Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Miejskie ogrodnictwo

Miejskie ogrodnictwo
Zdjęcie: shutterstock

Miejskie ogrodnictwo to nie fanaberia znudzonych mieszczan ani snobistyczna zabawa w rolników. Własnoręczne uprawianie jadalnych roślin, nawet w małej skali, daje niesamowitą satysfakcję, bo pozwala choćby w małym stopniu uniezależnić się od korporacyjnej przemysłowej produkcji, która często nie ma nic wspólnego ze zdrowym, prostym jedzeniem. Takie małe i większe farmy dają ludziom mieszkającym w mieście wytchnienie dla ducha, ale też sensowne profity ekonomiczne.

Krótka historia działki pracowniczej

Ogrody działkowe jako suplement przyrody w mieście oraz tanie źródło żywności pojawiły się wraz ze szczytem uprzemysłowienia miast – w połowie XIX wieku. Zakładane były na obrzeżach metropolii, a ich struktura często zachowała się do dzisiaj. Jednymi z najstarszych w Europie i na świecie są Ogrody Świętej Anny w Nottingham założone w 1840 r. Wciąż są użytkowane i traktowane jako dobro narodowe.

Działkę rozpropagował niemiecki ortopeda i miłośnik zdrowego stylu życia Daniel Schreber, a idea ogrodów schreberowskich szybko rozlała się na całą Europę. Z początku działka była traktowana jako zielone miejsce do aktywnego wypoczynku dla dzieci i młodzieży i właśnie taki charakter miał jego pierwszy ogród założony w 1860 roku w Lipsku. Z czasem, wraz z postępującym kryzysem i coraz większą biedą, działki stały się nieodzownym elementem niemieckiego krajobrazu wielkich miast przemysłowych. W Berlinie ta tradycja jest bardzo silna, w szczytowym momencie, tuż po drugiej wojnie światowej, było ich 200 tysięcy, z czego do dziś istniejące prawie 80 tysięcy nadal robi wrażenie.

Nasze pracownicze ogrody działkowe były zakładane na przełomie XIX i XX wieku i, tak jak w całej Europie, zaczęły na wiele pokoleń dostarczać ich użytkownikom miejsca do wypoczynku, ale też taniej żywności. Zwłaszcza w okresach kryzysów ekonomicznych i wojen te skrawki ziemi były oazami karmiącymi całe rodziny. W Anglii podczas II wojny światowej do uprawiania ogródków zachęcano hasłem „Dig for Victory” i nawet królowa Elżbieta II założyła warzywniak w ogrodach pałacu Buckingham.

Zdjęcia: stare brytyjskie plakaty z akcji "Dig for victory"

Królowa Anglii znowu kopie grządki

Co się stało, że wspomniana wyżej koronowana głowa znowu uprawia własne warzywa, a po drugiej stronie oceanu Michelle Obama zaorała trawniki wokół Białego domu i jada swoją własną ekologiczną sałatę? Po trosze kryzys zmuszający do szukania oszczędności, moda w jej najpozytywniejszym odcieniu, ale też rosnąca świadomość konieczności powrotu do choćby minimalnej samowystarczalności. W krajach anglosaskich coraz częściej przydomowe ogrody żegnają się z kosiarką, a witają ze szpadlem i sadzonkami warzyw. Ruchy ogrodnicze, jak np. amerykański Kitchen Gardeners International, pomagają w rozsiewaniu tej wspaniałej idei. Oszczędności, czyste, ekologiczne jedzenie – bo na małych obszarach najłatwiej o taką uprawę – i najprostszy, wręcz leczniczy kontakt z naturą: to korzyści, które dostrzega coraz więcej osób na całym świecie.

Nowoczesne podejście do uprawy owocuje rozwiązaniami, które zapaleńcy wdrażają w ubogich rejonach świata, gdzie istnieje problem niedożywienia. W Polsce urbanizacja ani gigantyczne monokulturowe farmy nie są aż tak rozwinięte. To, co wydaje się naszym problemem, czyli przewaga małych gospodarstw rodzinnych, staje się w tym kontekście wielką zaletą.

Źródło: www.obamafoodorama.blogspot.com

Uprawiać można prawie wszędzie

W mieście doskonałym miejscem na uprawę własnych warzyw może być nawet balkon, taras czy parapet. Jeśli nie wychodzą bezpośrednio na ruchliwą ulicę, nie ma żadnych przeszkód. Wystarczy dostosować ilość światła do wymagań poszczególnych roślin. W niewielkim metrażu doskonale sprawdzą się wszelkie odmiany miniaturowe oraz liściaste warzywa i zioła. Także rośliny rosnące w specjalnych nawadnianych z dołu pojemnikach udają się doskonale, co sama obserwuję w moim balkonowym ogrodzie na czwartym piętrze warszawskiej kamienicy. Świetnym pomysłem jest też system wiszących okiennych farm.

Jedynym problemem może być brak owadów niezbędnych do zapylania roślin. Ja ten problem rozwiązuję, biegając z pędzelkiem – w ten sposób sama zapylam moje miniogórki. Maleńki ogródek to też rewelacyjna sprawa dla dzieci. Bezpośredni kontakt z zieleniną może w cudowny sposób przekonać do konsumpcji zatwardziałych dziecięcych niejadków. Daje też możliwość całorocznej obserwacji życia małego biotopu.

Źródło:  http://http://kwiatuchi.org/

Artyści do ogrodów

Znane z licznych relacji amerykańskie ogrody na dachach to kolejny przykład na to, że miasto nie jest przestrzenią wrogą przyrodzie. W 1973 roku Liz Christy, amerykańska artystka i aktywistka, wraz z przyjaciółmi założyła pierwszy w Nowym Jorku ogród społeczny. Opuszczoną i zdewastowaną parcelę zamienili w tętniący życiem użytkowy ogród, który działa i służy lokalnej społeczności do dziś. Wspólny ogród sprzyja budowaniu więzi społecznych, bo integruje mieszkańców. Sławny Prinzessinnengarten w Berlinie zapewnia nie tylko jedzenie, ale też przestrzeń wymiany doświadczeń – imigranci, którzy często pochodzą z terenów wiejskich, są tam nauczycielami mieszczuchów i przekazują im wiedzę na temat uprawy. W Anglii, która kojarzy się z domkiem z ogródkiem, ogrody są terenem wielu ciekawych społecznych projektów, np. Towarzystwo Ogrodów Społecznych w Hammersmith prowadzi program nauki ogrodnictwa dla bezrobotnych, szkoli nauczycieli pod kątem zakładania małych ogrodów przy szkołach i przedszkolach, a nawet uczy, jak wytwarzać domowe kosmetyki z uprawianych ziół. Wszystko to jest wspierane przez lokalny samorząd i finansowane przez sponsorów.

Źródło:  http://http://kwiatuchi.org/

W Warszawie w tym roku powstały dwa takie ogrody. Pierwszy założył przy Pałacyku Konopackich kolektyw Precel, a drugi amerykańska artystka Juliette Delventhal, która w ramach stypendium w Centrum Sztuki Współczesnej zamieniła z przyjaciółmi trawnik wokół Zamku Ujazdowskiego w warzywniak. Oba projekty są świeże niczym nowalijki i trzeba im życzyć jak najbujniejszego rozwoju, tak by mogły dać dobry przykład sensowności takich działań. Warto przyłączyć się też do dzielnicowych akcji ogrodniczych grupy Kwiatuchi - duetu artystycznego skupionego wokół zielonej działalności w przestrzeni publicznej.

Żolibuh - Warszawa w kwiatach from kwiatuchi on Vimeo.

New York Farm City from Petrina TV on Vimeo.

Anna Niesterowicz: założycielka i redaktorka grupy Ogródkowanie bez Lukru

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij