Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe jedzenie

Musztarda nie tylko po obiedzie

Musztarda nie tylko po obiedzie
Ziarna gorczycy, głównego składnika musztardy, już od niepamiętnych czasów uznawane były za lekarstwo. Ilustracja: Julia Szostak

Znam pewnego miłośnika musztardy, który nie wyobraża sobie bez niej kromki chleba z wędliną. Musztarda – tak popularna przyprawa – to nie tylko smaczny dodatek. Jej charakterystyczny ostry smak to nie tylko doznanie dla podniebienia, ale też – tak! – lekarstwo dla żołądka.

Ziarna gorczycy, głównego składnika musztardy, już od niepamiętnych czasów uznawane były za lekarstwo. Leczą niestrawność, zaburzenia trawienia, działają antybakteryjnie i przeciwzapalnie, pomagają także w odtruwaniu organizmu z toksycznych substancji. Musztarda sprawia, że tłuste mięsa stają się lżej strawne. Nie wszyscy wiedzą, że musztarda uznawana jest także za afrodyzjak, bo podkręca libido i zwiększa ukrwienie narządów płciowych.

Najsmaczniejsza, oryginalna musztarda pochodzi oczywiście z Dijon – niewielkiego miasta we Francji, gdzie do ziaren gorczycy dodaje się moszcz winny zamiast stosowanego wcześniej octu. Niestety, większość musztard Dijon, jakie docierają do Polski, ma niewiele wspólnego z pilnie strzeżoną od wieków francuską recepturą. Dobra musztarda to ziarna gorczycy, ocet winny, cukier i sól. Pomysłowi producenci rozpoczynają manipulacje już od octu. Zamiast winnego stosują tańszy ocet jabłkowy czy spirytusowy. Zamiast cukru dodają powodujący tycie syrop glukozowo-fruktozowy, ewentualnie syrop z palonego cukru. Musztarda zupełnie niepotrzebnie wzbogacana jest także często winem.

Uważajmy także na kremy musztardowe, które ładnie wyglądają w słoiczku, ale z pewnością nie ułatwią trawienia. Wręcz odwrotnie. Głównym składnikiem pewnego „wynalazku”, który figurował jako musztarda na półce sklepowej, był olej roślinny. Do oleju dodano wodę, ocet z białego wina, cukier, żółtko, modyfikowaną skrobię kukurydzianą, sok z cytryny i dopiero ziarna gorczycy. Nie obyło się bez regulatorów kwasowości, substancji konserwujących, zagęszczających i barwników. Wśród konserwantów prym wiodą dwutlenek siarki (E220) i wodorosiarczyn sodu (E222), więc zamiast dobrego trawienia możemy się spodziewać zapalenia oskrzeli, astmy oskrzelowej i podrażnienia skóry.

Najzabawniejszą listę składników miał produkt rodem z Francji, który wedle podanej na opakowaniu informacji dystrybutora składał się z nasion… musztardy. Z Dijon czy nie, zanim musztarda wyląduje w naszym koszyku, sprawdźmy, czy nasiona gorczycy zajmują należyte miejsce na liście składników (najlepiej drugie w kolejności) i czy nie ma tam niepotrzebnych dodatków chemicznych. Wówczas będziemy cieszyć się nie tylko jej charakterystycznym smakiem, ale też dobroczynnymi właściwościami zdrowotnymi. Na zdrowie, musztardożercy!


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij