Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Więcej światła!

Więcej światła!
Ilustracja: shutterstock

Zaczęło się. Za oknem ciemno robi się po szesnastej, dzień jest coraz krótszy, a my musimy przyzwyczaić się do ciemności. Właśnie o tej porze roku warto skorzystać ze światłoterapii. Na czym może polegać poza wizytą w solarium?

 – Gdy tak wcześnie robi się ciemno, od razu łapię chandrę – mówi Aneta, pracująca na etacie mama dwuletnich bliźniaków. Podobne odczucia ma wiele osób. Tymczasem lekarze przekonują, że taka reakcja organizmu to efekt zmiany czasów. – Jeszcze sto lat temu, gdy nadchodziła jesień, ludzie zdecydowanie obniżali swoją aktywność – przekonuje doktor Marek Obcowski. – My, współcześni, wręcz przeciwnie. W listopadzie i grudniu często z większą intensywnością niż w okresie letnim pracujemy, chodzimy na dodatkowe kursy, bierzemy udział w nowych projektach, wyjeżdżamy na szkolenia. Odczuwa to też nasz układ nerwowy – dodaje lekarz. Co ważne, uczucie zbliżającej się chandry ma związek nie tylko z tym, że dociera do nas coraz mniej słońca, ale też z tym, że dookoła jest po prostu coraz chłodniej.

Walcz z ciemnością wszystkimi zmysłami

Na ciekawy pomysł wpadli badacze z Finlandii – kraju o jednej z najmniejszych na świecie liczbie godzin słonecznych w ciągu roku. Naukowcy z Uniwersytetu w Oulu odkryli, że białka mające zdolność reakcji na światło znajdują się nie tylko, o czym wiadomo od dawna, w siatkówce oka, ale także w kilkunastu punktach ludzkiego mózgu. Wprowadzili oni ostatnio na rynek wkładki do uszu, przypominające wyglądem słuchawki odtwarzacza mp3, dzięki którym światło dociera do organizmu nie przez oczy, ale przez... uszy. Badacze przekonują, że wystarczy stosowanie ich przez kilkanaście minut w ciągu dnia, aby uzupełnić niedobór światła słonecznego. Ich twórcy dodatkowo zapewniają, że wynalazek pomaga przystosować się do zmiany strefy czasowej (syndrom jet lag) i łagodzi objawy zespołu napięcia przedmiesiączkowego i menopauzy.

Pomysł opiera się na spostrzeżeniu naukowców, zgodnie z którym nasze oczy nie są najskuteczniejszą drogą dostarczania światła do mózgu. Jak potwierdzili to wspomniani Finowie, najlepszą drogą, przez którą do organizmu dociera światło, jest przewód słuchowy, czyli miejsce, w którym nasza czaszka jest najcieńsza. Fiński eksperyment był prosty – polegał na obrazowaniu mózgu w czasie dostarczania mu światła przez kanał słuchowy. Po przenalizowaniu badania (prowadzonego z grupą placebo) okazało się, że tkanka mózgowa jest światłoczuła. Fińscy naukowcy poszli jeszcze dalej, przekonując, że światło wprowadzane przez uszy poprawia naszą koncentrację (nasz czas reakcji jest krótszy) i zdolności poznawcze.

Można wierzyć lub nie wierzyć, ale może warto to przemyśleć? Zwłaszcza wyciągając listopadowy karnet na solarium...

Tagi: Depresja

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij