Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Z nastolatkiem trzeba być

Z nastolatkiem trzeba być
Zdjęcie: archiwum własne

Najtrudniejszym momentem w wychowaniu dziecka wcale nie jest wczesne dzieciństwo, kiedy mamy wsparcie rodziny, przyjaciół i lawinę informacji. O wiele większym wyzwaniem jest zbudowanie relacji z nastolatkiem – z Arturem Lutarewiczem, psychologiem Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii „Kąt”, rozmawia Zuzanna Ziomecka.

Zuzanna Ziomecka: Co właściwie się psuje, gdy dotychczas zgodna rodzina nagle napotyka na traumatyczne trudności w relacjach z nastolatkiem?

Artur Lutarewicz: Gdy dziecko jest małe, jesteśmy lepiej wyposażeni – naprawdę łatwiej się nauczyć, jak dziecko karmić i przewijać, niż jak z nim rozmawiać, gdy podrośnie. Wtedy jest łatwiej, ale mamy też więcej źródeł informacji, grup wsparcia i dostępnych ekspertów. Gdy zaczyna się trudniejszy czas, bo dziecko dorasta, nagle czujemy, że narzędzia, którymi do tej pory się posługiwaliśmy, zostają nam wytrącone z rąk. Nie działają, a nowych nie mamy. Największy kłopot polega na tym, że nikt rodziców do tego nie przygotowuje. Nikt nie uczy, jak zbudować z nastolatkiem sensowną relację. Możemy bazować wyłącznie na własnych doświadczeniach, które czasem ciężko sobie przypomnieć. Nie mam gotowej recepty – budowanie tych relacji musi być eksperymentem na żywych organizmach. Często więc rodzicom włączają się odruchy siłowe: „Ja mu teraz pokażę, kto tu rządzi”. A więc właśnie w momencie, gdy dziecku zależy, by budować swoją własną przestrzeń, my próbujemy mu ją ograniczać. A stąd już tylko krok do buntu.

ZZ: Jesteśmy rozżaleni, bo ani my nie rozumiemy ich, ani oni nas?

AL: To niezrozumienie polega w dużej mierze na tym, że nie przyjmujemy perspektywy młodego człowieka. Trzeba postarać się dostrzec to, że rozmawiamy z „małolatem”, dla którego perspektywa dorosłego człowieka jest innym światem. Różni nas już samo spojrzenie na czas, planowanie. Młody człowiek w wieku kilkunastu lat myśli perspektywą maksymalnie dwóch, trzech tygodni do przodu. Dalej po prostu nie sięga. Tymczasem my, dorośli, widzimy cały łańcuszek przyczynowo-skutkowy aż do śmierci! A dla tych młodych ludzi, gdy ktoś ma 30 lat, to już jest starym zgredem, ludzie przecież tyle nie żyją, prawda?

ZZ: Można się cofnąć w świadomości? Trudno jest, gdy już się widzi więcej i dalej, nagle skrócić spojrzenie…

AL: Polecam dorosłym zrobienie takiej zabawy towarzyskiej: przypomnieć sobie, co ja robiłem, gdy miałem 11 lat, łącznie z najdurniejszymi rzeczami, jakie wyprawiałem. To bywa śmieszne, ale czasem od takich wspomnień można dostać gęsiej skórki. Fenomen rozwojowy tego okresu dojrzewania polega na tym, że dzieci eksperymentują i ryzykują w różnych obszarach, eksplorują i przekraczają granice w ramach zdobywania przestrzeni i nauki. Żeby ten proces badawczy się udał i dzieci miały szanse poznać granice i konsekwencje ich przekroczenia, muszą mieć siłą rzeczy wyłączony hamulec. Nie boją się, bo nie wiedzą, a wyobraźnia nie podsuwa im ostrzeżeń. W ogóle nie przychodzi im do głowy, że coś złego może się zdarzyć. One to po prostu robią.

ZZ: Tymczasem wyobraźnia dorosłego człowieka jest w stosunku do bezpieczeństwa dzieci szczególnie nadpobudliwa.

AL: Potrafimy sobie wyobrazić konsekwencje, ponieważ widzieliśmy wcześniej takie sytuacje. I dzieci też muszą się tego nauczyć, to doświadczenie nabyć. Inaczej się nie da.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij