Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Życie jak jazda samochodem

Życie jak jazda samochodem
Ilustracja: shutterstock

„Jestem na zakręcie”, „Muszę zwolnić tempo”, „Już czas naładować akumulatory!” – mówiąc o naszym życiu, często używamy metafor ze świata motoryzacji. Z psychologiem sprawdzamy, jak możemy je wykorzystać z korzyścią dla siebie.

Z takich przenośni w swoich tekstach i wystąpieniach chętnie korzysta Marc Victor Hansen, amerykański terapeuta i trener, autor wydanej również po polsku serii poradników napisanych wspólnie z Jackiem Canfieldem. Najbardziej działające na wyobraźnię porównanie dotyczy wypadku drogowego.

Nie reagujmy na zaczepki

Gdy wjedziemy na trasę szybkiego ruchu albo na autostradę, prędzej czy później spotkamy auto, które gwałtownie przyspiesza, próbuje wszystkich wyprzedzić, a jego „samochodowa mowa ciała” wskazuje na dużą pewność siebie kierowcy. Tymczasem typ zachowania, który obserwujemy na drodze, możemy zauważyć też w pracy, domu czy w sklepie.

Zdaniem Marca Victora Hansena dzięki metaforom drogowym łatwiej możemy zapanować nad emocjami, gdy spotkamy takiego „nerwowego kierowcę” w codziennych okolicznościach. Przykład? Gdy w pracy w czasie zebrania ktoś często i głośno krytykuje innych, rzuca oskarżeniami, odwołuje się przy tym do emocji, a nie do merytorycznych, sprawdzonych informacji, w głowie może nam się zapalić czerwona lampka. – Możemy powiedzieć sobie: „Oho, zaczyna się!”. Ktoś tu chce zrobić zamieszanie, wywołać kolizję, narobić nam dużo problemów – mówi Marc V. Hansen. – W tej sytuacji możemy zjechać na boczny pas, czyli nie dać się wciągnąć do dyskusji, która coraz bardziej przypomina „pyskusję”. Trzeba dać mu się wyszaleć, by ewentualnie spowodował mniej lub bardziej poważny wypadek w zupełnie innym miejscu: może w konfrontacji z przełożonym, a może w domu. Byle bez naszego udziału. My możemy co najwyżej popatrzeć z wysokości sąsiedniego pasa – dodaje psycholog. Główna rada w takiej sytuacji to zachowanie spokoju. – A także idąca w ślad za nim, doskonale znana zdającym teoretyczny egzamin na prawo jazdy, zasada ograniczonego zaufania do innych, w tym do innych kierowców – przekonuje Hansen. – Nie otwierajmy się za bardzo, nie pokazujmy mocy własnego silnika, tylko raczej zachowajmy spokój, a na prowokujące pytania nie wahajmy się odpowiadać: „Nie potwierdzam i nie zaprzeczam” – zachęca ekspert.

Nie jesteśmy na wiecznej gwarancji

I to jest wystarczający powód, aby dbać o siebie, o swoje zdrowie, o swoją kondycję: zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Znaleźć czas na posiłek w pracy, nie siedzieć za długo przed ekranem, odpocząć psychicznie, robiąc sobie od czasu do czasu technologiczny detoks. – Bo w odróżnieniu od samochodu, który gdy jest nowy, nie musi nawet jeździć na okresowe przeglądy techniczne, my musimy być czujni, jeśli chodzi o nasz aktualny stan i formę. Nie możemy liczyć na to, że jakakolwiek część jest na gwarancji! – mówi Hansen. Co więcej, tak jak wsłuchujemy się w brzmienie silnika naszego samochodu, powinniśmy wsłuchiwać się w samych siebie. – I to zarówno dosłownie, jak i w przenośni: wsłuchajmy się w nasze myśli, odczucia, w to, co nam sprawia przyjemność i nas stresuje. Ale posłuchajmy też bicia własnego serca i oddechu, bo za tym wszystkim kryją się ważne informacje, na podstawie których można planować ewentualną interwencję – przekonuje psycholog. Co więcej, gdy wizytę lekarza potraktujemy jak wizytę auta w serwisie, a lekarskie sprawdzenie rytmu bicia serca przyłożymy, choćby dla zabawy, do kontroli drogi hamowania w okręgowej stacji pojazdów, zaczyna się robić ciekawie.

Porównania motoryzacyjne można mnożyć. Może macie pomysł na kolejny?

Warto pamiętać ‒ samochód jest najbezpieczniejszy, gdy stoi na zamkniętym garażu podziemnym, do którego dostęp ma ograniczona liczba osób. Ale samochodu nie wymyślono po to, by stał na zadaszonym parkingu! Taka myśl może dodać odwagi, żeby odpalić własny silnik i regularnie opuszczać miejsce parkingowe.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij