Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

Uskrzydleni

Uskrzydleni
Zdjęcie: Paul Guschlbauer

Indie, Bir. Niewielka wioska uchodźców tybetańskich położona u stóp Himalajów. Wylądowałem niespełna dwie godziny temu. Powoli dogasają zachodnie ściany masywu Dhauladhar (1). Siedzę z Paulem, którego poznałem tydzień temu, na balkonie Joy Café. Jesteśmy zadowoleni, ponieważ udało się nam zrealizować lot, który był naszym marzeniem. Dotknęliśmy Himalajów. Są jak śpiew homeryckich syren. Zabrały nasze serca na zawsze. Siedzimy w milczeniu pochyleni nad talerzami zupy thenthuk. Nie potrzeba słów. Naszych uśmiechów nie przegania nawet chłód schodzący w dolinę wraz z pierwszymi gwiazdami. Jeszcze o tym nie wiemy, ale nasz los już nieodwracalnie zwiąże się z tymi górami...

W Polsce powoli kończy się zima. Jestem bardzo zmęczony po całodniowej pracy na stoku. Dzwoni telefon, długo zastanawiam się, czy odebrać. To Paul, młody Austriak, którego poznałem w Indiach. Zaprasza mnie na wyprawę do Pakistanu i uczestnictwo w projekcie Experience Challenges (2), który sponsoruje Red Bull. Celem jest Rakaposhi o wysokości 7788 m, a następnie Mustagh Ata – 7546 m. Nagle przestaje mi przeszkadzać głośny telewizor u sąsiada z góry oraz krzyki i gonitwy dzieciaków na dole. Za oknem zrywa się wiatr i zaczyna sypać śnieg. To syreny wołają mnie na przygodę...

Islamabad. Męski świat, zarośnięty obowiązkową brodą, ubrany w shalwar kameez (3). Świat brązu i szarości, pachnący tytoniem, spoglądający na nas mrocznym, niewróżącym niczego dobrego wzrokiem. Działamy w zespole: Paul Guschlbauer – lider, ja oraz Matthias Aberer – fotograf i kamerzysta. Z lotniska odbiera nas przedstawiciel Nazir Sabir Expedition. Następnego dnia ruszamy w drogę. Drogę, która ma nas doprowadzić do drugiej strony dnia, gdzie świat jest nieśpieszny, prosty i niewyrażalnie piękny. Rozdupczona toyota z napędem 4x4 zabiera nasz majdan i wjeżdżamy na Karakoram Highway łączącą Pakistan z Chinami. Jedziemy do Chillas, by spędzić pierwszą noc w cieniu Nanga Parbat (4). Kolejny dzień strzepuje z nas resztki nocy i po śniadaniu ruszamy dalej jedwabnym szlakiem w kierunku Karimabadu – miejsca, gdzie mieszkają moje syreny. O zmroku docieramy na miejsce. Ogrom otaczających nas szczytów ściska mnie gdzieś w żołądku.

Przygoda właśnie się zaczęła. Celem naszej wyprawy jest dolecieć do szczytu Rakapośi i wykręcić się na paralotni (5) powyżej 7000 m. Pierwsze dni to rozpoznanie terenu. Tegoroczna zima była bardzo obfita i w górach zalega jeszcze dużo śniegu. Czekamy na odpowiedni dzień. Po tygodniu oczekiwania prognozy zapowiadają dobrą pogodę. Niestety, podstawy chmur raczej nie przekroczą 7000 m, ale próbujemy. Startuję pierwszy, Paul zaraz za mną. Silna termika błyskawicznie wynosi nas powyżej 5000 m. Na tych wysokościach latamy z tlenem. Otaczają nas wielkie siedmiotysięczne szczyty: Diran, Ultar oraz Hunza Peak. Dolinę zamyka Rakaposhi – nasz cel. Wlatujemy do kotła (6) u podstawy ściany. W dole kłębią się zwały lodowca i piargów. Nawet nie ma mowy o awaryjnym lądowaniu. Końcem skrzydła prawie dotykam ściany. Znajduję silny komin (7), z którym coraz szybciej jadę do góry. Mieszanka strachu, koncentracji i czystego piękna na dłuższą chwilę odkleja mnie od rzeczywistości. 6100 m. Wyżej dzisiaj się nie da. Syreny ugościły mnie w swoim królestwie. Czy jestem na tyle silny, by wrócić? Po ponad pięciu godzinach lądujemy. Nie udało się osiągnąć zamierzonej wysokości, ale w tym momencie nie jest to istotne. Jesteśmy otoczeni przez miejscowe dzieciaki. Wszyscy się śmieją, dotykają naszych paralotni. Dziecięca ciekawość i beztroska miesza się z naszą radością. Nie ma bariery językowej. Przez moment mówimy po buruszasku i w urdu, jesteśmy spadkobiercami Aleksandra Wielkiego, który, jak głosi legenda, przekraczał Hindukusz w drodze do Indii.

1. Masyw Dhauladhar – południowa odnoga przedgórza Himalajów (Himalaje Zewnętrzne), majestatycznie wznosząca się znad równin indyjskich, graniczy z dystryktami Kangra i Mandi. W skład masywu wchodzi wiele szczytów pięciotysięcznych z najwyższym Hanuman ji Ka Tiba – 5639 m. Jest klasyczną drogą do wykonania lotu na paralotni z Bir do Dharamsali.

2. Experience Challenges – www.experiencechallenges.com

3. Shalwar kameez – tradycyjny ubiór pakistański: singlenomad.bloog.pl

4. Nanga Parbat – ośmiotysięcznik, dziewiąty co do wysokości szczyt świata (8126 m n.p.m.). Nazwa góry jest mianem kaszmirskim, wywodzi się z sanskrytu i znaczy „Naga Góra”.

5. Wykręcenie się na paralotni – na paralotniach lata się tak samo jak na szybowcach. Piloci wykorzystują do zdobycia wysokości ciepłe prądy wznoszące nazywane termiką lub kominem termicznym. Technika wznoszenia polega na ciasnym krążeniu w kominie termicznym. Stąd piloci potocznie mówią, że wykręcają komin, wykręcają się szybowcem, paralotnią.

6. Kocioł – Cyrk lodowcowy (kar, kocioł lodowcowy) – półkoliste lub owalne zagłębienie otoczone z trzech stron stromymi stokami (ścianami), a z czwartej ryglem skalnym. Powstaje powyżej granicy wiecznego śniegu w wyniku erozyjnej działalności lodowca górskiego. Dno cyrku lodowcowego może być przegłębione, nachylone, schodowe lub płaskie. Cyrk lodowcowy po ustąpieniu lodowca często zostaje zajęty przez jezioro cyrkowe. Cyrk lodowcowy ma najczęściej kształt misy.

7. Komin – jest to tzw. komin termiczny, pionowy, wznoszący prąd powietrza, wywołany na przykład nierównomiernym nagrzaniem podłoża przez słońce. Częstą oznaką występowania kominów termicznych są chmury cumulus. Kominy termiczne „poruszają się wraz z wiatrem”, czyli komin jest na ukos względem wiatru. Kominy termiczne wykorzystują szybownicy, aby móc latać. W kominie termicznym zachodzi cyrkulacja powietrza, ciepłe powietrze idzie ku chmurze, natomiast obok zimne zmierza ku ziemi, aby się ogrzać.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

Polecane artykuły

Ptasiek

Tomasz Pankiewicz

No risk, no fun

Julia Krupińska

Top w kategorii