Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy organizm

Kawa o idealnej porze

Kawa o idealnej porze
Ostatnia kawa – magiczne 6 godzin. Ilustracja: shutterstock

Bez kofeiny żyć może się i da, ale co to za życie? Kawa – uwielbiam. Do niedawna myślałem, że jest niezdrowa, ale teraz już wiem, że to nieprawda . Wystarczy zachować umiar, unikać rozpuszczalnej lury, a zalewajkę zastąpić kawiarką. I przede wszystkim kawę pić o odpowiedniej porze. I o tym słów kilka.

Oczywiście najważniejsze jest, by pić dobrą kawę i w najzdrowszej wersji. Ale to nie wszystko, bo wpływ na serce i żołądek to jedno, a dobry sen to drugie. Nie od dziś wiadomo, a potwierdzili to nawet amerykańscy naukowcy (sic!), że kawa i spanie nie stanowią najlepiej dobranej pary. Żadna to tajemnica, że lepiej nie pić jej za późno. Jednak co to znaczy za późno? To zależy od tego – to także ustalili amerykańscy naukowcy – o której chcemy zasnąć. Nie będziemy się zbytnio pastwić nad biednymi, choć świetnie opłacanymi akademikami z USA, bo tym razem zrobili coś pożytecznego. Sprawdzili, o której można sobie jeszcze pozwolić na małą czarną, a kiedy lepiej już nie.

Ostatnia kawa – magiczne 6 godzin

Christopher Drake z centrum badań nad bezsennością przy szpitalu uniwersyteckim w Michigan wraz z trojgiem współpracowników zrekrutował do udziału w eksperymencie 12 osób o dość nietypowej, przynajmniej z mojego punktu widzenia, charakterystyce. Otóż byli to ludzie, którzy mieli regularny cykl dobowy. Wszyscy wstawali między szóstą i dziewiątą, a spać chodzili pomiędzy 21 (sic!) i pierwszą w nocy. Sen zabierał im zwykle od 6,5 do 9 godzin na dobę. W czasie trwania eksperymentu uczestnicy przyjmowali tabletki z kofeiną lub placebo. Robili to tuż przed położeniem się do łóżka albo trzy i sześć godzin wcześniej. Efekty zapisywali w dzienniczkach snu, a oprócz tego sen monitorowano za pomocą specjalnych urządzeń, które pozwalały zapisać jego długość oraz czas trwania poszczególnych faz.

Ustalono, co następuje: gdy kofeinę przyjmowano trzy godziny przed snem, było najgorzej. Uczestnicy spali płycej, krócej, częściej się budzili i najkrócej znajdowali się w fazie REM. I wiedzieli o tym, bo rano byli źli i zmęczeni. Odrobinę lepiej było u tych, którzy kofeinę brali tuż przed położeniem się do łóżka – i oni także o tym wiedzieli. Z kawą sześć godzin przed snem było jeszcze lepiej, ale nie rewelacyjnie. Ci, którzy przyjmowali ją o takiej porze, godzinę dłużej niż w wypadku placebo spędzali na wierceniu się w łóżku i... nie wiedzieli o tym.

Ci ostatni nie zapisywali nieprawidłowości w dzienniczkach snu. Jego deficyt zarejestrowało sprytne urządzenie amerykańskich naukowców. To ważne, bo pokazało, że nawet kiedy myślimy, że jest w porządku, to nie zawsze tak jest. To powoduje, że nieświadomie wpadamy w tryby klasycznego samonapędzającego się mechanizmu, w którym mniej śpimy, bo pijemy za dużo kawy, i jesteśmy zmęczeni, a kawę pijemy, bo za mało śpimy i jesteśmy zmęczeni.

Na szczęście krąg nie jest zaklęty i można się z niego wyrwać. Wystarczy wiedzieć, że ostatnią kawę trzeba wypić więcej niż 6 godzin przed snem. Nie wiadomo, ile dokładnie godzin, ale ze spaniem problemy ma tylu ludzi, że z pewnością wkrótce ktoś zainwestuje w badania i to ustali. A zanim to zrobi, możemy strzelać. Skoro 6 godzin to za mało, to ostatni dzwonek na małą czarną jest 7–8 godzin przed pójściem do łóżka. Później już ani filiżanki. I śpimy dobrze.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij