Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Wytrenuj pewność siebie

Wytrenuj pewność siebie
Pewność siebie powinna być możliwie odporna na bodźce z zewnątrz. Ilustracja: shutterstock

„Gdybym był bardziej pewny siebie, wszystko byłoby łatwiejsze...” - mówimy sami do siebie, tkwiąc w martwym punkcie. Jak znaleźć równowagę między życiową ostrożnością a pewnością siebie? I czy poziom pewności siebie można podnieść na stałe? Sprawdzamy to z ekspertami.

Brak wiary w siebie jest chorobą. Jeśli stracisz panowanie nad tym, wątpliwości staną się twoją rzeczywistością” – to fragment z książki „Płonący most” Johna Flanagana. I pewnie większość z nas zgodzi się z tym zdaniem. Pewność siebie przydaje się zarówno w pracy, w domu, w życiu intymnym, na spotkaniu ze znajomymi, na wakacjach, jak i wtedy, gdy chcemy z satysfakcją spojrzeć w lustro. Z drugiej jednak strony dobrze znamy przykłady osób, dla których nadmierna pewność siebie była zgubna, a czasami nawet zabójcza! Docierają do nas informacje o wakacyjnych wypadkach, do których doszło po tym, jak ktoś skakał do wody na głowę albo szarżował za kierownicą. Potrzebna? Niebezpieczna? Jak to w końcu jest z tą pewnością siebie?

Pewność siebie = constans

Pamiętacie lekcję fizyki w liceum? Był taki temat: ruch jednostajny prostoliniowy. Jedno z równań z tamtej lekcji wyglądało tak: v = constans, a oznaczało tyle, że prędkość w tym ruchu jest stała i się nie zmienia. Dokładnie tak samo powinno być z naszą pewnością siebie, która powinna być możliwie odporna na bodźce z zewnątrz. – Te bodźce to uwagi od innych, krytyka, gorsza pogoda i tysiąc innych rzeczy, które sprawiają, że czujemy się mniej pewnie. Ale też pochwały, komplementy i ciepłe słowa, które magicznie nas wzmacniają – mówi coach Robert Galewski. Krótko mówiąc: jesteśmy zwykle zewnątrzsterowni, nasze samopoczucie zależy od tego, co robią i mówią (o nas i przy nas) inni. – Tymczasem powinniśmy robić wszystko, żeby niezależnie od tego, co dzieje się dookoła, czuć się niemal zawsze mniej więcej tak samo pewnie. Niezależnie od tego, czy umawiamy się na grilla ze znajomymi, czy występujemy przed swoim zespołem zadaniowym, czy idziemy na rozmowę w sprawie nowej pracy – podpowiada coach. Pytanie tylko, jak to zrobić.

Czy to da się wytrenować?

Podobno tak! W internecie możemy znaleźć dziesiątki kursów i szkoleń, w czasie których wzmacniana jest pewność siebie. – Tego typu treningi generalnie można podzielić na dwa typy: te, które skupiają się na tym, co dzieje się z naszym ciałem, oraz skoncentrowane na naszych myślach i procesach, które rozgrywają się w naszej głowie – mówi Robert Galewski. Zacznijmy od tych związanych z naszym ciałem i przede wszystkim z naszą postawą. – Te ćwiczenia dotyczą tego, abyśmy byli wyprostowani, aby nasza klatka piersiowa była wypięta do przodu. Aby stawiać pewne kroki i patrzeć przed siebie. Tego typu podpowiedzi znam co najmniej kilkanaście – wymienia coach. – Pamiętajmy jednak, że te ćwiczenia cały czas jednak odnoszą nas do tego, co dzieje się na zewnątrz. Bo dzięki takiej postawie czy takiemu sposobowi chodzenia będziemy przez innych odbierani jako bardziej zdecydowani, opanowani, spokojni i, co za tym idzie, bardziej pewni siebie  – dodaje. Ale my skoncentrujmy się na ćwiczeniach, które zajmują się tym, co dzieje się w naszej głowie!

Najpopularniejsze z nich to wizualizacja. – Sprawa wydaje się prosta. Znajdujemy osobę, która według nas jest pewna siebie, tak jak my chcielibyśmy być. To może być kolega z pracy, ktoś z naszego otoczenia, coach, którego podglądamy, dziennikarz, aktor, a nawet postać z filmu czy serialu. To może być nawet Franz Mauer z „Psów” Władysława Pasikowskiego czy Hank Moody z serialu „Californication”, bo takie osoby wymieniają w tym miejscu moi klienci  – mówi z uśmiechem Robert Galewski.  – Najważniejsze jest to, aby pewność siebie tej osoby była na mniej więcej podobnym poziomie jak nasz docelowy poziom pewności  – tłumaczy. Co robimy dalej? Chodzi o to, żeby dokładnie prześledzić, jak zachowuje się ta osoba, a potem wcielić się w tę postać chociaż na kilka minut. – Dokonujemy tutaj, jak ładnie się mówi, sądu kontrfaktycznego, a w praktyce zwykłego gdybania, gdy zaczynamy myśleć, jak ta osoba zachowałaby się w sytuacji, w której my się znajdujemy. W której to my powinniśmy wykazać pewność i zdecydowanie, aby osiągnąć sukces – podpowiada coach. W tym ćwiczeniu chodzi przede wszystkim o to, aby choć na chwilę wyjść ze swojej skóry. – To wyjście będzie dla nas symbolicznym opuszczeniem strefy komfortu. Przekroczeniem tego, co znamy i co stosujemy tak często, że do niczego nowego nas to nie doprowadzi – dodaje Galewski.

Jest jeszcze jedna stosowana w takich sytuacjach technika. – Możemy wyobrażać sobie pewniejszą wersję samych siebie i w nią chcieć się wcielić. Trenerzy, w tym specjalista w tej dziedzinie Paul McKenny, autor znanej książki „Grunt to pewność siebie”, podpowiadają, że czasami warto spróbować spojrzeć na świat osoby, która bardzo nas lubi, może nawet kocha. Wtedy znów energię czerpiemy z zewnątrz. Ale próbujemy sami doceniać to, co w nas jest fajne, co może wzbudzać sympatię lub miłość. Możemy zacząć mówić sami sobie krzepiące komplementy. I w ten sposób czuć się lepiej, pewniej i... nie bać się jednocześnie narcyzmu – żartuje coach. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Popraw swoją samoocenę

Długość trwania: 5 dni

Polecane artykuły

Toksyczne związki

Agnieszka Zieniuk

Historia pewnego "babochłopa"

Kasia Bigos i Andrzej Bogdał

Top w kategorii