Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Przechodzenie na "ty" – uwaga na pułapkę

Przechodzenie na "ty" – uwaga na pułapkę
Ilustracja: shutterstock

„Skończmy już z tym pan/pani...”. Pewnie często to słyszycie, a może równie często sami proponujecie. Bo wygodniej, swobodniej. Czy przechodzenie na „ty” faktycznie pomaga, czy wręcz przeciwnie?

„Pracujemy razem, widzimy się na co dzień, po co utrudniać sobie życie. Janek jestem!” – słyszysz od swojego szefa. Przechodzicie na „ty”, bo to przecież coraz powszechniejsze zjawisko w wielu firmach. Tymczasem jeśli nie potrafimy postawić jasnych granic, „tykanie” może nam się odbić niezłą czkawką.

„Pani Kingo, proszę mi podać numer tej sprawy...”, „Panie Macieju, miałabym prośbę...”, „Drodzy Państwo, czy byliby Państwo uprzejmi zachowywać się nieco ciszej? Rozmawiam z klientem...”. Ciągłe „panowanie” w warunkach zawodowych może być rzeczywiście uciążliwe. Tym bardziej że często zależy nam na czasie oraz szybkiej wymianie zdań oraz poleceń. Co więc robimy? Wszyscy przechodzimy na „ty”. W końcu ma być prościej. I najczęściej rzeczywiście jest. – Z punktu widzenia komunikacji i techniki to przyspiesza i ułatwia kontakt. „Pan”, „Pani”, „Panowie” to przecież kolejne słowo, którego musimy regularnie używać. Zyskuje to znaczenie szczególnie w trakcie dłuższej wypowiedzi czy wielogodzinnego szkolenia - mówi Mateusz Dąbrowski, coach i psycholog z 4GROW. - Mówienie po imieniu wprowadza też atmosferę bliższej relacji, większego zaufania w sprawach zawodowych. To pewien konwenans, ale nie stanowi automatycznego przyzwolenia na coś więcej – dodaje Dąbrowski.

Tak jednak wygląda sytuacja idealna. Mówimy sobie po imieniu, ale jednocześnie się nie spoufalamy. Nie zawsze tak jest, dlatego już na początku zapala nam się czerwona lampka: „Jak to – teraz nie będę »panią Anną«, tylko »Aneczką«? Cała firma będzie chciała mi wejść na głowę!”. – Dla wielu ludzi to ryzyko. Brakuje nam narzędzi, które pozwolą zapobiec przekraczaniu granic czy wywieraniu wpływu przez innych, więc wolimy czasem zostać przy formie „pan” i „pani”. Jeśli ktoś proponuje przejście na „ty”, często pojawia się argument, że to niepotrzebne czerpanie z tradycji zachodnich – komentuje Mateusz Dąbrowski z 4GROW. Poddać się modzie, czy chcemy, czy nie, jednak musimy. Wyłamując się w środowisku, w którym panują określone zasady, będziemy czuli się wyalienowani, i często tak właśnie będziemy traktowani – jak „inni”.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Top w kategorii