Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Nadwaga na wynos

Nadwaga na wynos
Źródło: www.stocksnap.io | Brian Chan

Jest pewien rodzaj spacerów, którego powinieneś unikać jak ognia. To spacer do najbliższego baru sprzedającego jedzenie na wynos – przestrzegają naukowcy.

Chodzenie generalnie jest bardzo zdrowym nawykiem. Niejeden artykuł na hellozdrowie.pl dotyczy korzyści zdrowotnych wynikających z wędrówek, szczególnie na łonie natury. Ale są też niezdrowe spacery. Wiele badań prowadzonych ostatnio przez naukowców i lekarzy medycyny środowiskowej zajmuje się związkami łączącymi miejsca, w których mieszkasz lub najczęściej przebywasz, z tym, co konsumujesz. Autorami najnowszego takiego badania są naukowcy z renomowanego Uniwersytetu Cambridge w Wielkiej Brytanii. Wnioski, do jakich doszli, równocześnie zadziwiają i niepokoją.

Pierwszy wniosek jest następujący: osoby, które mieszkają lub pracują w okolicy, w której znajduje się dużo lokali oferujących dania na wynos, częściej do nich chadzają i w rezultacie szybciej tyją. Autorzy badań mają na myśli budki z kebabami i hamburgerami oraz daniami kuchni chińskiej i hinduskiej. Reguła jest prosta: bliskie sąsiedztwo takiego gastronomicznego „outletu” karmiącego słono i tłusto sprzyja korzystaniu z niego. Obowiązuje tu podobna zasada, jak w przypadku sklepów z alkoholem. W okolicy, w której jest ich dużo, spożycie alkoholu rośnie. Z tego właśnie powodu Skandynawowie i nie tylko oni ograniczają liczbę miejsc, gdzie można kupić napoje alkoholowe. Na przykład w Szwecji są one dostępne tylko w specjalnej sieci państwowych sklepów.

Naukowcy z Cambridge również nawołują władze lokalne, aby zaczęły ograniczać liczbę miejsc oferujących – jak to określają – „śmieciowe” jedzenie na wynos. Drugi wniosek z badań jest bowiem taki, że w dużych miastach Europy Zachodniej i USA liczba takich punktów wzrosła błyskawicznie w dwóch ostatnich dekadach. – Jest ich dziś przeciętnie o połowę więcej niż pod koniec lat 90. To jednak nie oddaje skali ich ekspansji, albowiem bary  gastronomiczne koncentrują się przy głównych ulicach dzielnicowych i osiedlowych. W wielu rejonach miast wydają się one wszechobecne – mówi Eva Maguire, główna autorka badań.

Jest też trzeci wniosek płynący z badań: najwięcej takich lokali znajduje się w najbiedniejszych dzielnicach. Zarazem to właśnie w takich strefach szybko przybywa ludzi z nadwagą i powiązanymi z nią schorzeniami. – Nie twierdzę, że jedyną przyczyną tej sytuacji jest notoryczne objadanie się kebabami i hamburgerami, ale z pewnością taka niezdrowa dieta ma znaczący udział w epidemii nadwagi i otyłości – mówi Maguire. Podkreśla ona, że złe nawyki rodzą się i umacniają w młodości. – Jedną z pierwszych rzeczy, jaką należałoby dziś zrobić, to niezwłocznie zakazać sprzedaży śmieciowego jedzenia w pobliżu szkół. Przynajmniej niech będą zamknięte w porze obiadowej oraz wczesnopopołudniowej, gdy uczniowie wracają do domów. W niezdrowym otoczeniu trudniej jest dokonywać zdrowych wyborów – wyjaśnia.

Wyniki jej badań opublikowało czasopismo naukowe „Health&Place”. Niektórzy eksperci, choć generalnie zgadzają się z wnioskami przedstawionymi przez Maguire i jej kolegów, zwracają uwagę, że same zakazy niewiele dadzą, jeśli ludzie nie dostaną jakiejś alternatywnej, zdrowszej oferty, na którą – co ważne - będzie ich stać. Kłopot z lokalami na wynos jest bowiem taki, że choć karmią niezdrowo, to są tanie i szybkie… 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij