Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Komunikat w wersji meta

Komunikat w wersji meta
Ilustracja: Magda Danaj | www.porysunki.blogspot.com

Stosujemy je wszyscy bez wyjątku. Czasem świadomie, innym razem nie. Nie da się ich uniknąć, ale warto mieć świadomość, że się nimi posługujemy. O tym, jaką rolę odgrywają w relacjach między ludźmi metakomunikaty, z psychoterapeutą Pawłem Droździakiem rozmawia Agnieszka Zieniuk.

Czym jest metakomunikat?

Wyjaśnię to na przykładzie. Proszę sobie wyobrazić spotkanie klasowe, po 30 latach. Spotyka się na nim dwóch panów, rozmawiają sobie i nagle jeden mówi do drugiego: „A gdzie zaparkowałeś?”. W jakiejś innej sytuacji to zdanie mogłoby być zwykłym pytaniem o to, gdzie zaparkowałeś – po prostu. Ale w tej sytuacji równie dobrze może to być pytanie o to, czy…

Masz samochód?

Dokładnie. I najlepiej od razu: jaki. I to już jest pytanie na poziomie metakomunikatu. Bo metakomunikat to jest cały kontekst związku i relacji z drugim człowiekiem. Gdy komunikujemy coś drugiej osobie, możemy robić to niespójnie. Mówię na przykład: „Lubię cię”, a mam przy tym postawę zamkniętą, albo ktoś mówi „świetnie się bawię”, a mina wskazuje na coś zupełnie innego. Treść jest niespójna z formą, więc komunikat jest podwójny. Jasne, że lepiej byłoby, w trosce o dobre relacje, nie komunikować niespójnie. Tyle tylko że sam fakt, że nadajesz podwójny komunikat, jest dowodem na to, że w relacji z osobą, do której taki komunikat kierujesz, ta podwójność istnieje. Sposób komunikowania, czyli „podwójne zachowanie”, jest więc tylko przejawem tego, że istnieje głębsza podwójność. Czyli tego nie da się zmienić, po prostu zmieniając zachowanie. To zachowanie ma przecież jakiś powód.

Każdy komunikat można podzielić na trzy warstwy: pierwszą jest treść, drugą forma, a trzecią: kontekst. Tę samą treść możesz wyrazić w różnych formach – i tu rodzi się pierwsza możliwość sprzeczności, poza tym tę samą treść możesz osadzić w różnych kontekstach. I to kolejna możliwość sprzeczności.

Wracając do naszego spotkania klasowego: ten metakomunikat może mieć jeszcze jeden poziom, głębszy. „Pytam, gdzie zaparkowałeś, bo przecież dokładnie pamiętam, jakim byłeś cieniasem i niedojdą życiową w podstawówce, więc pytam, czy to się zmieniło, czy czegoś tam się dorobiłeś, czy jest po staremu, dalej jesteś ofiarą losu i zasuwasz rowerem…”. Warstwa werbalna w tej sytuacji to: „Gdzie zaparkowałeś”, a metakomunikatem jest: „Pamiętam cię jako kompletną pierdołę”. Załóżmy, że w tej sytuacji zapytany się wzburza. I oczywiście sam nie wie dlaczego… Bo co obraźliwego jest w pytaniu: „Gdzie zaparkowałeś?”. Nic. Tyle że on odczytał metakomunikat. A że, dajmy na to, faktycznie nie zmieniło się wiele, oczywiście nie zaparkował, gdyż przybył tramwajem, więc w odpowiedzi zaczyna z emfazą opowiadać o – dajmy na to – niesprawiedliwości społecznej. I on też nadaje w ten sposób metakomunikat: „Wasz świat jest okrutny, ja jestem wyższy moralnie”. I w ten sposób można sobie metadyskutować do rana…

A w relacji z dzieckiem? Istnieją metakomunikaty rodzicielskie?

W relacji z dzieckiem posługujemy się właściwie wyłącznie metakomunikatami. Niestety. Jeśli mówimy do dziecka: „Wejdź na to drzewo, nie bój się”, to oczywiście jest w tym komunikacie jakieś niezadowolenie, że dziecko nie jest dość odważne. I oczywiście dziecko nie chce nawet próbować, bo to niezadowolenie nadane w metakomunikacie doskonale wyczuwa. Fajniej i bardziej motywująco byłoby powiedzieć, gdyby już na to drzewo zaczęło się nieśmiało wspinać: „Ojej, nie bałeś/bałaś się wejść na tę pierwszą gałąź!”. W sekundę dzieciak będzie na czubku. Bo tymi słowami nie tylko coś dziecku komunikujemy, ale też wywołujemy reakcję.

Inny przykład. Proszę się zastanowić, co to mogłoby znaczyć, jeśli matka mówi do córki: „Oczywiście, że możesz sobie sama wybrać szkołę”.

Na poziomie metakomunikatu najpewniej: „Oczywiście że nic sobie sama nie wybierzesz, bo ja wybiorę najlepiej”?

Oczywiście. Metakomunikat może być taki: „Przecież doskonale rozumiesz, że to, jaką szkołę wybierzesz, świadczy o całej naszej rodzinie, dlatego właśnie wybiorę ja, a właściwie ty wybierzesz, ale dobrze wiesz, co wybrać, żeby nas nie zawieść”…

A metakomunikaty w związku? Czy nie jest tak, że są w dużej mierze zamierzone, ale też wprowadzają sporo szumu w kanale komunikacyjnym?

Oczywiście, że wprowadzają szumy. Mogą być zamierzone, ale czasem są zupełnie nieświadome. I czasem po prostu nie może być inaczej. Ale to dlatego, że te „szumy” są już w naszej głowie, więc i w relacji. Metakomunikaty nie są ich przyczyną, tylko skutkiem! Weźmy taką sytuację: on mówi do niej: „Mogłabyś jakoś bardziej o siebie zadbać”. W najprostszym komunikacie on mówi do niej: zadbaj o siebie bardziej – cokolwiek by to znaczyło – i będzie super. Tyle że to niestety zwykle nie o to chodzi…

Metakomunikatem jest: nie dbasz o siebie wcale?

Gorzej. Bo być może prawdziwym znaczeniem jest „w ogóle mnie nie kręcisz”… Co to powoduje? Ona od razu traci jakiekolwiek pragnienie zadbania o siebie. Jest więc absolutnie gwarantowane, że im częściej będzie jej powtarzał: „Mogłabyś bardziej o siebie zadbać”, tym bardziej zniechęci ją do jakichkolwiek działań w kierunku zadbania o siebie.

I to jest sytuacja, w której metakomunikat doprowadza do tego, że osiągnięty zostaje akurat cel odwrotny do zamierzonego: ona definitywnie przestaje przecież o siebie dbać. Tak?

No właśnie niekoniecznie. Pytanie, czy ten facet faktycznie chciał osiągnąć to, co komunikuje. Bo może on, mówiąc: „Mogłabyś bardziej o siebie zadbać”, zupełnie nie chciał, by o siebie zadbała?

Jak to?

Bo może jego celem nieświadomym jest, by ona rzeczywiście o siebie nie dbała. Bo jeśli nie będzie o siebie dbać, on nie będzie musiał konfrontować się z faktem, że nie ma ochoty na zbliżenie. A nie ma. Zablokowuje ją więc w tym punkcie, stosując sprytny metakomunikat, którego sam… nie widzi. Przecież faktycznie pozornie zachęcił ją, by o siebie zadbała… Prawdziwy metakomunikat jest nieświadomy.

Nie chcemy go nadać? Sam się nadaje?

Trochę tak. Płynie z nieświadomości. Proszę sobie wyobrazić, że zaprasza pani gościa, a w czasie jego wizyty przez połowę czasu odpisuje pani na SMS-y. Co pani komunikuje?

Znudzenie.

No właśnie, a przecież pewnie pani nie chciała… Bo metakomunikatem nie do końca można zarządzić poprzez akt woli. Dlatego metakomunikaty nas zdradzają. Jeśli np. ona powie do niego: „Za mało ze sobą rozmawiamy”, to niekoniecznie będzie znaczyło, że ma potrzebę rozmawiać więcej. Mogłaby przecież po prostu zacząć więcej rozmawiać, ale z jakiegoś powodu tego nie robi, tylko formułuje taki a nie inny komunikat. Jest oczywiste, że z takiego zarzutu: „Za mało rozmawiamy” żadna sensowna rozmowa w życiu się nie sklei, prawda? Więc może właśnie jej nieświadomą intencją jest de facto rozmawiać jeszcze mniej, rozluźnić kontakt, odepchnąć od siebie odpowiedzialność za tę sytuację, choć to brzmi paradoksalnie, bo pozornie w warstwie werbalnej domaga się akurat czegoś odwrotnego. Jeśli on powie: „Jest za mało seksu” albo – gorzej – „Jesteś za mało seksowna”, to oczywiście dostanie w efekcie tego seksu jeszcze mniej albo ona będzie jeszcze mniej seksowna. To pewne jak w banku. Pytanie, czy nie o to właśnie chodziło. O podświadome pragnienie nie zbliżenia, ale właśnie oddalenia się.

A może metakomunikaty czasem pomagają nam się zakamuflować? Na przykład w takiej sytuacji: jest planowana randka. Godzinę przed dzwoni on i oświadcza: „Wiesz, kochanie, to piwo pracowe się tak niefortunnie przedłuża, kupa znajomych wpadła niespodziewanie, czy to nasze dzisiejsze spotkanie moglibyśmy przełożyć na jutro?”. I ona, myśląc z zaciśniętymi zębami: „Nienawidzę cię, ty złamasie, siedzę tu wyperfumowana w pięknej sukience, jak śmiesz w ogóle do mnie z czymś podobnym dzwonić”, odpowiada: „Jasne, nie ma sprawy, nawet mi to na rękę, bo właśnie miałam ochotę sobie poczytać”…

Forma kamuflażu. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Toksyczne związki

Agnieszka Zieniuk

Jak rozmawiać o seksie?

Alicja Długołęcka

Kobieta zmienną jest

Marta Niedźwiecka

Top w kategorii