Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Żyć jak... Agata Passent

Żyć jak... Agata Passent
Zdjęcie: Wojtek Wieteska

Błyskotliwa felietonistka „Twojego Stylu” i spadkobierczyni dorobku po mamie Agnieszce Osieckiej (zarządzaniem nim zajmuje się na co dzień w Fundacji Okularnicy) Agata Passent od lat bawi Polaków swoim poczuciem humoru i zdolnością obserwacji. Wiemy o niej, że jest zagorzałą tenisistką i fanką piłki nożnej, mamą pięcioletniego Kubusia i partnerką życiową fotografika Wojtka Wieteski – ale chcemy dokładniej poznać jej Healthstyle.

PROFILAKTYKA: Jak żyć, by długo było dobrze?

Wasze pytania są szalenie trudne, czuję się przyparta do muru. Nie analizowałam tych zagadnień... Pewnie odpowiedzi są błędne i dostanę karę.

MLEKO: Po której stronie mlecznej barykady stoisz – zdrowe jest czy nie?

Nie zanurzam sie w mleku po szyję, ale susza też nie dla mnie. Jadam lody, dobre, włoskie tłuste lody. Na Nowym Świecie w lodziarni, w podróży, znam też parę adresów dobrych lodziarni w Berlinie. Jadam czasem naleśniki z mlekiem. Lubię mleko sojowe, ryżowego unikam, bo nie lubię napojów w kolorze ścierki za cenę szampana. Nawet jeśli krowie mleko jest niezdrowe, jadam sery na jego bazie. Bardzo lubię wszelkie francuskie i szwajcarskie ich odmiany i wolę umrzeć, jedząc raclette z korniszonem, niż żyć zdrowo bez raclette.

MASŁO vs MARGARYNA: Co kilka lat naukowcy zmieniają zdanie na ich temat. Śledzisz to?

Latami słyszałam, że masło jest niezdrowe, a margaryna wporzo. Ignorowałam sprawę, gdyż smak margaryny był i jest dla mnie nie do zaakceptowania. Kanapki często smaruję majonezem, ale czasami kuszę się na masło. Bardzo lubię masło duńskie i francuskie. Ale jadam sporadycznie, bo jest bardzo tłuste. Margaryny spróbowałam zapewne jakieś 20 lat temu i od tego czasu nie tknęłam. Do gotowania również nigdy jej nie używałam. Zastępowałam ją oliwą, olejem rzepakowym, masłem. Nawet słowo „margaryna” napawa mnie złośliwym dystansem – kojarzy mi się z dramatyczną „Balladyną” czy może jakąś radziecką sondą kosmiczną: „Margaryna, Margaryna wylądowała na Księżycu". Naukowcy co dekadę zmieniają zdanie, nie ma co się przejmować. Jajka też próbowali nam obrzydzić, a ja lubię raz na tydzień zjeść jajko na miękko i nie będzie mi żaden docent psuł poranków.

SZYBKI STRZAŁ: Kiedy klimat dołuje, czym się podpierasz (kawa, herbata, yerba mate, sperma byka)?

Niestety, opadam z sił przy niskim ciśnieniu, deszczu itd. Ratuję się dosłownie wszystkim: herbaty każdego koloru, od zbyt wielu kaw dziennie boli mnie brzuch, więc ograniczam się do porannej rozpuszczalnej i espresso po południu. Często, niestety, piję coca-colę. Poprawia mi nastrój wspaniały wełniany koc w kolorze czerwonym, który kupiłam w Norwegii – najpiękniejszym być może kraju na Ziemi. Pomaga mi jednak najbardziej myślenie o tym, że tysiące osób tworzy, pracuje, dorasta w krajach bardziej zimnych i mokrych niż Polska i oni jakoś dają sobie radę. Lubię flanelowe koszule, mam gruby kożuch. W koszmarne dni na głos mówię aurze: „cudownie, jest pięknie, cieszę się, daj mi coś gorszego, bo ta słota mnie nie rusza”. Taka postawa męczy, więc marzyłabym o domku gdzieś na Korsyce, ale portfel mam pustawy.

GLUTEN: Chętnie eliminowany u alergików, choć to niełatwe. Próbowałaś kiedyś żyć bez niego?

A co to jest gluten? Coś wspominała doktor pediatrii, która opiekuje się naszym synem Kubusiem. Ale twierdziła, żeby ignorować temat i częstować Kubę tym, co lubi (prócz słodyczy!).

BIAŁA ŚMIERĆ: Nie, nie koks. Chodzi mi o wszechobecne cukier i sól. Mierzysz się z nimi czy to nie twoja walka?

Mam przyjaciółkę, która zanim skosztuje potrawy u mnie na kolacji czy w knajpce, już soli ją zamaszyście, opróżniając solniczkę do połowy. Przyjaciółka cudem zapewne żyje i ma się świetnie, nigdy nie choruje. Ja lubię słone smaki, np. śledzie, anchois itd., ale gotując w domu (bardzo to lubię, choć mam mało czasu), prawie nie solę. Wiem, że sól jest niezdrowa, a wszystkie produkty typu sery, wędliny itd. są przesolone. Niestety, słodzę kawę, herbaty nie. Jadam często żelki Haribo. Poza tym unikam słodyczy. Jestem potwornie rozpuszczona, francuski piesek ze mnie, jeśli chodzi o jedzenie, więc ciasta jadam rzadko – tylko te bez spulchniaczy i wyjątkowo dobre. Rzadko zdarzają sie takie ciasta. Raz na dwa lata zdarza mi się być we Francji. Najlepsze tarty i ciasta tworzą tamtejsi cukiernicy. Tam nadrabiam zaległości. Potrafię upiec tylko tart tatin, czyli odwróconą tartę. I owszem, daje się duuuużo cukru do tego przepisu. 

STERYLNOŚĆ (dom i higiena własna): Gdzie plasujesz się na skali od 1 do 10, jeśli dwudziestokrotne mycie rąk w ciągu doby to 10, dzieci jedzące z psami z jednej miski to 5, a 1 to chroniczny brak mydła w domu już od kilku miesięcy?

Jestem bałaganiarą. Tutaj dzięki mojemu partnerowi Wojtkowi poczyniłam duże postępy. Kiedyś przepocone na treningach koszulki, dresy, bielizna walały się po podłodze, a góra niemytych naczyń rosła, dopóki nie miałam już nic czystego. Dna sięgnęłam dekadę temu, gdy jako singielka w domu używałam... papierowych, jednorazowych talerzy i widelców po to, by nie zmywać. Osoba, która lubi gotować i robić zakupy – czyli ja – rzadko lubi zmywać. Po prostu nie mamy na to sił... Jestem raczej fleją. Komputer, telefon, spodnie, aparat – poplamione. Fryzjera odwiedzam sporadycznie, ale dzięki temu on szczerze cieszy się na mój widok i po wizycie wszyscy znajomi mnie komplementują! Mieszkanie sprzątam raz na dwa tygodnie, ale np. jedynego u nas w domu dywanu nie prałam od nie wiem jak dawna. Zasłon i firanek na wszelki wypadek w ogóle nie mam. Reasumując: jestem raczej flejtuszką, zatem alergie się nas nie czepiają! W skali od 0 do 10 dałabym sobie 4. Fe, fe, fe.

EKOLOGIA: Marketingowe narzędzie do podnoszenia cen i domena nawiedzonych czy słuszny kierunek rozwoju świadomości mas?

Słuszny kierunek, choć bardzo drogi. Staram się kupować produkty organiczne, bo są smaczniejsze. Jednak jestem hipokrytką, gdyż jadam mięso, i to często. Ekologowie namawiają do wegetarianizmu rzecz jasna. Staram się mało śmiecić poprzez niekupowanie wielu produktów, mam małe auto. Rzadko latam samolotem, staram się wypoczywać w Polsce. Kupuję używane ubrania. Mało konsumuję. 

SEN: Potrzebujesz wiele czy ożywasz dopiero po zmierzchu i funkcjonujesz na kilku godzinach dziennie?

Choć pochodzę z rodziny inteligencko-mieszczańsko-cyganeryjnej, to musiałam dawno temu mieć przodków rolników. Ja funkcjonuję wtedy, gdy za oknem jest widno. Wstaję wcześnie i kładę się wcześnie. Po godzinie 19 już nie pracuję. Felietony piszę rano. Zasypiam ok. 23. Śpię 6–7 godzin. Nigdy nie zarywam nocy na pracę, naukę itp. Czasami na zabawę, ale sporadycznie, bo na imprezach przysypiam u znajomych na kozetce i potem wpraszam im się rano na śniadanko.

ANTYBIOTYKI: Zabójczo skuteczne, z potężną siłą rażenia. Sięgasz czy unikasz?

Kończyłam studia na wydziale neofilologii. Nie mam zamiaru poprawiać lekarzy, bo nie mam narzędzi ani wiedzy. Rodziłam w normalnym szpitalu, leczę siebie i synka w zwykłych przychodniach NFZ. Czasem konsultuję się z moją ciocią, lekarką pracującą od 1968 roku w Szwecji. Chemia to piękna, niezrozumiała dziedzina. Podoba mi się, a antybiotyki pomogły mi ze dwa razy w życiu. Dbam o siebie, odpowiednio się odżywiając, uprawiając od piątego roku życia sport, nie noszę zimą minispódnic, a jesienią dekoltów. Nie muszę brać antybiotyków, bo prawie nigdy nie choruję. Nie szczepiłam się na grypę, bo miałam grypę ostatni raz chyba w podstawówce. Gdy dopadnie mnie poważna choroba i wyląduję w szpitalu, posłucham się lekarza. Intuicja podpowiada mi, że kiedyś i tak umrę. Testament adjustuję raz na kilka lat. 

TAJNA BROŃ: Twój własny, autorski sposób na postawienie się na nogi, gdy choroba cię z nich zwala.

Generalnie to uzależnienia wydają mi się większym niebezpieczeństwem niż grypa czy angina. Alkoholizm, pracoholizm, internet, fajki, konopie, dragi, anoreksja, depresja – to wykańcza nas bardziej niż szczepionka na grypę. I tu kontroluję siebie i bliskich szczególnie uważnie. Nie palę, nie koksuję, nie głodzę się, nie wierzę w diety – czego i państwu życzę.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij