Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Bezpruderyjnie

Alfabet intymny – punkty i punkciki

Alfabet intymny – punkty i punkciki
Ilustracja: Magdalena Pankiewicz | www.magdalenapankiewicz.com

Czym są te punkty w ciele kobiety, określane literkami, owiane legendami i przez większość – wyśmiewane? Gdzie jest położone nasze G? O co chodzi z U? Pytań jest sporo i na kilka postaram się odpowiedzieć.

Na samy początku chciałabym umieścić zastrzeżenie. Badania seksualności kobiet są dziedziną nową i nadal realizowaną w cieniu ideologii. To znaczy, że jedni naukowcy będą chcieli wykazać istnienie strefy G, inni zaś zdyskredytować te badania, by udowodnić… że kobieta ma łechtaczkę, która jest w zasadzie małym penisem. Tak jakby łechtaczka mogła istnieć, tylko jeżeli zostanie przyrównana do penisa. Naprawdę ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku, gdy czytamy te rewelacje na temat kobiecej anatomii i seksualności. To świeża wiedza i najlepiej ją zweryfikujemy, sprawdzając na sobie, jaki punkt mamy, a jakiego nie udało nam się odnaleźć.

Punkt G, strefa G, a może Czarna Perła?

Punkt G nazwano punktem, a potem okazało się, że może bardziej precyzyjne byłoby powiedzenie o nim „strefa”. Niestety Punkt G trafił już do języka potocznego i bardzo ciężko go stamtąd wygonić. Dlatego pisząc Strefa G, mam na myśli to, co kojarzycie jako Punkt G. J. Perry i B. Whipple nazwali tak opisywany w ich badaniach punkt na część słynnego naukowca Ernesta Graefenberga, który jako pierwszy go opisał. Do mnie najbardziej przemawia nazwa pochodząca z ksiąg taoistycznych  – Czarna Perła.

Istnieją spory, czy istnieje, oraz spory, co do tego, czym jest. Jedni twierdzą, że to tylko gruczoły Skenego i nie mogą być nazywane żeńską prostatą – jak chcieliby ją nazywać inni. Słyszy się też czasem głosy, że wiele kobiet nie ma strefy G. Najlepiej będzie, jeżeli - nie słuchając naukowców - spróbujesz odnaleźć go sama... 

Magiczne „G” moim zdaniem istnieje i znajduje się na suficie waginy. Jeśli chcesz go odnaleźć, zagnij palce w haczyk i wsuń do wnętrza pochwy. Około 2 do 3 centymetrów w głąb wyczujesz niewielkie zgrubienie, które będzie się powiększać w miarę masowania. To, co możesz wyczuć pod palcami, to tylko „wierzch” strefy G. Reszta znajduje się wewnątrz twojego ciała. Wiele kobiet może zlokalizować swoje „G” dopiero po dłuższym masażu, gdy tkanka nabrzmieje i wystąpią na niej charakterystyczne pomarszczenia.

Stymulacja strefy G we wczesnej fazie daje wrażenie parcia na mocz. To ze względu na położenie gruczołu – wokół cewki moczowej. Jednak to, czym możemy „trysnąć” nie jest moczem, a ejakulatem. Bezbarwną, bezwonną substancją, którą w dawnych czasach nazywano „amritą” lub „nektarem bogów”. Zdolność do ejakulacji występuje spontanicznie u bardzo niewielkiej grupy kobiet. Większość z nas może się tego nauczyć. Bardzo przydaje się do tego sprawny mięsień dna miednicy (PC), o którym pisałam ostatnio. Ponieważ dla wielu kobiet odkrywanie tajemnic strefy G jest krępujące, sugeruję, by zaczęły to robić same, poznały swoje reakcje i potrzeby, a dopiero potem wprowadziły stymulację strefy G do sypialni.

Żeńska ejakulacja jest zaledwie początkiem tego, co oferuje nam strefa G. Dalsze jej pobudzanie powoduje znaczny wzrost podniecenia do momentu wystąpienia orgazmu. Część badaczy uważa, że nawet orgazm pochwowy pochodzi ze stymulacji właśnie tej strefy. Takie orgazmy znacznie różnią się od doznawanych za pośrednictwem łechtaczki. Kobiety relacjonują m.in. odmienne wrażenie płynące z ciała czy też silne pobudzenie emocjonalne. Czasami zdarza się płacz, czasem śmiech.

Matka orgazmów punktu G, Deborah Sundahl, która jako pierwsza opisała trening tej strefy, mówi o nich jako o „trzęsieniu ziemi”, które zaczyna się w rękach i nogach, a potem obejmuje strefę genitaliów, a czasem całe ciało. Dla tradycji tantrycznej i taoistycznej orgazmy ze strefy G są przedsionkiem do doświadczania pierwotnej kobiecości i osiągania stanów mistycznych.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Pięć rodzajów dotyku

Marta Niedźwiecka

Najpopularniejsze wpisy

Łóżkowy savoir-vivre

Marta Niedźwiecka