Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Żyć jak... Katarzyna Montgomery

Żyć jak... Katarzyna Montgomery
Zdjęcie: archiwum własne

Kasia potrafi łączyć dociekliwość dziennikarską z kobiecym ciepłem. Jej pogoda ducha godzi często skrajne poglądy na życie i związki, jakie prezentują goście i współprowadzące podczas nagrań Małej Czarnej. Zarówno bogobojne konserwatystki, jaki i wojujące palaczki staników czują, że mają w niej sprzymierzeńca, i trochę tak jest. Kasia bowiem steruje według własnego kompasu, a relacje ustawia w oparciu o autentyczny szacunek i empatię. Tę zasadę wdraża w życie także za biurkiem redaktorskim magazynu Zwierciadło, gdzie zajmuje się zaglądaniem jeszcze głębiej w dusze i mokre zakamarki kobiecej psychiki. Redakcja HZ odwraca lupę, by spojrzeć z bliska na Kasię i odkryć jej osobisty healthstyle.

PROFILAKTYKA: Jak żyć, by długo było dobrze?

Staram się pielęgnować dobry nastrój i nastawienie do życia oraz do innych. To może wejść w nawyk po ponad 40 latach praktykowania. Chronię się, odcinając się od ludzi i rzeczy, które ze swojej natury dostarczają złej energii. Kilka lat temu przestałam na przykład zaczynać dzień z telewizją informacyjną, która straszyła mnie z samego rana katastrofami, wypadkami pociągów w Indiach itp. Wychodzę z założenia, że jeśli wydarzy się coś naprawdę dramatycznego, o czym powinnam wiedzieć, poinformuje mnie o tym radio w drodze do pracy. Mam też to szczęście, że od prawie 20 lat mieszkam w podwarszawskiej leśnej miejscowości, mogę więc sobie pochodzić boso po ziemi, choćby kiedy idę wyrzucić śmieci, wieczorem usiąść przy ognisku czy położyć się z sąsiadami na dachu i obserwować spadające gwiazdy. Oddawanie się przyjemnym drobnym rytuałom pomaga mi oczyścić się z toksyn życia codziennego.

MLEKO: Po której stronie mlecznej barykady stoisz – zdrowe jest czy nie?

Mleko rzuciłam kilka lat temu bez żalu. W dorosłym życiu nie było trudno mi się z nim rozstać, może dlatego, że pamiętam jeszcze smak świeżego kapslowanego mleka stawianego pod drzwiami przez mleczarza. Mam chyba zbyt silne wspomnienia z nim związane (stroje ze srebrnych kapsli na bale przedszkolne), bym mogła zakochać się w białej cieczy z kartonika.

MASŁO vs MARGARYNA: Co kilka lat naukowcy zmieniają zdanie na ich temat. Śledzisz to?

Ze skruchą przyznaję się, że ta dyskusja kompletnie nie wpłynęła na moje zamiłowanie do masła. Margaryna pomimo kampanii promocyjno-zdrowotnych nie zagościła w mojej lodówce.

SZYBKI STRZAŁ: Kiedy klimat dołuje, czym się podpierasz (kawa, herbata, yerba mate, sperma byka)?

Zielona herbata na co dzień, ale kiedy mam nagranie, stawiam się na nogi colą, bo kawy nie piję.

GLUTEN: Chętnie eliminowany u alergików, choć to niełatwe. Próbowałaś kiedyś żyć bez niego?

Prawie pięć lat temu przeszłam na styl żywieniowy pozbawiony pszenicy, tym samym bardzo zbliżony do bezglutenowej diety. Dzięki temu i rezygnacji z kawy oraz mleka wzmocniłam swoją odporność na tyle, że nie cierpię już w okresie wiosenno-letnim na alergiczny katar. Kiedy sobie trochę pofolguję i zjem zakazane potrawy, odczuwam to niemal natychmiast, reagując siarczystym kichaniem. Życie bezglutenowe może łatwe nie jest, ale coraz bardziej możliwe, a kiedy czuje się efekt, łatwiej jest zachować glutenową wstrzemięźliwość.

BIAŁA ŚMIERĆ: Nie, nie koks. Chodzi mi o wszechobecne cukier i sól. Mierzysz się z nimi czy to nie twoja walka?

Z każdym kolejnym pytaniem uświadamiam sobie, że rzuciłam prawie wszystko, jakbym była na totalnym żywieniowym odwyku, bo cukier i sól także. Nie słodzę, nie posypuję truskawek cukrem, za to jem owoce, w których są cukry, ale te zdrowsze. Czasem zjem tort, gdy wiem, że ktoś włożył w niego mnóstwo serca, ale słodycze nigdy mnie nie kusiły tak bardzo jak kiełbasa. Soli prawie wcale nie używam, poza wyjątkami, kiedy dodaję słonego akcentu do letnich kanapek z pomidorem, sałatą i szczypiorkiem, do ziemniaków purée oraz ryb. Podobno sól uwypukla smaki, jednak w moim odczuciu zabija inne. Wolę komponowanie własnych przyprawowych mieszanek – jeśli ktoś chce mi przywieźć z podróży pamiątkę, proszę o przyprawy. Dzięki nim nawet poranny omlet może być egzotycznie zaskakujący.

STERYLNOŚĆ (dom i higiena własna): Gdzie plasujesz się na skali od 1 do 10, jeśli dwudziestokrotne mycie rąk w ciągu doby to 10, dzieci jedzące z psami z jednej miski to 5, a 1 to chroniczny brak mydła w domu już od kilku miesięcy?

7-8?

EKOLOGIA: Marketingowe narzędzie do podnoszenia cen i domena nawiedzonych czy słuszny kierunek rozwoju świadomości mas?

Jeśli raz się wejdzie na drogę ekologii, trudno już z niej zawrócić. Właściwie się nie da, bo świadomość szkody przy każdej wyrzucanej plastikowej butelce jest bolesna. Jednak pomimo pieniędzy wydawanych przez fundusze europejskie na przeróżne programy codzienność jest dla zwykłego człowieka wyzwaniem. Przekonałam się o tym, gdy w mojej okolicy poznikały pojemniki na posegregowane śmieci, zabrano je także spod supermarketów. Znalazłam firmę, która oferowała wywóz posegregowanych śmieci, założyłam kompost i zaczęłam płacić trzy razy więcej niż do tej pory: za prawie pusty kubeł ze śmieciami różnymi oraz za trzy dodatkowe z papierem, plastikiem i szkłem. Niezależnie od tego, jak były wypełnione, doliczano mi pełną kwotę za wywóz do comiesięcznego rachunku. Trochę się wówczas na ekologię obraziłam, ale szybko znalazłam kilka pojemników -segregatorów na trasie do pracy i sumienie mam czystsze, a i portfel nieco pełniejszy. A puste kubły ekologiczne czekają na lepsze, mądrzejsze czasy. 

SEN: Potrzebujesz wiele czy ożywasz dopiero po zmierzchu i funkcjonujesz na kilku godzinach dziennie?

Z wiekiem snu potrzebuję zupełnie inaczej niż kiedyś, gdy mogłam zawalić kilka nocy, a potem słodko sobie zaległości odespać. Teraz zarówno nadmiar snu, jak i niedobór źle na mnie działają. Minimum sześć godzin, najlepiej siedem – tyle wystarczy. Nie zawsze mi się to udaje, zwłaszcza gdy nagrania łączę z pracą w redakcji. Wtedy jednak energii dostarczają mi adrenalina i zadaniowość. Mam jedną zdolność, której kilka osób mi zazdrości. Potrafię zasnąć w każdych warunkach. Gdy jestem wykończona, pięcio-, dziesięciominutowa drzemka, nawet na fotelu w pracy, stawia mnie na nogi. Gdy wracam do domu i mam jeszcze dużo do przeczytania, napisania i przygotowania, robię to, co konieczne, i w zależności od stanu zmęczenia kładę się na kwadrans, godzinę albo na dłużej, ale wtedy wstaję o 3–4 nad ranem.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij