewczynkę, to wielkiego znaczenia to nie ma. I tak będzie, jak będzie.

Kiedy jednak porady astrologa zaczynają decydować o sprawach poważnych, to jest już gorzej. A bywało nawet tak, że rządziły imperium – tak było np. z USA Reaganów, bo Nancy była wielką fanką wróżb, a Ronald był fanem Nancy i podróże międzynarodowe, spotkania, wystąpienia oraz traktaty ustawiał właśnie horoskop. CIA dostawała oczywiście szału. A astrologów słuchali też inni możni, ważni i znani. Ich fanką była np. Katarzyna Medici, Elżbieta I i Steve McQueen oraz dziesiątki takich, którzy się nie przyznają, ale korzystają.

Pamiętajcie jednak, że ich tropem iść można, ale nie warto, bo horoskop nie działa. Pół biedy, jak ktoś pyta o drobiazgi, ale męża, żony albo pracy lepiej w ten sposób nie wybierać. Mówię to ja. Urodzony pod znakiem Strzelca, a więc człowiek otwarty, ciekawy świata, kreatywny i zgłębiający sprawy mistyczne oraz duchowe.

Dlatego warto mi uwierzyć.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij