Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Mądre klasy – mądre dzieci

Mądre klasy – mądre dzieci
Zdjęcie: shutterstock

Szkolne osiągnięcia młodszych dzieci aż w jednej piątej zależą od tego, jak są zaprojektowane ich sale. Wiemy, że bywa z tym różnie… Jak powinna wyglądać sala idealna?

Peter Barrett, profesor architektury na Uniwersytecie Salforda w Manchesterze w Wielkiej Brytanii, zajął się tym problemem. Kilka lat temu tamtejsze władze oświatowe zleciły mu przeprowadzenie badań, które miały pomóc w projektowaniu szkół przyjazny dla dzieci i inspirujących ich do nauki. Naukowca poproszono, aby eksperymentalnie sprawdził, jakie sale klasowe pomagają najmłodszym uczniom w nauce, a jakie im przeszkadzają.  Czy lepsze są te pomieszczenia, których ściany są zawieszone dziesiątkami plakatów, map i innych materiałów edukacyjnych, czy też raczej takie, których ściany są generalnie puste, co być może pozwala uczniom lepiej skupić się na temacie zajęć?

Barrett wybrał 27 podstawówek w Manchesterze i okolicach. Ścisłą obserwacją objął 153 sale, w których łącznie uczyło się 3766 dzieci z klas 1-3. Było to - jak twierdzi naukowiec - największe takie badanie na świecie. Projekt o nazwie HEAD (skrót od ang. Holistic Evidence and Design) trwał trzy lata, a jego podsumowanie stanowi raport „Clever Classrooms”, czyli „mądre klasy”. Najważniejsze odkrycie było takie, że postępy uczniów aż w 20% zależą od tego, czy uczą się oni w dobrze, czy też źle zaprojektowanej sali. – To bardzo dużo, jak na pojedynczy czynnik. Przeciętny uczeń, który wylądował w gorszej sali, na egzaminach dostaje oceny o jeden stopień niższe, aniżeli taki sam średniak, który trafił do dobrze zaprojektowanej sali – mówi Barrett.

Jego badania potwierdzają zatem to, o czym od pewnego czasu mówią wspólnie architekci i neurobiolodzy: pomieszczenie, w którym przebywamy wiele godzin, ucząc się lub intensywnie pracując umysłowo, wpływa na pracę naszych szarych komórek. Niektóre przestrzenie – zarówno naturalne, jak i te stworzone przez człowieka, działają kojąco i inspirująco na nasz umysł. Jednak inne z jakichś powodów rozpraszają nas lub przytłaczają. Zjawisko to potwierdzają obserwacje prowadzone za pośrednictwem nowoczesnej aparatury diagnostycznej.   

Jaka powinna być dobrze zaprojektowana klasa? Barrett wymienia trzy główne kryteria: naturalność, indywidualizacja i odpowiedni poziom stymulacji umysłowej. Naturalnością rządzą czynniki środowiskowe zwane czasem „wielką czwórką”: światło, temperatura, decybele i jakość powietrza. – Na te rzeczy zwykle zwracamy uwagę, gdy oceniamy salę szkolną. I słusznie, ponieważ zapewniają nam one komfort fizyczny. Na przykład badania pokazały, że jeśli zamkniemy 30 osób w źle wentylowanej sali, to po 30 minutach jakość powietrza spadnie w niej tak bardzo, że zacznie wpływać negatywnie na pracę mózgu dziecka, zresztą nauczyciela także. My sprawdziliśmy, że szyby oblepione dziesiątkami naklejek zabierają sporą część naturalnego światła słonecznego. Wtedy także myśli się gorzej. Ale przeszkadzać może także nadmiar bezpośredniego światła słonecznego. Błędem jest umieszczanie wielkich tafli szkła od południowej strony – mówi naukowiec.

Dwa pozostałe kryteria Barrett dodał z własnej inicjatywy. Pierwsze z nich, czyli indywidualizacja, dotyczy tego, czy dziecko ma poczucie, że znajduje się w przestrzeni, z którą się utożsamia. W takim utożsamieniu mogą pomóc takie drobiazgi jak własne schowki na rzeczy, własne kawałki regałów czy też wydzielone przestrzenie do indywidualnej nauki. Ponadto małe dzieci czują się lepiej w pomieszczeniach, które ozdabiają i aranżują.

I ostatnia kwestia. Sale szkolne – podkreśla naukowiec – powinny odpowiednio stymulować dzieci do nauki. Najlepiej więc, aby za oknami rosła zieleń i było przestrzennie, natomiast w środku panował umiar w doborze kształtów i kolorów. – Gołe, białe ściany negatywnie wpływają na psychikę. Przesada w drugą stronę to ściany pomalowane na jaskrawe kolory i zakryte dziesiątkami plakatów ułożonych bez składu i ładu. To również jest bardzo męczące dla oczu i mózgu. Przestrzeń do nauki powinna być zorganizowana w taki sposób, żeby mózg czuł się w niej komfortowo. Rzecz w tym, że mózg nie lubi zarówno chaosu, jak i kompletnego braku bodźców. Trzeba szukać złotego środka – podkreśla Burrett, dodając, że przedstawione przez niego zasady dotyczą nie tylko szkół, ale miejsc pracy. – Wiele badań pokazało, że lepsze wyniki osiągają ci pracownicy, którzy  przebywają w przestrzeniach zapewniających im komfort fizyczny i psychiczny – zauważa naukowiec.



Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij