Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe jedzenie

Street food vs. fit & slow food

Street food vs. fit & slow food
Zdrowe vs. zdrowsze: street food vs. fit & slow food

Miejskie jedzenie ma być szybkie i sycące, ale wcale nie musi być koszmarem dietetyka. Zdrową alternatywą dla hot doga ze stacji benzynowej będzie np. tacka sushi czy wegetariański burger. Ale jeszcze lepiej postawić na fit & slow street food!

Zdrowe: orientalny street food i burgery nowej generacji

Żywiąc się często na mieście i żyjąc intensywnie, nie sposób nie wpaść czasem w pułapkę głodu, z zaspokojeniem którego nie można czekać do powrotu do domu. Załóżmy, że jesteśmy po pracy i w drodze do kina. Dwie godziny seansu, a w brzuchu już burczy…

Świadomi zagrożeń czyhających na nas ze strony zapiekanek, klasycznych sieciówkowych hamburgerów czy zdradliwego kinowego duetu popcorn + cola wybieramy zdrowsze rozwiązanie: sushi dostępne na tackach w supermarketach czy kioskach na stacjach metra. To rozwiązanie prosto z Japonii i Chin ‒ zastępuje popularne u nas kanapki, batony i inne przegryzki. Sushi jest ze swej natury szlachetniejsze, zawiera ryby, których Polacy jedzą wciąż za mało, kilka płatków glonów i niezbędną dawkę warzyw – awokado, ogórka, sałatę czy rzepę daikon. Warto jednak zdecydowanie wybierać sushi od sprawdzonych dostawców – metodą prób i błędów. Bo trudno w takiej sytuacji, nie patrząc sushi-masterowi na ręce, ocenić świeżość ryżowych rolek, jakość produktów – szczególnie rybiego mięsa – a i oprzeć się wrażeniu, że czasem to sushi jakby papierowe w smaku i dość przemysłowej proweniencji…

Drugi wariant to zjedzenie burgera nie z wielkiej amerykańskiej sieciówki, lecz z małej lokalnej firmy, których w polskich miastach rozkwitły już setki. Wiele z nich stara się zachęcić swoich klientów ciekawymi dodatkami, zróżnicowaną sezonowo ofertą czy wariantami dla wegetarian. W wielu miejscach jednak producenci burgerów liczą tylko na chwilową popularność tego dania, pod atrakcyjną szatą graficzną chowając taśmową produkcję ze średniej jakości składników. To ważne, by mieć pewność, że mięso, które z takim apetytem zjadamy, nie pochodzi z okrutnej przemysłowej hodowli, w której w równym stopniu co antybiotykami karmi się zwierzęta stresem. Wyróbcie sobie nawyk, by pytać, skąd pochodzą mięsa i ryby – niech restauratorzy uczą się przejrzystego i świadomego prowadzenia swoich knajpek!

Zdrowsze: fit & slow street food

Jaka jest pewna alternatywa? Dość prosta: wyselekcjonowane składniki, dużo zieleniny, najwyższej jakości mięso pochodzące z certyfikowanych hodowli i pewność, że się wie, co się je, a dzienny wyrób burgermajstrów jest na bieżąco zjadany. Takie warunki miejskim głodomorom oferują świadomi streetfoodowi przedsiębiorcy, których w Warszawie wyśledziliśmy kilku. Akurat wszyscy trzej serwują swoim gościom zdrowsze burgery.

Fitmeal Truck

Trochę trudno uchwytny, ale krążący po mieście lub goszczący na coraz liczniejszych zlotach food trucków Fitmeal Truck cieszy oko i żołądek dużą ilością starannie dobranych warzyw. Jeśli burgery, to zawsze z mango, które nie tylko podnosi walory smakowe mięsa, lecz także jest bombą złożoną z beta-karotenu, luteiny, prowitaminy A, witaminy C i kwasu foliowego. Jeśli quesadilla, to z dodatkiem grillowanej (nie smażonej ani panierowanej!) ryby, a nawet dobrze przyprawionego tofu. Jeśli sosy, to lekkie, z dużą ilością ziół, by nie „przygnieść” właściwego smaku składników i dodatków. Twórcy Fitmeal Trucku chwalą się, że pszenne bułki w ich burgerach zastąpiło wypiekane na zakwasie pieczywo żytnie, a ser towarzyszący mięsu ma obniżoną zawartość tłuszczu. Warto spróbować, czy faktycznie to zabiegi korzystne dla smaku!

Meet Meat

Kolejny obwoźny burgerowy busik, który chętnie pojawia się na rozmaitych targach jedzeniowych i w miejscu największego zgrupowania głodnych mieszczuchów, czyli przy stołecznej ulicy Domaniewskiej. To przede wszystkim mięsna oferta, złożona z kanapek nafaszerowanych konkretnymi 200 g porządnej wołowiny z certyfikowanych krów rasy Angus. Twórcy deklarują, że śledzą każdy etap, jaki przechodzi mięso trafiające do burgerów Meet Meat, od zakupu od sprawdzonych hodowców, przez marynowanie, po przyprawianie i obróbkę. Karta zmienia się sezonowo – po Wielkanocy ruszył np. Tydzień Brytyjski, kiedy to wołowinie towarzyszą wyśmienite sery. Nie są to jakieś tam banalne cheddary, ale np. szkockie Caboc czy Crowdie ze znanej mleczarni w Tain, połączone z iście wyspiarskimi dodatkami w rodzaju pikli, konfitury z czerwonej cebuli czy karmelizowanej gruszki. Nawet na moje wegetariańskie ucho to brzmi zachęcająco!

Slow Food Eat Good

Stacjonarny lokalik na Mokotowie, który do swojego miana „slowfoodowego” musi jeszcze trochę dorosnąć, ale zmierza w dobrą stronę. Właściciele kupują mięso – głównie wołowinę – u sprawdzonych hodowców z niewielkich gospodarstw, unikając przemysłowej produkcji, zaś łososia do burgera rybnego – na praskiej giełdzie. Jajka w burgerze Koko to „zerówki” lub, w wariancie bardziej ekskluzywnym, jaja przepiórcze. W Slow Food Eat Good na miejscu przyrządzane są też sosy, a w karcie znajdziemy fajne propozycje dla wegetarian: burgera szpinakowego, który występuje w towarzystwie suszonych pomidorów, rukoli i chrupkiej bułki, a także fasolowego i soczewicowego. Przetestowaliśmy łososia i szpinak, delikatnie faworyzując tego drugiego, chociaż obu przydałoby się jeszcze zdrowsze, czyli wieloziarniste pieczywo. Na szczęście czuć było, że dania są świeże, a burgerki po domowemu nieidealnie kształtne. 

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij