Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Dobre rzeczy

Chodź, pobiegamy na... rowerze!

Chodź, pobiegamy na... rowerze!
Kiedy człowiek zobaczy ten wehikuł pierwszy raz, od razu pojawia się refleksja: -jakie to proste, banalne i doskonałe. Dlaczego to nie ja to wymyśliłem? Zdjęcie: James Dyson Awards

Łańcuch, suport z pedałami, zębatka na tylnej piaście - najdoskonalszy napęd świata jest prosty i w zasadzie niezniszczalny. W zasadzie, bo wprawdzie mamy XXI wiek i supermateriały, ale i tak zdarza się, że rowerowe podzespoły odmawiają posłuszeństwa. Łańcuchy się rozciągają i zrywają, zębatki gubią swoje – nomen omen – zęby, zaś suport, zwłaszcza w jeździe w terenie, też łatwo zakatować (zwłaszcza gdy rowerzysta jest ciut większych gabarytów). I co się wtedy dzieje? No, głupie pytanie – rower przestaje jechać, można go co najwyżej prowadzić lub... Oooo, to, to! Dobrze kombinujecie. Można jechać, odpychając się nogami od ziemi. Dokladnie taką zasadę działania miał pra-rower Karla von Drais (od jego nazwiska czasem określany... drezyną)!  Ile tak można? Wszystko zależy od kondycji. Generalnie nasze nogi są dostosowane do długotrwałych i stosunkowo dużych obciążeń. Kłopot w tym, że odpychanie jest mało skuteczne, gdy siedzimy. A gdyby tak „drajwera” nie sadzać na ramie, lecz go pod nią... podwiesić? Taki właśnie pomysł mają niemieccy projektanci pojazdu Fliz Laufrad (dosłownie Fliz-rower do biegania). Zamiast siodełka jest solidna uprząż z wielopunktowymi pasami. Kierowca-jeździec-biegacz (trudno go jednoznacznie nazwać) wisi wygodnie nad ziemią, a jego głowa i ramiona są dodatkowo chronione przez rozwidloną ramę z tworzywa sztucznego. Fliz Laufrad ma zwykły widelec bez amortyzacji (pojazd jest przeznaczony na gładki asfalt lub na twarde ścieżki leśne), ale za to projektanci wyposażyli go w solidne hamulce tarczowe.  Przecież jak się na czymś takim człowiek „rozbiegnie”, to aż strach...  

W tym wehikule sporo jest roweru, ale to nie jest rower. W zasadzie Fliz Laufrad to bardziej... hulajnoga. Zdjęcie: James Dyson Awards.

Pierwsze próby z modelem "dynamicznym" wykonanym z desek. Zdjęcie: James Dyson Awards

A tu już rama prototypu prawie gotowa! Zdjęcie: James Dyson Awards.

Wizja Fliz Laufbike jest lekko szalona i ekscentryczna, ale projekt zyskał uznanie i został przyjęty do oceny w ramach tzw. James Dyson Award, czyli konkursu fundacji Dysona dla utalentowanych wizjonerów. Dyson, nawiasem mówiąc, zaczynał podobnie – nikt nie chciał wierzyć, że jego bezworkowe odkurzacze przebiją maszyny do sprzątania Electroluksa czy Hoovera. A jednak się udało. I tego ja właśnie życzę wizjonerom zza Odry, bo ich modern-rower (czy jak to „coś” nazwać) jest GENIALNY. Czekam na produkcję seryjną.  I kupię coś takiego bez gadania.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Domki w chmurach

Agnieszka Radziszowska

Rondo - Reaktywacja

Tomasz Pankiewicz

Najpopularniejsze wpisy

Poduszka outdoorowa

Rafał Jemielita

Rower dwuśladowy

Rafał Jemielita

Kajak z doładowaniem

Rafał Jemielita