Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Toksyczne związki

Toksyczne związki
Ilustracja: Magda Danaj | www.porysunki.blogspot.com

Bardzo łatwo przypiąć trudnemu związkowi łatkę toksycznego. Ale równie łatwo nie zauważyć w porę, że relacja, która miała wzmacniać i uszczęśliwiać, niszczy. O toksycznych związkach z psychoterapeutą Pawłem Droździakiem rozmawia Agnieszka Zieniuk.

Jaki związek można nazwać toksycznym?

Przede wszystkim byłbym ostrożny z używaniem etykietki „toksyczny”. Wszystkie pojęcia, których używa się w psychologii, mówiąc o ludzkiej psychice czy o relacjach, są nieostre. Biorę do ręki dzbanek i mówię: „To jest dzbanek”. To jest pojęcie ostre. Nie ma tu żadnych wątpliwości. Natomiast toksyczność jest pojęciem nieostrym właśnie. Możesz tak skonstruować definicję, że każdy się pod nią podpisze. Każdy ma lub miał taki moment w życiu i w relacji z drugim człowiekiem, zwłaszcza w długim związku, że ma wrażenie, że ta druga osoba w jakiś sposób go zatruwa. Mniej lub bardziej. I jeśli w takim momencie trafi akurat na dobry opis (czytaj: pasujący), to może szybko dojść do wniosku, że w związku dzieje się coś bardzo niedobrego.

To trochę tak jak z hipochondrią – szukasz objawów, to je znajdziesz…

Dokładnie. Studenci psychologii bardzo dobrze znają ten efekt: gdy czytasz opisy zaburzeń psychicznych z podręczników diagnostycznych, to odnajdujesz siebie w każdym. Na tej zasadzie każdą relację w konkretnych okolicznościach można uznać za toksyczną.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: przychodzi kobieta po pracy do domu. Mówi do męża: „Ta Kryśka kadrowa znowu o mnie plotkuje”. W tym momencie mąż jej odpowiada: „Daj spokój, po co ty się tym przejmujesz, weź się zajmuj pracą, a nie wymyślaj sobie nieistniejących problemów. Odpuść sobie jakąś idiotkę”. W tej sytuacji być może ta kobieta poczuje się urażona, bo nie została wysłuchana, a jej problem został zbagatelizowany. Wchodzi na jakąś stronę internetową i znajduje opis toksycznego związku. Czyta: „Oznaki świadczące o tym, że twój związek jest toksyczny. Punkt 4.: On bagatelizuje twoje problemy”. Diagnoza gotowa! Idzie z tym do koleżanki i mówi: „Słuchaj, radziłam się internetowo ekspertów i powiedzieli mi, że ten związek jest toksyczny. W związku z tym to, że ja się zastanawiam nad Cześkiem, który ostatnio jakby częściej dzwoni, nie jest tak do końca moją winą, bo ja może się właśnie próbuję z tego toksycznego związku uwolnić…”. I dalej już idzie tym torem.

Przyczepiając związkowi łatę toksyczności, przyznajemy sobie ochoczo prawo do skorzystania z wyjścia ewakuacyjnego.

Też. Generalnie jest tak, że opisy międzyludzkich sytuacji psychologicznych nigdy nie są czymś ścisłym. Nie są zero-jedynkowe. Tego nie można traktować jak instrukcji obsługi pralki: pokrętło to pokrętło, guziczek to guziczek itd. Na przykład możemy mieć poczucie, że jakaś relacja nam szkodzi. Ale może być bardzo trudno zrozumieć, dlaczego tak jest, i nie zawsze łatwa odpowiedź z artykułu w stylu: „Czujesz się coraz gorzej, bo on/ona jest toksyczny/toksyczna”, to najlepsza pomoc, jaką możemy dostać. Czasem pewne rzeczy są ewidentne. Wiemy na przykład, czym jest przemoc domowa. Jest artykuł 207 kodeksu karnego, który to konkretnie definiuje.
Ale nie wszystko, co szkodliwe i bolesne, da się podciągnąć pod definicje prawne. Niektórych rzeczy się nie da. A bolą.

Bo to właśnie pojęcie nieostre?

W niektórych przypadkach jest ewidentne i ostre, bo oczywiście istnieje coś takiego jak psychiczne znęcanie się w związku jednej osoby nad drugą. Ale bywa i tak, że to jest zupełnie nieostre. Wyobraźmy sobie taką sytuację: mąż mówi do żony: „Mogłabyś o siebie zadbać”. Jeśli mówi to raz, to okej, można to potraktować jako życzliwe zwrócenie uwagi na jakiś realny problem, choć raczej takiej formy nikomu bym nie sugerował. Ale jeśli on to mówi trzy razy dziennie? Albo trzydzieści? Sytuacja się komplikuje, ale czy można już mówić o znęcaniu się, czy jeszcze nie? A jeśli partner każdy twój osąd poddaje krytyce, kwestionuje każdą wypowiedź? Znęca się psychicznie czy nie? A jeśli kwestionuje tylko 30 proc. twoich wypowiedzi, to co? Gdzie ustawić granicę? Inna sytuacja: wyobraźmy sobie kobietę, która ustawicznie przy swoim partnerze mówi o tym, jak fajni są inni faceci. Za każdym razem, kiedy on coś opowiada w towarzystwie, ona kwestionuje przedstawiony przez niego przebieg wydarzeń: „To wcale nie było tak, było zupełnie inaczej”. Albo np. przy ludziach zwraca mu uwagę w ten sposób: „Zobacz, jak się Jaśkowi powodzi! Dokonał dobrych wyborów i mu świetnie idzie. Bo trzeba się bardziej starać, być dynamicznym”. W zasadzie żadna z tych wypowiedzi nie jest przecież przestępstwem ani przemocą, prawda? Tyle tylko, że można to powiedzieć w taki sposób, że ktoś zostaje kompletnie zniszczony. Ale jak to policzyć? Jak uchwycić to w ścisłą kategorię?

Są zajęcia reedukacyjne dla sprawców przemocy w rodzinie. I dobroduszni twórcy programów spisali listy, które mają pokazać, co jest przemocą w rodzinie. I kiedy wymieniane są rzeczy fizyczne, to wszystko jest jasne, bo to jest do bólu konkretne: na przykład uchwycenie za rękę, kiedy ktoś nie chce. Czasem zostanie siniak, choć wcale nie musi. Ktoś cię trzyma, a ty nie chcesz, no to to jest przemoc. Zastawia drzwi, że nie możesz wyjść – przemoc. Wali pięścią w stół – przemoc. To wszystko jest przemoc fizyczna. To jest bezdyskusyjne. No o czym tu dyskutować? Nie ma o czym.

Ale jest też lista „przemoc psychiczna”. Tam już trafiamy na taki grunt, gdzie niezwykle trudno jest zdefiniować pewne rzeczy tak ściśle. Dlatego niektóre punkty są praktycznie nie do utrzymania, jeśliby ktoś się chciał przyczepić. Jednym z moich ulubionych jest stałe obwinianie („To twoja wina”). Konia z rzędem temu, kto rozstrzygnie: była to jej/jego wina czy nie? Od ilu obwinień zaczyna się obwinianie stałe? Czy w takim razie nie można nigdy nikomu powiedzieć: „To twoja wina”? A jeśli można, to ile razy dziennie, żeby to nie była jeszcze przemoc? Albo przynajmniej toksyczne oddziaływanie? Jeśli przyjmujemy, że wszyscy mają dobre chęci, to nie będzie tu w ogóle dyskusji. Ale mowa o takiej sytuacji, w której są dwie osoby, one zupełnie odmiennie widzą rzeczywistość tej relacji i czasem obie z równym przekonaniem mówią, że przez drugą stronę są niszczone. I często poważnym problemem jest właśnie to, do czego tu się można właściwie odwołać. Na czym się oprzeć? Bo ktoś, kogo to dotyka, często sam już nie wie, czy dobrze myśli.

Jak więc rozpoznać toksyczny związek? Przecież aby związek uznać za toksyczny, nie musi w nim występować np. agresja.

