Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Skąd wzięła się moda na slow?

 Skąd wzięła się moda na slow?
Ilustracja: shutterstock

Slow food, slow life, slow driving… Spowolnienie życia i różnych jego aspektów jest zdecydowanie na topie. Sprawdzamy, skąd tak naprawdę wzięła się moda na zmniejszenie obrotów w tylu dziedzinach życia. 

– Życie w trybie slow, choć jest teraz w głównym nurcie, paradoksalnie bierze się z chęci pójścia pod prąd – zauważa psycholog Tomasz Wojtoń. – Dobrze widać to na przykładzie modnego slow drivingu. Niedawno chwaliliśmy się, kto potrafi szybciej pokonać dystans między punktem A i punktem B. Czekaliśmy na kolejne odcinki autostrad, na których mocniej dociśniemy pedał gazu. Teraz, gdy samochody swobodnie osiągają coraz większą prędkość i coraz więcej jest dróg, na których można jechać swobodnie ponad 100 kilometrów na godzinę, nie robi to już na nas wielkiego wrażenia. 

Slow driving daleki jest od powolnej jazdy spowodowanej dużym ruchem albo tym, że zaraz trzeba będzie się zatrzymać, bo „znowu jest czerwone światło”. Nie ma też nic wspólnego z generalnie nielubianą przez kierowców sytuacją, gdy jadące wolno auto blokuje lewy pas ekspresowej trasy. Powolna jazda samochodem jest świadomym wyborem, który pozwala w czasie podróży obserwować to, co dzieje się za szybą, zauważać mijanych ludzi, uśmiechać się do nich. Najczęściej ze skrajnie prawego pasa, tak żeby nie być przeszkodą dla tych, którzy się spieszą. Żeby jechać swoim tempem: raz wolniej, raz szybciej. Raczej wolniej. Żeby zauważyć w czasie podróży coś więcej niż tylko przesuwającą się w prawo wskazówkę prędkościomierza. Podobnie jest ze slow life. W największym skrócie to życie bez pośpiechu. To wcale jednak nie jest takie proste. Żeby wyjaśnić fenomen tego zjawiska, trzeba sięgnąć do poważnych teorii.

Slow life = wartość postmaterialna

Według amerykańskiego politologa Ronalda Ingleharta możemy zaobserwować przejście od wartości materialnych do postmaterialnych. Na czym to polega? Dawniej w centrum zainteresowania znajdowały się pieniądze, przedmioty, gadżety, słowem: wszystko to, co można określić jako „dobra materialne”. – Życie w szybkim trybie też można do tego porównać. Gdy człowiek ma pieniądze, stara się je często maksymalnie wykorzystać. Mimo że ma umiarkowany apetyt, zamawia dodatkowy posiłek w restauracji. Bo lubi i może to zrobić. Bo wszystkie potrawy wyglądają tak kusząco i pachnąco. Do tego zjada je w błyskawicznym tempie, bo jego podniebienie czekają kolejne miłe doznania. Potem kupuje telewizor, który zajmuje całą ścianę w jego sypialni, bo na innych zrobi to wrażenie. Mimo że wystarczyłby mu ekran o co najmniej połowę mniejszej przekątnej – wymienia psycholog. Wartości postmaterialne dotyczą czegoś zupełnie innego: jakości życia rozumianej jako samorealizacja, możliwość wyrażenia własnej opinii czy osiągnięcie sukcesu. – Postmaterializm objawia się też większą wrażliwością na ekologię, prawa człowieka czy dyskryminację na świecie. Zauważmy, że żeby zwrócić w ogóle uwagę na tego typu problemy, trzeba trochę zwolnić, przyjrzeć się wszystkiemu na spokojnie i wyciągnąć jakieś wnioski. Nie zrobimy tego raczej w pędzie, jaki spotykamy w fast foodzie – przekonuje Tomasz Wojtoń. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij