Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

Jeśli w podróż, to rowerem!

Jeśli w podróż, to rowerem!
Zdjęcie: archiwum własne

Chodzi o bycie w drodze. Podróżowanie rowerem to zupełnie inna historia niż pobyt stacjonarny w jakimś miejscu. Totalne oderwanie od tego, czym żyję na co dzień – mówi Michał Danielewicz, który na co dzień prowadzi badania społeczne i marketingowe, a wypoczywa na dwóch kółkach.

Rower ma tę zaletę, że nie jest zbyt szybki. Optymalna prędkość to 20 km/h – masz poczucie, że przemierzasz krajobraz, a jednocześnie, jeśli jest coś do zauważenia po drodze, to na pewno to zauważysz. Pierwsze skojarzenie z rowerem? Radość. Moja dziewczyna, która nie jeździ ze mną na wyprawy, zauważyła, że wszyscy sakwiarze, których gdzieś kiedyś spotkała, mieli wypisany na twarzy taki charakterystyczny luz, jakby bardziej się uśmiechali. Ja w drodze czuję ten luz. A wcale nie jest o niego łatwo na urlopach innego rodzaju. Myślę, że chodzi o niezależność – śpię tam, gdzie chcę, wszystko, czego potrzebuję, mam ze sobą.

Cały dobytek w sakwach

Na pierwszą wyprawę rowerową pojechałem w liceum. Wybraliśmy się z kumplem na Słowację, do Austrii i na Węgry. Jeszcze na dworcu ukradli mi kask, wsiedliśmy nie w ten pociąg, w który mieliśmy wsiąść, i zamiast do Bratysławy trafiliśmy od razu do Wiednia. Były momenty dramatyczne. Regularnie gubiliśmy drogę, bo zabrałem zwykłą mapę samochodową, a całą trasę wydrukowałem na kartce w rozmiarze A4, więc była mocno niedokładna. Pruły mi się sakwy, a że był to akurat okres ulew i powodzi, wszystkie rzeczy miałem mokre - spałem w mokrym śpiworze. Ale strasznie fajnie było!

Od tamtej pory mapy samochodowe to mój świadomy „patent” na gubienie drogi w kontrolowany sposób. W przypadku pobocznych dróg nie zawsze są dokładne i zgodne z tym, co zastaję w terenie. Zdarza się, że zamiast do jednej wsi, trafiam do innej. Wprowadza to miły element zaskoczenia.

Jeżdżąc po Polsce, zwykle nocujemy na dziko albo u kogoś we wsi. Generalnie ludzie są serdeczni i pomocni, raczej niegroźni. Raz podróżowałem z kolegą, który, jak przyszło do rozbicia namiotu w lesie, autentycznie się bał, że przyjdą miejscowi i spuszczą nam łomot. Tak dla sportu, za samo przebywanie na ich terenie. Teoretycznie mogłoby się tak zdarzyć, ale strach nigdy nie jest moją pierwszą reakcją. Ani drugą, ani nawet trzecią. Jak dotąd sprawdza się moja strategia optymizmu.

Gdzie bym radził wybrać się na początek osobom bez doświadczenia? Z Warszawy poleciłbym wsiąść w Koleje Mazowieckie do Małkini Górnej i tam już zacząć pedałować w kierunku Podlasia. Niecała godzina jazdy wystarczy, żeby znaleźć się pośród wspaniałej przyrody i totalnie się oderwać. A przy tym nie sforsować się za bardzo.

Ale uwaga, to wciąga!


Tagi: rower, rowerzyści,

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

GALERIA: Wybieram rower

Katarzyna Milewska

Rower zamiast autobusu

Agnieszka Berlińska

Kurier na ostrym

Agnieszka Berlińska

Top w kategorii