Oczywiście, że nie. Można być okrutnym wobec kogoś w sposób zupełnie nieagresywny. Jest jednak pewien prosty sposób, który pozwala z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, czy dana relacja faktycznie nas zatruwa. Wystarczy zadać sobie pytanie: czy odkąd jestem z tą druga osobą, czuję się stopniowo coraz gorzej? Powód jest w zasadzie obojętny. Trzeba ustalić, czy stało się tak, że czułeś/czułaś się w miarę dobrze, ale odkąd jesteście razem, twoje samopoczucie systematycznie się pogarsza. Z jednej strony wiesz, że ta relacja jest dla ciebie bardzo ważna i że nikt tej osoby nie zastąpi, ale z drugiej czujesz się coraz gorzej. Sam ze sobą. Coraz gorzej o sobie myślisz. Spada ci samoocena. Ale nie jesteś w stanie się z tą osobą rozstać.

Są jeszcze inne symptomy. Każdy człowiek ma swoją grupę wsparcia: najbliższe mu osoby, które go znają i którym on ufa, na które może liczyć. To może być rodzina, przyjaciele, członkowie jakiejś organizacji, z którą jest związany. Podejrzewając, że związek ma charakter toksyczny, warto zaobserwować, czy między twoją grupą wsparcia a partnerem jest jakiś konflikt. Zwykle jest tak, że w sytuacji, która powinna niepokoić, taka osoba z różnych powodów próbuje postawić granicę pomiędzy tobą a twoją grupą wsparcia. Chcąc sprawić, byś przestała/przestał mieć w niej oparcie.

To chyba działa też w drugą stronę – to grupa wsparcia z jakiegoś powodu bardzo często takiego partnera nie akceptuje, odradza nam ten związek, kwestionuje go.

To jest nawet potwierdzone badaniami. To przyjaciele są najczęściej najlepszymi prognostykami związków. Oni potrafią przewidzieć, czy dany związek jest dla ciebie dobry, czy nie. Oczywiście mogą się mylić. Ale ze wszystkich bliskich osób, włączając rodziców, nauczycieli, nawet terapeutów, to właśnie przyjaciele najlepiej wyczuwają, który partner jest dla ciebie, a który zdecydowanie nie. I co ciekawe – przewidują to zwykle bardzo szybko. Często zdarza się tak, że ty czujesz do kogoś chemię, nawet silną, a twoi przyjaciele mówią: „Coś tu jest nie tak. To się nie uda”. Wyczuwają to. I okazuje się, co sprawdzono naukowo, że te ich oceny mają potężną trafność.

I wtedy następuje bunt! Uczucie jest tak silne, że racjonalne myślenie siada. I skłonni jesteśmy raczej wykasować numery do przyjaciół i odciąć się od nich, niż zaufać ich przeczuciom i nie wchodzić głębiej w relację z partnerem, którego oni nie akceptują.

Tak, niestety, a potem nie ma do kogo zadzwonić z płaczem… Może się oczywiście zdarzyć tak, że te osoby faktycznie czegoś nie rozumieją, nie wyczuwają. Z całą pewnością nie rozumieją jednej ważnej rzeczy: dlaczego z tym kimś jesteś, skoro jest ewidentne, że nie powinnaś/powinieneś. Może się zdarzyć, że nie rozumieją, nie znają jakiejś twojej ważnej części. Ale może być i tak, że właśnie znają tę część i widzą, dlaczego z tym kimś jesteś, widzą, że to prowadzi w przepaść, a to ty tej swojej części nie znasz. Często bywa też tak, że toksyczny partner pracuje nad tym, żeby cię z twojej grupy wsparcia wyizolować.

Po co?

Bo taki partner bardzo często jest osobą, która ma duży poziom społecznego lęku. To pierwsza możliwość. Taka osoba słabo się integruje z większą grupą. Gdy pozna kogoś i wejdzie z nim w bliższą relację, to czuje się bezpiecznie. Ale wychodzenie do ludzi, narażanie się na bycie widzianym jest już nie do zaakceptowania.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Wytrenuj pewność siebie

Michał Dobrołowicz

Top w kategorii