Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Rozmawiasz? Nie przerywaj!

Rozmawiasz? Nie przerywaj!
Ilustracja: shutterstock

To pierwsza część rady. Druga mogłaby brzmieć: i nie kończ za innych zdania. A trzecia: staraj się nie mówić za swojego męża, żonę, partnera lub kogokolwiek innego. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że zużywa to mnóstwo… TWOJEJ cennej energii.

Na imprezie małżeństwo spotyka się z jednym ze swoich znajomych. Na stole pojawiają się apetyczne szaszłyki drobiowe. W tym momencie mąż mówi do swojego znajomego: „Moja żona na pewno nie będzie ich jadła. Ona nie lubi drobiu!”. Po chwili mąż odchodzi na bok, a jego żona zostaje przy stole i zaczyna nakładać sobie na talerz dwa dorodne szaszłyki. Na zdziwione spojrzenia stojących obok osób reaguje słowami: „Nie zwracajcie na niego uwagi. On bez przerwy mówi za mnie. Bardzo tego nie lubię! W przeciwieństwie do drobiu”. Pokusa mówienia za innych bywa naprawdę silna…

Winny natłok obowiązków?

Skłonność do przerywania innym i kończenia za nich zdania wynika zwykle z pośpiechu. – Mamy szybkie tempo życia, szybko działamy, często równie szybko mówimy i wydaje nam się, że gdy udowodnimy innym, że wiemy, co na myśli ma nasz rozmówca, zyskamy szacunek i aplauz, a w efekcie nasze akcje w oczach innych wzrosną – mówi psycholog Krzysztof Bartosik. – W rzeczywistości działa to trochę inaczej, bo mówienie za innych czy dopowiadanie końcówek ich zdań wymaga od naszego umysłu podwójnej aktywności. Musimy myśleć nie tylko za siebie, ale też za drugą osobę – dodaje psycholog. Takie sytuacje powodują też, że rozmówcy czują presję na wprowadzenie jeszcze szybszego tempa rozmowy. – U osób, za które ktoś kończy zdanie, może pojawić się, często niesłuszna, intuicja, że mówią rozwlekle i nudno. Że powinni zbliżać się do puenty, że rozmówca daje im sygnał brzmiący mniej więcej: „Dobijaj do brzegu ze swoją opowieścią!” – przekonuje językoznawca Zdzisław Adamczyk. W skrajnych przypadkach może dojść do podejrzeń, że ktoś kogoś nie słucha, bo skupia się na przewidywaniu, co wydarzy się dalej, a nie na tym, co faktycznie mówi osoba siedząca obok.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij