Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Miejscy emigranci: Epilog

Miejscy emigranci: Epilog
Ilustracja: Alicja Gapińska | www.gapinska.com

Minął rok od naszego wprowadzenia się do domu w Beskidach. Nigdy do tej pory w naszym życiu w tak krótkim czasie nie wydarzyło się tyle ważnych rzeczy. Czasami naprawdę wystarczy jeden mały krok, by wszystko zmieniło swoją perspektywę i dokonała się rewolucja.

Julek zaczął śmigać jak fryga po ogrodzie, Kaj poszedł do średniaków, a my przywykliśmy do większych trudów życia w domu na prowincji. To ja sprowokowałem codzienność, by ustąpiła miejskiej monotonii i rzuciła nas w wir górskiej przygody. Moje wielkie pasje – paralotniarstwo i ski-alpinizm – kolejny raz postawiły duży znak zapytania przed naszą rodziną. Nauczyły też mnie i Małą P., że warto wszystko robić w życiu do utraty tchu – kochać, pracować, marzyć i... działać. I nie bać się. Starość nie przyniesie nam żadnej nagrody za ciężko przepracowane życie. Dlatego trzeba się spieszyć i nie zważając na wystraszonych szaraczków, napierać, by nie przesiedzieć całego życia za biurkiem, dłubiąc leniwie w nosie.

– Gdybym miała zaczynać wszystko od początku, zrobiłabym dokładnie to samo – powiedziała mi pewnego dnia Mała P., wymachując swoimi małymi stopami znad hamaka. Dobrze, że na polu było już ciemno, bo zaczerwieniłem się niczym Kleofas wywołany do tablicy na znienawidzonej lekcji chemii. Mała P., nie zdając sobie z tego sprawy, postawiła kropkę w ostatnim zdaniu naszej ciągnącej się od roku historii. Czas przyszły niedokonany zapisał swoją historię w teraźniejszości i zawędrował w przeszłość dostępną naszej pamięci i utrwaloną na zdjęciach. Ja też nie zmieniłbym niczego, jeśli miałbym zaczynać od nowa... no, może poza większą kotłownią, bo z mojej wyszła szuflandia i przed każdym czyszczeniem pieca muszę spożywać Polo Coctę w dużych ilościach, a tu na prowincji trudno ją dostać.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij