Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Seksizm w ogrodzie

Seksizm w ogrodzie
Zdjęcie: shutterstock

Jedną z przyczyn rosnącej liczby alergii jest preferowanie męskich odmian drzew i krzewów. To właśnie one pylą na potęgę!

Sezonowe alergie dopadają co roku coraz więcej ludzi. Przyczyn jest wiele. O jednej z nich – szybszym starcie roślin na wiosnę z powodu ocieplenia klimatu – już pisaliśmy. Ale jest jeszcze jeden ciekawy powód tego niepokojącego zjawiska. Amerykański badacz Thomas Ogren, autor opublikowanej parę tygodni temu za oceanem książkiThe Allergy-Fighting Garden”, dowodzi w niej, że alergików w miastach zaczęło szybko przybywać już kilka dekad temu, a miało to związek z powszechnym sadzeniem… męskich odmian drzew.

Drzewa, jak wszystkie roślinny nasienne, dzielą się na jednopienne i dwupienne. U tych pierwszych na jednym osobniku występują zarówno męskie, jak i żeńskie kwiaty. U tych drugich natomiast kwiaty męskie i żeńskie wyrastają na różnych osobnikach. W tym ostatnim przypadku męski osobnik produkuje pyłek kwiatowy, a żeński - owoce i nasiona. Aby powstały te ostatnie, najpierw musi dojść do zapylenia, czyli przeniesienia pyłku na żeński organ zapłodnienia płciowego. Dlatego właśnie męskie osobniki pylą na potęgę.  

Ogren twierdzi, że już pół wieku temu w wielu miastach zaczęto powszechnie sadzić te męskie osobniki. Dlaczego? Ponieważ żeńskie odmiany uznano za niewygodne – wytwarzały owoce, strąki i nasiona, które spadając, masowo zanieczyszczały chodniki. Męskie osobniki, które nie owocują, tego nie czyniły. Mniej było z nimi zachodu.

Na rodzaj męski postawiono po tym, jak choroba sprowadziła zagładę na wiązy, drzewa dawniej powszechnie sadzone w parkach i wzdłuż ulic w Europie i Ameryce Północnej. – W tym samym czasie, gdy wiązy zaczęły znikać z naszych ulic, pojawiła się pierwsza fala alergii wziewnych – twierdzi Ogren. Według niego do lat 50 i 60. XX w. wśród drzew miejskich panowała równowaga płci. Potem osobniki żeńskie zaczęły być dyskryminowane. W rezultacie w miejskim powietrzu szybko przybywało pyłków. Ponieważ pylących drzew było coraz więcej, rosło też prawdopodobieństwo bliskiego kontaktu z nimi.

Od dekady Ogren doradza amerykańskim miastom w – jak to określa – „pyłkowej strategii”, czyli co i gdzie sadzić, aby ograniczyć stężenie alergenów roślinnych w powietrzu. Naukowiec opracował specjalną skalę intensywności pylenia. Poszczególnym gatunkom roślin przyznaje od 0 do 10 punktów, przy czym 0 oznacza rośliny najmniej alergizujące, a 10 – najsilniej. Jego list obejmuje już ponad 3000 gatunków.

– Park publiczny albo własny ogród można tak zaprojektować, aby nie było w nim silnie pylących gatunków. Rzadko jednak zwracamy na uwagę na tę kwestię. Wybierając rośliny, myślimy raczej o tym, czy lubią one światło, albo czy są odporne na choroby, mróz lub zanieczyszczenia. Najważniejszy jest oczywiście ich wygląd. Istnieje jednak ryzyko, że otoczymy się na przykład jałowcami, których męskie osobniki, a takie zwykle są dostępne w sklepach ogrodniczych, produkują mnóstwo pyłku. Warto więc pamiętać, że zdrowy ogród to także ogród niealergizujący – podkreśla naukowiec. 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij