Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Zapomnijcie o prezentach

Zapomnijcie o prezentach
Zdjęcie: shutterstock

Święta od zawsze kojarzą mi się z zapachem kawy, pomarańczy i gorzkiej czekolady. Z dużym stołem w domu moich dziadków, cholernie niewygodną kanapą, na której nigdy nie chciałam siadać, i z pamiętającymi głęboki PRL regałami, w których niezmiennie w tych samych miejscach stały srebrna taca, kryształy i porcelanowe figurki z Cepelii...

Co roku w Wigilię babcia stawiała przede mną zupę grzybową, a ja co roku odpowiadałam, że nie, dziękuję, bo nienawidzę grzybów. Co roku dziadek, łamiąc się opłatkiem, życzył mi „sukcesów oraz powodzenia” i poklepywał mnie przy tym delikatnie po plecach. Dziś dziadków już nie ma, rodzina rozpierzchła się po świecie, a duży stół poszedł na opał.

Kiedy więc czytam w „Polityce”, że w tym roku Polacy wydadzą na święta, a zwłaszcza na prezenty, najwięcej ze wszystkich mieszkańców Europy, mam ochotę opowiedzieć im o tej grzybowej, o kanapie i o dziadku, który już nigdy nie pogłaszcze po głowie. Mam ochotę zatrzymać czas, włączyć śnieg, wyłączyć wyścig po karpia/choinkę/flaszkę dla teścia i zapytać: „Dokąd Wy, drodzy Bracia i Siostry, za przeproszeniem, zap… biegniecie?”.

Wyścig

Od kilku lat mniej więcej tydzień przed świętami obserwuję to samo – kompletne oderwanie mózgów od rzeczywistości. W tescach, realach i innych biedronkach wózki napakowane do granic możliwości i pęd między regałami pełnymi produktów. Zupełnie tak, jakby radzieckie czołgi miały za chwilę wjechać na teren hipermarketu, pozostawiając po sobie jedynie kurz, gruz i ocet.

Dokładnie to samo dzieje się w rozświetlonych niczym pewna część psiego ciała, wypełnionych choinkami, bałwanami i wypchanymi reniferami galeriach handlowych, gdzie blady lud pracujący, z obłąkanym wzrokiem i szalikami rozchełstanymi pod szyją, poluje na kolejne okazje, wydaje kolejne pieniądze i po raz kolejny wścieka się, bo nie wie, co, do ciężkiej, kupić nieczytającemu książek, niesłuchającemu muzyki i nienoszącemu krawatów, uzależnionemu od żołądkowej gorzkiej i hazardu 75-letniemu wujkowi Stefanowi.

Tak więc biegamy, dźwigamy, stoimy w korkach, gotujemy, pucujemy i wściekamy się przy tym niemiłosiernie, bo przecież święta za pasem, a tu jeszcze framugi trza wyszorować, bigosu nagotować, choinkę kupić i do całej rodziny z życzeniami zadzwonić. Nawet człowiek nie ma kiedy usiąść na tyłku i odpocząć po całym roku. A jak już usiądzie, no to zjeść musi, bo tradycja, bo 12 potraw, bo przecież babci się nie odmawia, a i z wujkiem wypadałoby kieliszek wypić. Jedna rodzina, druga rodzina, trzy godziny w samochodzie, „Kevin sam w domu”, no i jaki spacer? Gdzie ja, panie, jeszcze siłę na spacer mam mieć po takim maratonie?

Tym sposobem wieczorem 26 grudnia mamy świąt tak serdecznie dość, że zaczynamy z utęsknieniem myśleć o powrocie do pracy. Obiecujemy sobie, że za rok będzie inaczej: nie wydamy chorej sumy pieniędzy, nie nagotujemy całej masy żarcia i w końcu odbędziemy szczerą rozmowę z ojcem, który od 25 lat kupuje nam pod choinkę skarpety.

Tymczasem za rok...

Jedyne takie święta

Zachłysnęliśmy się kapitalizmem, a jako społeczeństwo na dorobku cały czas leczymy kompleksy, które zostały nam w spadku po komunie. Wielu z nas, zamiast zapytać samych siebie: „Jak chciałbym się czuć w te święta?”, pyta: „Co ludzie powiedzą?”. Zamiast: „Co tak naprawdę jest w tym okresie ważne?”, zastanawiamy się, co, gdzie i za ile kupić.

A przecież stół jest nie po to, by nie móc od niego wstać, ale by zgromadzić wokół ważnych dla nas ludzi, z którymi tego wieczoru dzielić będziemy swoje smutki i radości. Pod choinką nie musisz kłaść absolutnie nic, jeśli własnymi rękami ubrałeś ją ze swoimi bliskimi. I co z tego, że postawisz najlepszą whiskey i najlepszego karpia ever, jeśli nie znajdzie się ani jeden człowiek, który twój trud doceni, który przytuli, pocałuje i powie: „Jesteś najlepsza”?

Abstrahując już nawet od kwestii duchowych, święta Bożego Narodzenia jako jedyne w naszej kulturze są celebrowane na tak ogromną skalę. To z definicji – nawet w świadomości korposzczurów – czas poświęcany dla rodziny i najbliższych. Czemu więc, zamiast wykorzystać te kilka dni dla ludzi, których kochamy, my skupiamy się na wszystkim innym, tylko nie na tym, by być TU i TERAZ?

Zapomnijcie o prezentach

Rok temu trzy dni przed świętami zmarł mój dziadek. W Wigilię trafiłam do szpitala z ostrym zapaleniem nerki. Jak myślicie, co było wtedy ważne? Hiperczyste mieszkanie, niezjedzony śledź i nierozpakowane prezenty?

Życzę Wam zdrowych, rodzinnych i radosnych świąt. Dosłownie.

Pozdrawiam
Malvina Pająk



Nazywam się Malvina Pająk, jestem humanistką. Blogerką, dziennikarką, crossfiterką, melomanką, hedonistką i ponoć psychologiem. Inspirują mnie ludzie, emocje, wydobywanie szarości z tego, co próbujemy zdefiniować jako czarne lub białe. Bywam miła.

 

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij