Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Uważaj na pracę, która jest pasją

Uważaj na pracę, która jest pasją
Źródło: www.stocksnap.io | Startup Stock Photos
„Wybierz pracę, która jest twoją pasją, będziesz zarabiać i nie przepracujesz przy tym ani jednego dnia”. Znasz to hasło? Brzmi kusząco. A jednak sytuacja, w której praca jest twoim konikiem, może być niebezpieczna. Dlaczego?

„Jestem szczęściarą, bo bardzo lubię swoją pracę”, „Pracowałabym, nawet gdybym nie dostawała za to pieniędzy”, „Moja praca całkowicie mnie pochłania” – często słyszymy takie zdania od osób, które chwalą się tym, jak świetnie odnajdują się wśród swoich zawodowych obowiązków. – Opowiadamy dzieciom, jak fajnie jest zajmować się w pracy tym, co nas interesuje. Od przedszkola próbujemy zarazić je jakąś pasją, wierząc, że to po kilkunastu latach ułatwi im dorosłe życie – mówi psycholog Sylwia Michalczyk. – I z pewnością jest w tym wiele racji. Jeśli robimy zawodowo to, co nas kręci i w duszy nam gra, życie robi się łatwiejsze. Ale uważajmy, bo do pasji trzeba podchodzić ostrożnie – radzi psycholog. Dlaczego?

„Nie bądź Japończykiem”

Po pierwsze, gdy naszą pasją jest to, co robimy w pracy, możemy mieć tendencję do zwykłego przepracowywania się. – Mija osiem, dziesięć, w końcu mija kilkanaście godzin. A my wciąż pracujemy i mamy gotowe wytłumaczenia: „Ja to naprawdę lubię”, „Świetnie się z tym czuję”, „Teraz w sumie spędzam tu wolny czas, bo sprawia mi to przyjemność”. Są to objawy uzależnienia, nie możemy uwolnić się od pracy. Rodzina i znajomi tymczasem sugerują nam: „Nie pracuj tyle, nie bądź takim Japończykiem” – mówi Sylwia Michalczyk. – Nasz organizm potrzebuje wyraźnych granic: gdzie się zaczyna, a gdzie kończy praca. Gdzie jest ten czas, kiedy muszę być czujna, a gdzie mogę odpuścić – tłumaczy psycholog.

Argument numer dwa: gdy pracujemy dużo, a praca zaczyna nam się mieszać z hobby, nawet nasza największa wydajność i najlepsze osiągnięcia przestają robić na kimkolwiek wrażenie. Nawet na nas samych. – Warto wyczuć moment, gdy kolejny świetnie napisany e-mail, kolejna wzorowo zredagowana strona raportu czy funkcjonalna tabelka w Excelu nie dają nam satysfakcji, nie rozwijają nas i w zasadzie nic nam nie dają. Może poza krótką, miłą myślą, że zrobiliśmy coś dobrze. Znowu – mówi psycholog. Jak rozpoznać ten moment? – Jest zasada, która mówi, żeby inwestować czas i energię w to, co będzie miało znaczenie za jakiś czas, na przykład za rok od momentu, w którym jesteśmy teraz – tłumaczy. Pracoholicy mają często tendencję do skupiania się na drobiazgach, o których nie będą pamiętać za dwa dni lub w najgorszym wypadku za dwie godziny. Skupiają się na błahostkach, rozmieniają się na drobne. Ich zachowanie przypomina trochę to, co robi kolekcjoner monet, który ogląda swoje zbiory, koncentrując się na drobnych znaleziskach. – Ten numizmatyk robi to jednak dla przyjemności, relaksu. A gdy w pracy zaczynamy skupiać się na detalach zamiast na dużych projektach i ważnych sprawach, coś ważnego może nawet nam umknąć. I mimo że jesteśmy zaangażowani w pracę i szczerze ją lubimy, to ktoś, kto patrzy na nią z większym dystansem i bardziej całościowo, może mieć lepsze wyniki od nas – ostrzega Sylwia Michalczyk.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij