Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Patrz! Kolorowe liście

Patrz! Kolorowe liście
Fot. Marzena Hmielewicz/Adventure Pictures

Kolorowe liście, które właśnie rozpanoszyły się po lasach, rozpalają naukowców do czerwoności, żółtości i pomarańczowości. Liczba prac, które próbują rozwiązać ich zagadkę, rośnie z roku na rok. Bo dlaczego właściwie zmieniają kolor?

„Wszyscy przecież wiedzieli”, że sprawa jest oczywista, niewarta uwagi „wielkich” badaczy. Ot, jesienią, gdy nadchodzi zima, drzewa muszą zrzucić liście. Najpierw więc zabierają z nich, co najcenniejsze. Rozkładają wówczas zielony barwnik, chlorofil, który wiosną i latem odpowiada za wychwytanie energii słonecznej. Bez niego rośliny nie byłyby w stanie produkować dla siebie żywności. Jest go więc tak dużo, że jego zielony kolor maskuje inne barwniki w liściach. Dopiero jesienią, gdy się rozłoży, ujawniają się ich żółte, pomarańczowe i czerwone kolory. Od dawna co prawda wśród uczonych krążyła informacja, że czerwone barwniki jesienią są aktywnie produkowane przez drzewa, ale jakoś nikt do niej nie przywiązywał szczególnej wagi.  Bombę odbezpieczył dopiero słynny ewolucjonista William Hamilton. Wybuch nastąpił po jego śmierci, gdy ukazała się przygotowana wcześniej publikacja. Hamilton twierdził w niej, że jaskrawe jesienne kolory to ostrzeżenie dla owadów, głównie mszyc, coś na kształt hasła „Nie zbliżać się! Tutaj rośnie zdrowe drzewo, które ma broń chemiczną. Jedzenie jego liści może skończyć się kalectwem lub śmiercią”.

Fot. Marzena Hmielewicz/Adventure Pictures

Jak tylko ukazała się ta praca, to się zaczęło. Bo skoro Hamilton się tym zajął, sprawa musi być ważna. Naukowcy wcale jednak nie uwierzyli Hamiltonowi. Na pierwszy plan wysunęła się bowiem hipoteza, według której drzewa jesienią wytwarzają czerwone barwniki, by chronić się przed promieniowaniem ultrafioletowym. To miał być dla nich rodzaj kremu przeciwsłonecznego na czas, gdy już robi się zimno, chlorofilu nie ma, a słońce dalej częstuje swymi promieniami. To, co latem było korzystne, jesienią zaczyna szkodzić. Ultrafiolet sieje zniszczenie i trzeba go unieszkodliwiać – a specjalizują się w tym właśnie czerwone barwniki.

 

Fot. Marzena Hmielewicz/Adventure Pictures

Ale i tego naukowcom było mało. Hipotezy i eksperymenty zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Naukowcy sprayem malowali jesienne liście na zielono lub czerwono, by sprawdzić jak to działa na mszyce. W ogóle nie działało. Zauważono nawet, że te owady nie widzą czerwieni i liście w takim kolorze nie budzą w nich żadnych uczuć, podczas gdy żółte wręcz je przyciągają. Pojawił się więc pomysł, według którego kolory jesiennych liści to rzeczywiście ostrzeżenie, ale nie o truciznach, lecz o mającym nastąpić niebawem ich zrzuceniu. Mszycy nie opłaca się rozsiadać się na takim drzewie, a roślina korzysta z braku tych owadów. Następnie  wysunięto postulat, by inaczej traktować funkcje jesiennych liści o czerwonych, a inaczej o żółtych kolorach. Właściwie badacze doszli do wniosku, że kolory jesiennych liści mogą służyć wielu celom naraz. Którym dokładnie – na ten temat nadal się spierają.

Proszę, jaką moc mają kolory jesieni.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij