Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

Snowboard – szus na jednej desce

Snowboard – szus na jednej desce
Zdjęcie: shutterstock

Snowboard undergroundowy już nie jest ‒ stał się sportem masowym. Nie zmieniła się tylko pozytywna energia i wielka radość, jaką daje obcowanie z deską. Jeżeli jeszcze tego nie spróbowaliście – nie ma na co czekać. To megafrajda!

Był taki czas, kiedy warszawscy skejci spotykali się „na Bankowym” lub „pod Witosem”. Dobra zajawka, nowe triki, ekipy z różnych dzielnic i ciągłe zrzędzenie okolicznych mieszkańców, że robimy niemiłosierny hałas. Uliczny flow w rytmie Beastie Boys. Bez skate’owej młodości trudno zrozumieć wielką miłość do deski. Wraz z nadejściem zimy nasze freestyle’owe dusze cierpiały w sposób tak wymowny, że Kordian i Werter byli przy tym wulkanem radości. Wszystko się odmieniło wraz z pojawieniem się snowboardu.

Snowboard ‒ zacząć można zawsze!

To było objawienie. Nareszcie można było spędzać cały rok na desce. A swoją drogą bzdurą jest to, że snowboard to zajawka dla dzieciaków. To nieprawda i manipulacja skostniałych narciarzy, że snowboard jest tylko dla młodych, a już w sile wieku deska pod pachą to obciach. Mam znajomych snowboardzistów, którzy są po siedemdziesiątce i żałują tylko tego, że w ich młodości nie było snowboardów. Poza tym snowboard ma tę zaletę, że nie naraża w takim stopniu jak narty naszych więzadeł kolanowych na uszkodzenie (a to bardzo częsta i niebezpieczna kontuzja).

Nie uczymy się jeździć na snowboardzie sami – ukryci gdzieś na górkach za drzewami, żeby tylko nas nikt nie zobaczył, jak zaliczamy upadek za upadkiem. To spowoduje, że nasza technika będzie koszmarna i na większej stromiźnie będziemy „zamiatać” barkami i tylną nogą – a technika jazdy na snowboardzie ma niewiele wspólnego z obsługą szczotki. Pod okiem instruktora nauczymy się jeździć bardzo szybko i stylowo.

Najgorsze są pierwsze trzy dni. Jazda na snowboardzie związana jest z naszym balansem i poczuciem równowagi, dlatego na początku przechodzenie z krawędzi frontside’owej na backside’ową przysparza większości osób trochę problemów. Ale nawet najbardziej oporni i niedogadani z własnym błędnikiem po tygodniu skumają, o co w tym chodzi. Najważniejsze to zacisnąć zęby, spiąć pośladki i się nie poddawać. Pośladki odgrywają istotną rolę w nauce i mogą być przyczynkiem do zaniechania. Standardowo od drugiego dnia odmawiają współpracy i zazwyczaj sinieją. Na snowboardzie każdy nasz upadek muszą dzielnie amortyzować i przyjmować na siebie z heroicznym poświęceniem. Warto je zrozumieć, ale nie należy im folgować. Summa summarum to tylko cztery litery. Ale jeżeli już przebrniemy przez „niemożliwe” i zaczniemy płynnie przechodzić z krawędzi na krawędź, reszta pójdzie jak z płatka. Pozostanie nam tylko wybór własnej deski i stylu jazdy.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Ptasiek

Tomasz Pankiewicz

Czas na narty!

Tomasz Pankiewicz

Top w kategorii