Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Szczęście – w mózgu czy poza nim?

Szczęście – w mózgu czy poza nim?
Nasz umysł dąży do poczucia szczęścia. Ilustracja: shutterstock

Nieprzerwanie czegoś potrzebujemy, poszukujemy i pragniemy. To może być drugi człowiek, fascynujące miejsce, poczucie spokoju i spełnienia, a czasem po prostu zwykłe lody waniliowe. Nasz umysł dąży do poczucia szczęścia. Na czym ono polega i gdzie go szukać – w mózgu czy wokół nas? No i w ogóle po co nam to szczęście?

Szczęście to drabina

W psychologii pozytywnej Martina Seligmana szczęście oznacza pozytywny potencjał życia. Seligman, badając psychiczne podłoże szczęścia, określił jego trzy stopnie. Pierwszy to „życie przyjemne” polegające na doświadczaniu przyjemnych doznań zmysłowych, jak np. długo wyczekiwane lody w upalny dzień. Drugi rodzaj to „życie dobre”, które dotyczy większości ziemskich aspektów, jak praca, dom, związek, dzieci, nauka czy rozrywka. Określany jest jako przepływ, psychiczne zanurzenie, w którym elementy te niezauważalnie przenikają się z naszym życiem. Trzeci, najwyższy poziom szczęścia, to „pełnia sensu”, przypominająca grecką eudajmonię – stan dobrego ducha. Istnieje on wtedy, gdy w działaniu wychodzimy poza swoje granice. Swoje zalety wykorzystujemy dla dobra innych, np. swoją wiedzę przekazujemy do zasobu ludzkości. Istnienie tych trzech pięter opiera się na naszym doświadczaniu i działaniu, wyzwalając w nas emocje i zachowania. Pozytywne emocje wywołują stan szczęśliwości. Ale nie zawsze jest to takie proste, jak się teraz może wydawać. No dobrze – na ogół jest to trudne.

Szczęście w nieszczęściu

Szczęście najłatwiej zauważyć wtedy, gdy dostajemy to, czego pragnęliśmy – to tzw. szczęście naturalne. Ale szczęście nie zawsze jest tak oczywiste. Spróbuj teraz wyobrazić sobie pewną sytuację, proponuje Dan Gilbert – profesor psychologii Uniwersytetu Harvarda. Masz do wyboru wysoką wygraną lub… utratę nóg. Jasne, że wybierasz wygraną – to oczywiste. Po prostu wydaje się ona pozytywna. I tylko ta. Tymczasem wyniki rzeczywistych badań przeprowadzonych przez amerykańskiego psychologa Philipa Brickmana ukazują coś zaskakującego. Poziom zadowolenia z życia osób znajdujących się w obu powyższych sytuacjach już po roku powrócił do poziomu sprzed danego zdarzenia losowego. Jednocześnie opadła euforia u osób po wygranej, jak i poprawiło się nastawienie paraplegików, czyli osób po utracie kończyn dolnych. Posiadamy bowiem psychiczny system poznawczy, który pozwala nam zmieniać poglądy. Dzięki niemu z czasem przyzwyczajamy się do nowego stanu, jak w sytuacji z wygraną (dlatego też apetyt na życie rośnie w miarę jedzenia). Jednak przede wszystkim, jak w sytuacji tragicznej, zauważamy pozytywy wśród negatywów, czyli doszukujemy się dobrych stron w kryzysie. Dan Gilbert nazywa to szczęściem syntetyzowanym, czyli tym, co nasz umysł automatycznie wytwarza wtedy, gdy nie dostaliśmy tego, czego pragnęliśmy. W efekcie szczęście okazuje się stanem, a wręcz życiową postawą, poczucia zadowolenia z roli, jaką odgrywamy we własnym życiu, a nie obiektywną rzeczywistością, która nas otacza. Jest to rodzaj ewolucyjnej adaptacji naszego umysłu do życia, gdyż permanentny smutek lub agresja pogarszają działanie mózgu, a w konsekwencji obniżają jakość życia albo… przeżycia. Toteż biologia stara się choć trochę pomóc.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
moniam1967 zapytał(a) 24 stycznia 2014
Pytanie dotyczy artykułu Szczęście – w mózgu czy poza nim?
Dzień dobry. Mam pytanie czy te hormony szczęścia mozna jakoś pobudzić farmakologicznie?Jeżeli tak to jak sie te środki nazywają i gdzie mozna je kupić?
byk210 odpowiedział(a) 25 stycznia 2014
To nie takie proste,nie ma szczęścia w pigułce.Oczywiście są hormony . Uczucie szczęścia, a tym samym wzrost stężenia hormonu we krwi towarzyszy przyjmowaniu niektórych leków psychotropowych. Niestety nadmiar hormonu może być niebezpieczny, zwiększone wydzielanie endorfin wywołane lekami, jedzeniem czy wysiłkiem fizycznym, w niektórych przypadkach może uzależniać.....(
asia.w1704 odpowiedział(a) 16 listopada 2015
Ja chodzę na siłownię, i czuję się odstresowana, szczęśliwa i mimo fizycznego zmeczenia czuję że mogę góry przenosić . POLECAM ! :) .
Weronika odpowiedział(a) 28 stycznia 2014
Polecam krótki trening lub zumbę ;)
malia odpowiedział(a) 27 stycznia 2014
Najlepiej iść do psychologa. Raczej każde leki pobudzające hormony są na receptę.