Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowa aktywność

Wegańska torpeda

Wegańska torpeda
Żródło: Run Vegan Team

Biega ultramaratony po 100 kilometrów, a energii ma tyle, co nieduża bomba atomowa. Jej napędem są wyłącznie... rośliny! Ktoś jeszcze chciałby zapytać, czy sportowiec może być wege?

Violetta Domaradzka (lat 36, figura gazeli, wytrzymałość wielbłąda) mięso i nabiał rzuciła w kwadrans. Tyle trwało wyczyszczenie kuchni z produktów odzwierzęcych. Wszystko dlatego, że obejrzała wykład o przemysłowej hodowli mięsa. – Okazało się, że rzeczywistość jest bardzo daleko od tego, co pamiętam jako dziecko wychowane na wsi. Nie ma już krówek w oborze ani kurek w kurniku. Jest przemysł cierpienia. I masz do wyboru: dalej zamykasz oczy i jesz mięso albo nie. Stwierdziłam, że ja już dziękuję, i wygarnęłam mleko i sery do kosza. Ani razu nie żałowałam.

Od trzech lat żywi się tylko roślinami. I ma na nich napęd jak rakieta kosmiczna. Tylko w tym roku przebiegła cztery ultramaratony (w tym kultowy CCC – 101 kilometrów po Alpach ‒ i liczącą 173 kilometry chorwacką Istrię). Weganizm dał jej lekkość, niespożytą energię i siłę do biegania. W ramach treningu przebiega ponad 100 kilometrów tygodniowo, a kolejne maratony ma wpisane w kalendarz tak jak inni listę sprawunków do załatwienia.

Żródło: Run Vegan Team

– Niektórzy mówią, że do biegania mam talent. Fakt, zaczęłam trenować dwa lata temu i to, że w tak krótkim czasie zaczęłam biegać po 100 kilometrów, jest osiągnięciem. Wstaję o 6 rano i biegam z moimi seterami. Wyniki badań mam świetne, a do tego jest poczucie sprężystości w ciele, takiej elastyczności, jaką ma dziecko, które się cały czas rusza.

Bez ruchu ciało się rozpływa, a naprawdę tę sprężystość możemy sobie wypracować, niezależnie od tego, czy mamy 20, 30, czy 40 lat. Widzę po moich „biegowych“ dziewczynach, jak zmieniają się im ciała. Wyglądają jak sarny! ‒ opowiada Violetta.

„Biegowe” dziewczyny i chłopaki to sympatycy Run Vegan Team, projektu, który Violetta tworzy z Robertem Zakrzewskim. Wspólnie trenują, biegają ultramaratony, gotują i propagują zdrowy styl życia. Są m.in. współorganizatorami rodzinnego biegu Zabiegana Mama, który odbędzie się wraz z całodniowym piknikiem w sobotę 6 września na warszawskim Stadionie Narodowym. Bieg jest częścią projektu Instytutu Matki i Dziecka który ma do zdrowego życia przekonać całe rodziny i przyczynić się do zmiany alarmujących raportów, według których aż 29 procent 11-latków ma w Polsce nadwagę (dane WHO).

– Ze statystyk Instytutu Matki i Dziecka wynika, że jest ścisła korelacja między otyłością mamy i dziecka, o wiele większa niż w przypadku ojca i dziecka. Jeśli chcemy wpływać na dzieci i dawać im dobre wzorce żywieniowe, musimy zacząć od mam. Dlatego chcemy je rozbiegać i liczymy, że wciągną w zdrowy tryb życia resztę rodziny. Głęboko wierzymy, że dobrze zbilansowana dieta z dużą ilością warzyw i owoców oraz wspólna, rodzinna aktywność fizyczna jest prostym rozwiązaniem problemu otyłości. Dlatego, choć oficjalnie Instytut zaleca raczej dietę z przewagą roślin niż wegańską, działamy tu ręka w rękę ‒ mówi.

Na gości pikniku na Stadionie Narodowym czekać będzie mnóstwo atrakcji: zabawy i warsztaty ruchowe, bezpłatne konsultacje dietetyczne i dermatologiczne oraz zdrowe przekąski. Te ostatnie po to, by w myśl przysłowia „Nie wierz gębie, póki nie położysz na zębie” przekonać warszawiaków, że dieta roślinna jest nie tylko zdrowa, ale też pyszna. Violetta wie z własnego doświadczenia, że żadna wegańska krucjata nie zadziała tak jak smak... wegańskiego pasztetu. Choć i on nie zawsze bywa doceniony.

– Pierwsze rodzinne święta po moim przejściu na dietę roślinną były ciekawym doświadczeniem. Bliscy zareagowali na zmianę diety z akceptacją, choć bez euforii. Zrobiłam wtedy rewelacyjny pasztet wegański. Spróbowały go może dwie osoby… "Że niby z czego on jest? Z soczewicy? I tak bez jajka?". Dzisiaj, trzy lata później, jest oczywistością to, że mama mojego męża ma w domu mleko sojowe i dwa gatunki tofu. Dalej preferują wraz z mężem tradycyjną kuchnię, cieszę się jednak, że pojawiły się u nich nowe smaki. A szwagierka, ta sama, która kiedyś odsunęła mój pasztet, parę miesięcy temu przeszła na wegetarianizm...

Violetta uważa, że nic na siłę.

– Przez jakieś trzy miesiące po przejściu na dietę roślinną małam potrzebę uświadamiania, jak wygląda w dzisiejszych czasach przemysłowy chów zwierząt. Szybko jednak zobaczyłam, że nie wszyscy chcą tej trudnej do przyjęcia wiedzy,  więc zrezygnowałam. Dziś wolę coś dobrego ugotować, a przy tym własnym przykładem pokazać, że na diecie roślinnej można być zdrowym i bardzo, bardzo sprawnym fizycznie. Najbardziej cieszy mnie, gdy znajomi pytają o wegańskie przepisy, a na imprezach wyjadają mi z talerza i pytają, jak zacząć biegać!

 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij