Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe jedzenie

Jak kupować bakalie?

Jak kupować bakalie?
Zdjęcie: shutterstock

Nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez bakalii. To przede wszystkim kompot z suszonych owoców, ale również keks i bożonarodzeniowa nalewka. Ale bakalie bakaliom nierówne. Jakie kupować, żeby świątecznych pyszności nie zepsuły sztuczne barwniki, konserwanty i nadmiar cukru?

Wydawać by się mogło, że nie ma tu żadnej filozofii, przecież w opakowaniu są tylko owoce.  Czyżby? Bakalie też trzeba umieć kupować. W zwykłym opakowaniu rodzynek mogą się znaleźć niechciane dodatki E. Nie oznacza to, że jesteśmy na nie skazani. Trzeba uważnie czytać etykiety i wybierać te produkty, które ich nie zawierają. Na szczęście takich jest coraz więcej.

Bakalie to przede wszystkim suszone owoce, czyli śliwki, jabłka, gruszki, morele i oczywiście rodzynki. Uwaga na kandyzowane owoce, które zajmują coraz więcej miejsca na sklepowej półce. Kuszą smakiem, egzotycznymi nazwami, są miękkie i słodkie… aż za bardzo. Kandyzowane owoce to głównie cukier, którym urocze kawałeczki papai czy imbiru są nasączone niczym gąbka. Czy ktoś próbował kiedyś zjeść kawałek surowego imbiru? Jest bardzo ostry i piecze w język. Kandyzowany imbir to dla mnie raczej cukier z dodatkiem imbiru. Z ostrego smaku zostaje niewiele.

Równie nieciekawe są wisienki koktajlowe. Gdyby drzewo wiśniowe zobaczyło, co się wyprawia z jego owocami, to pewnie wypadłyby mu wszystkie liście z przerażenia. Wiśnie faszerowane są nie tylko cukrem, ale także tanim, paskudnym, powodującym tycie i niestety wszechobecnym syropem glukozowo-fruktozowym. A ponieważ stają się wówczas tak słodkie, że byłyby mdłe, dodaje się do nich regulator kwasowości E330 i dorzuca jeszcze atrakcyjny czerwony barwnik, np. E127 erytrozyna ­­- powodujący astmę, nadpobudliwość i trudności w nauce. Tak więc wisienki koktajlowe z pewnością nie są przeznaczone dla dzieci, a i dorosłym ich nie polecam.

A czy możemy spokojnie sięgnąć po suszone gruszki i śliwki na wigilijny kompot? Przy zakupie bakalii obowiązuje prosta zasada. Na liście składników szukamy konserwantu E220. To dwutlenek siarki, którego powinniśmy unikać. Zamiast niego coraz więcej producentów stosuje olej roślinny, zwykle słonecznikowy. I takie bakalie możemy spokojnie włożyć do koszyka. Jeżeli chcemy kupić suszone owoce na wagę, to zróbmy to na zaprzyjaźnionym stoisku na lokalnym ryneczku. Zapytajmy sprzedawcę, skąd je ma. Na opakowaniu zbiorczym na pewno jest lista składników, czyli w tym przypadku potencjalnych konserwantów.

A gdy zostanie nam trochę bakalii po świątecznym pichceniu, możemy je przechowywać w lodówce w zamkniętym pudełku albo zrobić z nich bożonarodzeniową nalewkę. Jest doskonała!

Przepis na bakaliową nalewkę

Potrzebne nam będzie pół litra rumu, 100 ml spirytusu oraz bakalie - rodzynki, morele, żurawina, suszone śliwki, daktyle bez pestek i orzechy włoskie. Wszystkiego po małej garści. Do tego jeszcze dwa goździki, kora cynamonu i jedna sparzona pomarańcza pokrojona w plasterki. W dwulitrowym słoju układamy warstwami plaster pomarańczy i bakalie. Wszystko zalewamy rumem i spirytusem i odstawiamy na co najmniej dwa miesiące. Następnie filtrujemy do butelki i nalewka gotowa. Jednak im dłużej stoi, tym jest lepsza. Ja robię taką nalewkę już teraz na następne święta. Drinki z wisienką się nie umywają! 



Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij