Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Muza na chorobę

Muza na chorobę
Zdjęcie: archiwum własne

Z muzyką jest jak z polityką – każdy uważa, że się zna, i chętnie zabiera w tej sprawie głos. Jakieś racje za tym oczywiście stoją, bo polityka prędzej czy później dopadnie każdego, więc wolno, a nawet należy mieć jakieś zdanie, choćby kretyńskie, niedorzeczne, przesiąknięte kompleksami lub jadem czy nienawiścią. Bywa nawet, że polityczne emocje pchają nas na ulice i do przemocy. Na szczęście ostatnio rzadko.

W moim pokoleniu muzyka działała podobnie. Przede wszystkim była kodem: powiedz mi, czego słuchasz, a powiem ci, kim jesteś. W dodatku wywoływała kibolskie emocje. Za znaczek, włosy czy szachowniczkę wymalowaną na spodniach można było zdrowo oberwać od innych melomanów na ulicy. Teraz już na szczęście zdarza się to rzadko.

Analogii polityczno-muzycznych można zresztą znaleźć więcej. Otóż w naszym polskim grajdole zwykło się wieszać psy i koty, narzekać zarówno na poziom debaty publicznej, jak i na wartość artystyczną rodzimej muzyki rozrywkowej. Ale ja popłynę pod prąd, stawiając inną tezę: polska muzyka alternatywna ma się dobrze!

Dowody?

Nasze dziewczyny. Cóż, chłopcom jak dotąd idzie gorzej. Na pewno znacie dobrze Nosowską, Peszek, Julię Marcell czy Novikę. Już za momencik ukażą się ich kolejne krążki i zapowiadają się kozacko.

W oczekiwaniu posłuchajcie debiutanckiej płyty Meli Koteluk „Spadochron”. Po prostu nie mogę wyłączyć. Jedenaście z dwunastu kompozycji jest w języku polskim. Młoda i piękna artystka napisała teksty o frazach i szlagwortach, których nie powstydziłby się żaden przyzwoity songwiriter. Swoje brzmienia Mela nazywa dreampopem, cokolwiek to znaczy, ale jest w nich dużo nowoczesnej przestrzeni. I coś jeszcze, co w piosenkach jest chyba najtrudniejsze – linie melodyczne i zero banałów. Sprawdźcie!

Z kolei Misia Furtak i jej duńsko-angielsko-holendersko-amerykańsko-polska grupa très.b to poziom absolutnie światowy. Ich nowa płyta, która ukazała się w maju tego roku, nosi tytuł „40 Winks of Courage”. Nie jest to jakaś tam frajerska polska kopia indie rocka, ale muzyczna nowa jakość, obficie komentowana i wychwalana na YouTubie przez publiczność Europy Zachodniej.

I wreszcie dziewczyna, na której album czekam z utęsknieniem. Mary Komasa! Prywatnie siostra Janka, który zrobił głośny film „Sala samobójców”, i żona kompozytora Antka Łazarkiewicza (wszyscy oni to cholernie utalentowana szajka). Jej singiel „I Bugged Your Brain” wykorzystany w serialu „Głęboka woda” katujemy w Roxy.

Wszystko, o czym tu opowiadam, dzieje się gdzieś z boku polskiego głównego nurtu muzycznego. A ten, niestety, głównie toczy się w żenujących telewizyjnych programach typu karaoke. I porównania ze sceną polityczną narzucają się same.

Tagi: kultura, recenzja

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij