Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

Kitesurfing – no to lecimy…

Kitesurfing – no to lecimy…
Kitesurfing powstał na początku lat 90. w efekcie połączenia kilku dyscyplin. Zdjęcie: materiały prasowe

Kiedy odrywasz się od ziemi, twoje ciało zalewa fala endorfin. Gdy mkniesz po wodzie z oszałamiającą prędkością, solidna dawka adrenaliny sprawia, że kitesurfing uzależnia cię na zawsze. Nad morzem cieszysz się już nie ze słońca, ale z wiatru.

Półwysep Helski. Agnieszka, dwudziestokilkuletnia menedżerka jednej z największych firm IT na Pomorzu, pod czujnym okiem instruktora uczy się sterowania latawcem. Za chwilę po raz pierwszy w swoim życiu stanie na desce i niesiona siłą wiatru pomknie po falach Bałtyku. 

Takich osób jak ona jest coraz więcej. Szacuje się, że co roku około 10 tysięcy ludzi kończy w Polsce kurs kitesurfingowy. Większość z nich wraca na wody Zatoki Puckiej regularnie, niezależnie od tego, czy mają 10, 30, czy 60 lat. – Najmłodszym uczestnikiem kursu był 11-latek, najstarszym 60-latek – mówi Tomek Janiak, wielokrotny mistrz Polski Masters i właściciel szkoły Kitescool. –  95 procent osób, które uczyłem, kocha kitesurfing od pierwszego wejrzenia. Jak kupują swój sprzęt, to już wiem, że wpadli – dodaje.

Kitesurfing powstał na początku lat 90. w efekcie połączenia kilku dyscyplin, ale dopiero w ostatnich latach, za sprawą postępu technologicznego, stał się sportem bardziej bezpiecznym i, co za tym idzie, bardziej dostępnym. Swój sukces kitesurfing zawdzięcza prostocie. Aby osiągnąć zadowalające efekty w tym sporcie, nie potrzeba ani żelaznej kondycji, ani wielu lat treningu. – Pierwszy ślizg można wykonać już po mniej więcej ośmiu godzinach od rozpoczęcia treningu, a pierwsze skoki zaliczyć już po 15–20 godzinach. Przy odpowiedniej determinacji i talencie po kilku latach dołączasz do światowej czołówki – tłumaczy Maks Żakowski, zawodnik BlueCash Team i aktualny mistrz Polski w kiteracingu.

Przygodę z kajtem najlepiej zacząć od kursu w jednej ze szkół rozsianych na Półwyspie Helskim. Profesjonalne przygotowanie jest o tyle ważne, że w rękach amatora kajt może być niebezpieczny. Kurs – w zależności od predyspozycji danej osoby – trwa od 8 do 30 godzin i kosztuje średnio około 1500 złotych. Jeśli złapiemy bakcyla, by uprawiać kitesurfing, potrzebować będziemy: latawca mocowanego cienkimi linkami do uprzęży zwanej trapezem, deski wyglądającej jak połączenie deski snowboardowej i surfingowej oraz – przydatnej zwłaszcza w naszych warunkach atmosferycznych – pianki chroniącej przed zimnem. Za sprzęt używany w doskonałym stanie zapłacimy około 2500 zł, za nowy nawet dwa razy więcej.  Zawsze można też skorzystać z usług licznych wypożyczalni sprzętu.

 – Na kajcie można uprawiać akrobacje, ścigać się, ślizgać po falach, a kiedy kończy się sezon, szaleć także na śniegu – wylicza zalety kitesurfingu Maks Żakowski. – Ten sport to doskonała okazja do nawiązania nowych znajomości, podróży i fantastyczne uzależnienie, którego życzę każdemu – dodaje.

Jeśli kitesurfing cię zainteresował, więcej informacji szukaj tutaj.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij