Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Żyj jak rolnik!

Żyj jak rolnik!
Źródło: materiały prasowe
Po co człowiekowi ziemia? Czy na balkonie albo na klombie pod domem można hodować pomidory? Dlaczego uprawianie własnych warzyw jest takie ważne? Z Niklasem Kampargardem, autorem książki „Żyj jak rolnik”, rozmawia Anna Rączkowska.

Kim jesteś ‒ podróżnikiem czy rolnikiem? Bo to się chyba wyklucza…

Wychowywałem się na farmie, mój tata jest rolnikiem, ale kiedy wchodziłem w dorosłość, to słowo nie brzmiało dumnie. Pochodziłem ze wsi, nie było się czym chwalić. Dlatego nie chciałem zostać rolnikiem, chociaż nawet poszedłem do stosownej szkoły. Rzuciłem ją po kilku miesiącach, bo zrozumiałem, że to nie dla mnie. Ostatecznie skończyłem szkołę pielęgniarską, przepracowałem jako pielęgniarz kilka lat. Zawsze dużo podróżowałem, kochałem to. Zacząłem więc o tym pisać, zresztą robię to do dziś. Po kilku latach zaczęło mi jednak brakować ziemi między palcami. Zająłem się więc ogrodem. Dzisiaj staram się łączyć obydwie moje pasje.

Mieszkasz na wsi?

Całe życie mieszkałem w małym miasteczku albo na jego przedmieściach. Moi rodzice tak samo. Mam dom z ogrodem i tam, w małej skali, wykorzystuję całą swoją wiedzę, jaką mam o hodowli roślin. Interesuje mnie produkcja własnej żywności.

I nie jesteś już pielęgniarzem?

Nie, utrzymuję się z pisania i robienia zdjęć. Nie jest łatwo, ale ciągle się udaje, chociaż nikt już nie płaci za teksty tyle co 20 lat temu. Piszę głównie o ogrodnictwie, o rolnikach, którzy prowadzą organiczne uprawy, produkują żywność na małą skalę, sami robią kiełbasy, sery, piwo.

Dlaczego napisałeś książkę „Żyj jak rolnik”?

Czułem, że wiedza, którą mam na temat hodowli roślin i uprawy ziemi, ginie. 50 lat temu większość ludzi wychowywała się na wsi, a nawet jeśli mieszkali w miastach, wiedzieli, jak się zajmować ogrodem, warzywami. Dzisiaj ta wiedza zanika. Ludzie mieszkają w blokach, cały dzień spędzają w klimatyzowanych biurach przed komputerem, nie wiedzą, jak się sadzi i uprawia rośliny, żeby zaowocowały. Pomyślałem, że przyszedł czas, żeby się tą moją wiedzą podzielić. Kiedy przedstawiłem swój pomysł na książkę kilku wydawcom, okazało się, że chcą ją opublikować.

W Polsce ogrodnictwo zaczyna być popularne i modne. Ludzie w miastach zakładają warzywniki na balkonach, rabatkach miejskich, kupują lub wynajmują działki. W Szwecji też. Rośnie świadomość ludzi na temat jedzenia i coraz więcej jest tych, którzy nie chcą już kupować go w supermarketach. Nikomu już chyba nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo takie jedzenie różni się od tego uprawianego w sposób organiczny. Chodzi o smak, jakość, ilość użytych w hodowli antybiotyków czy pestycydów. Masowa hodowla zwierząt doprowadziła do absurdów ‒ hodujemy świnie, ale wysyłamy je daleko za granicę, żeby zostały zabite i poćwiartowane, bo tak jest taniej. Kupujemy kurczaki w Tajlandii, bo tak jest taniej, łowimy norweskie ryby, ale wysyłamy je do Chin, żeby zostały wyfiletowane, a potem do Polski, żeby zostały zapakowane, bo tak jest taniej. To szaleństwo!

To jedzenie nigdy nie jest świeże…

Nigdy. Niedawno czytałem o duńskiej firmie hodującej trzodę chlewną, która kupiła wielką farmę w Polsce i tam hoduje „duńskie świnki”. Bo tak taniej.

Masz zwierzęta?

W tej chwili nie. Hodowlę zwierząt trudno pogodzić z podróżowaniem. Uprawę roślin ‒ już tak.

Co masz w swoim ogrodzie?

Rozmaite rzeczy: pomidory, ogórki, cukinię, kapustę, sałatę, marchewkę, buraki, rzodkiewki, paprykę, kalarepkę… Z roku na rok jest tego coraz więcej.

To, co uprawiasz w ogrodzie, wystarcza dla twojej rodziny?

Tak. Między kwietniem a październikiem właściwie nie kupujemy warzyw. Żeby być samowystarczalnym, na czteroosobową rodzinę wystarczy ogród wielkości 400 metrów kwadratowych. Naprawdę nie potrzeba dużo miejsca, żeby żyć z tego, co się wyhoduje. Problemem jest, jak to wszystko przerobić lub przechować, bo na ogół wszystko zaczyna owocować w jednej chwili. Dlatego trzeba sadzić rośliny w odpowiednich odstępach czasu.

Co masz na myśli?

Siejesz rządek sałaty, dwa tygodnie później siejesz kolejny, dwa tygodnie później ‒ kolejny. I w ten sposób zawsze masz świeżą sałatę. A jak już zerwiesz trzeci rządek, znowu możesz siać na pierwszym. Warto się nauczyć sadzić rośliny w cyklach, żeby przez cały sezon móc jeść to, co urośnie. Dlatego właśnie podoba mi się takie małe, ogrodowe rolnictwo ‒ sadzi się rozmaite owoce i warzywa, które potem zjada się przez cały sezon. A zwykły rolnik zazwyczaj hoduje jeden rodzaj roślin na wielu hektarach.

Dlaczego wolisz sam hodować, niż kupować?

Lubię wyjść do ogrodu, zerwać, co mi się podoba, i zjeść dwie minuty później. Lubię wiedzieć, co jem. Jeśli kupujesz jedzenie w sklepie, nie masz pojęcia, skąd pochodzi, jakie środki chemiczne i pestycydy zostały użyte do tego, żeby ta roślina urosła. Poza tym kiedy człowiek uprawia warzywa, patrzy, jak rosną, to bardzo dobrze na niego wpływa.

Ale to chyba nie jest takie proste? Moi rodzice mieli działkę, na której hodowali warzywa, pamiętam, ile to wszystko wymagało pracy.

To prawda, hodowla roślin nie jest taka prosta. Nie jest tak, że posiejesz i samo rośnie. Nasionko potrzebuje wody, ciepła, słońca, gleby, jednym słowem energii do tego, aby urosnąć.

Nawozu?

Ja np. używam ściętej trawy jako okrycia dla roślin. Wysypuję ją na grządki wokół sadzonek. Dzięki tej trawie rozmnażają się tam robaki, te robaki produkują odchody, które użyźniają glebę. Naturalny nawóz! 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij