Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy organizm

Wszystkie kroki policzone

Wszystkie kroki policzone
Źródło: www.stocksnap.io

Coraz częściej wykorzystujemy najnowsze technologie nie tylko do pracy, ale i do dbania o zdrowie. Być może już niedługo lekarze będą mogli sprawdzać przy pomocy aplikacji w komórkach, czy ruszamy się tyle, ile – dla zdrowia - powinniśmy.

Profesor Tim Lobstein to autorytet w dziedzinie walki z otyłością, szczególnie wśród ludzi młodych. Autor kilkudziesięciu prac naukowych, lider kilku projektów sfinansowanych przez Unię Europejska, wreszcie prezydent World Obesity Federation, organizacji zajmującej się przygotowywaniem i wdrażaniem rozmaitych inicjatyw mających zatrzymać epidemię otyłości w skali globu. Najnowszy pomysł, który zgłosił Lobstein, to wykorzystanie do walki z groźnym schorzeniem nowoczesnych technologii.

– Dzięki nim lekarze mieliby nadzór nad młodymi pacjentami, którym zalecili codzienną porcję aktywności fizycznej – wyjaśnia uczony. – Oczywiście, odbywałoby się to za zgodą samych pacjentów – dodaje, podkreślając, że nie chodzi o to, by kogoś kontrolować na siłę. – Ludzie dość często zapominają o takich miękkich zaleceniach lekarzy jak zmiana diety, czy też wprowadzenie do codziennego grafiku zajęć godzinnego spaceru. Dzielnie przyjmują leki, ale z domu nadal wychodzić nie chcą. Aparatura wywierałaby na nich pewną presję – mówi Lobstein.

Uczony wyobraża to sobie tak: pacjent podczas wizyty w gabinecie dostawałby zestaw sensorów mierzących „indywidualne wydatkowanie energii”. Dane za pośrednictwem łącz bezprzewodowych trafiałyby do komputera. Ten analizowałby, czy delikwent rusza każdego dnia na wycieczkę do parku, jak mu przykazano, czy też wyleguje się na kanapie.  De facto to elektronika kontrolowałyby człowieka. Śmiała propozycja, prawda? Niebezpiecznie bliska inwigilacji. Jednak Lobstein jej broni. – Ludziom młodym, zafascynowanym technologiami, powinna się spodobać. Elektronika byłaby przecież ich sprzymierzeńcem – podkreśla.

Projekt nosi nazwę DAPHNE  i jest częściowo finansowany przez Brukselę. Uczestniczy w nim kilka akademii medycznych i firm informatycznych. Dwa pierwsze sensory zaprezentowano w połowie maja. Pierwszy jest noszony na przegubie - mierzy puls, opór elektryczny skóry uzależniony od aktywności gruczołów potowych oraz temperaturę skóry i otoczenia. Drugi sensor będzie noszony na biodrze. Ma mierzyć ruch ciała (przy pomocy akcelerometru i żyroskopu). – Tylko lekarz będzie miał dostęp do danych. Nikt więcej – uspokaja naukowiec. Pierwsza grupa pacjentów ma wyruszyć na spacery po parkach Madrytu, Rzymu i angielskiego Leeds jeszcze latem tego roku. Na razie w ramach pilotażu.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij