Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Bezpruderyjnie

5 seksualnych mitów. Obalamy wszystkie!

5 seksualnych mitów. Obalamy wszystkie!
Ilustracja: Magdalena Pankiewicz | www.magdalenapankiewicz.com

Oto pięć najbardziej powszechnych negatywnych przekonań na temat seksu i jego uprawiania. Na pewno zauważycie, jak bardzo są ze sobą powiązane. Często wynikają jeden z drugiego, wzmacniają się nawzajem, zatruwając nasze myślenie. Czas na wiosenne porządki w naszych głowach.

1. O seksie się nie mówi. Seks się robi.

To niezawodne przekonanie, które spotykam z taką regularnością, że strach. Wygłaszają je po równo kobiety i mężczyźni, zazwyczaj nie zdając sobie sprawy z tego, co ono naprawdę wnosi. Niektórzy dodają wyjaśnienie w stylu „bo to zabija magię”, ewentualnie „bo to zabija romantyzm”. Przekonanie składa się więc z dwóch części. Pierwsza to umowa, że nie rozmawiamy o seksie. Druga to powołanie się na jakieś nieznane abstrakty, żeby udowodnić, że ta pierwsza część ma jakikolwiek sens.

Stwierdzenie, że rozmowa o seksie jest niewłaściwa, to nałożenie na niego tabu. Oto jakaś ważna aktywność, którą uprawiają wszyscy, ma być objęta zmową milczenia, na mocy umowy, za którą nie stoją żadne fakty. Taki zabieg ma pozornie służyć wszystkim i dobrze by było, gdyby wszyscy się do tej zasady stosowali. Ustalenie, że nie rozmawiamy o seksie, jest w istocie sprowadzeniem całej naszej seksualności do instynktu rozmnażania się. Tylko ona nam zostaje, gdy odejmiemy różne formy „mówienia” o seksie – sztukę, sztukę miłości, rozmowy między kochankami, dyskusje z przyjaciółmi czy terapeutami. Gdy zrezygnujemy z dialogu, z seksu zostaje tylko biologia i instynkt, który karze nam od czasu do czasu dokonać kopulacji z przedstawicielem płci odmiennej, żeby przedłużyć gatunek. Cała reszta w seksie to dyskurs, czyli rozmowa. Jej brak zabija seks, dlatego że nie stwarza miejsca do rozwoju, nauki, osobistej ekspresji. Seksualność, tak jak realizuje ją człowiek, jest w istocie skomplikowaną i wielowątkową nadbudową nad naszą biologiczną stroną.

Z tego powodu wyjaśnienia, że rozmowa zabija cokolwiek w seksie, brzmią dla mnie nieprzekonywająco. Skoro rozumiemy, że bez rozmowy seks jest tylko popędem, to taki właśnie instynktowny seks miałby być bardziej romantyczny niż namiętne szeptanie sobie do ucha albo wyznania pragnień? Czyli biologia byłaby bardziej romantyczno-magiczna od poezji? To bardzo ciekawe, sami przyznacie, ale słabe logicznie. Rozmowa miałaby doprowadzić do zaniku romantyzmu, tymczasem tylko ona jest w stanie wnieść go do seksu. Dlatego stwierdzenia, że nie rozmawiamy o seksie, żeby ocalić magię, mają tyle sensu, co uznanie, że skrzywdzenie człowieka jest wyrazem miłości do jego osoby. 

2. Jeżeli druga strona naprawdę o ciebie dba, to domyśli się, co lubisz w seksie.

To uzupełnienie pierwszego przekonania, ponieważ wyrasta z tabu milczenia. Skoro nie lubimy, boimy się mówić o seksie, bo ktoś nam kiedyś skutecznie wmówił, że to spowoduje złe wydarzenia (myślenie magiczne w całej okazałości), to chowamy własne uczucia i potrzeby głęboko do środka. Nie chcemy z nimi wychodzić w obawie przez spodziewanymi skutkami, ale pragnienia i emocje dalej w nas pracują. Jakoś trzeba rozwiązać ten dylemat. Może więc przerzucimy odpowiedzialność na kogoś innego – partnera / partnerkę – żeby to on musiał się domyślić, o co nam chodzi. To także będzie dobry pretekst, żeby samemu nie dowiadywać się, czego w życiu i w seksie chcemy. Mamy więc święty spokój i trudny temat z głowy. Oddaliśmy odpowiedzialność na mocy umowy, że miłość zwycięża wszystko, nawet taką trudność jak kompletny brak komunikacji. Skoro kocha, to będzie wiedział, że moja łechtaczka jest bardziej unerwiona po prawej stronie. Przecież to oczywiste. Ja mu nie powiem o łechtaczce, bo przecież o tym się nie gada. On mnie nie spyta, ani nie powie nic o swoim penisie, bo wie dobrze, że o seksie się nie rozmawia, tylko go robi. Widzicie, ile absurdów można wyhodować sobie z jednego wątłego intelektualnie przekonania? I robimy to nieustannie, nawet nie zastanawiając się, jakie to może mieć dla nas skutki. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
zwierz zapytał(a) 9 maja 2015
Pytanie dotyczy artykułu 5 seksualnych mitów. Obalamy wszystkie!
Droga Pani Marto, nie wiem, czy dotrę do Pani tym komentarzem, może akurat... Chciałabym zapytać czy pojawi się jakiś tekst Pani autorstwa o tym, jak całą swoją przygodę z seksem najlepiej zaczynać, czego się spodziewać i jak sobie radzić na początku?
niedzwiecka odpowiedział(a) 11 maja 2015
Bardzo dziękuję za to pytanie. Jest na tyle ciekawe, że chciałabym odpowiedzieć na nie obszernie w moim kolejnym poście. Ukaże się w następnym tygodniu - serdecznie zapraszam do lektury i pozdrawiam.

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Łóżkowy savoir-vivre

Marta Niedźwiecka