Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Rodzaj męski

Czego nie jeść, by mieć dobry seks?

Czego nie jeść, by mieć dobry seks?
Ilustracja: Ola Woldańska-Płocińska | www.slimaq.ovh.org

Teksty tego rodzaju zwykle skupiają się na tym, co jeść, by poprawić sobie libido. Tymczasem czasami ważniejsze jest to, żeby czegoś unikać, bo niewłaściwa zakąska przed seksem może spowodować, że… seksu nie będzie. Albo, to wersja optymistyczna, uda się umiarkowanie.

Po pierwsze trzeba unikać wszystkiego, co obniża poziom testosteronu. Przede wszystkim produktów sojowych – ta choć z zasady zdrowa, to wpływa na zwiększenie produkcji żeńskiego estrogenu i obniża testosteron. W nadmiarze osłabia męskie libido i skraca oraz osłabia erekcję. Ile to jest za dużo? Badania pokazują, że mężczyźni, którzy jedzą 120 mg soi dziennie, zaczynają odczuwać problemy. Dodatkowo zbyt duża ilość produktów sojowych pogarsza jakość nasienia.

To wcale nie oznacza, że panowie powinni zrezygnować z tofu, mleka czy sosu sojowego i radośnie przerzucić się na schaboszczaka. O nie, nie! Najlepiej po prostu nie przesadzać.

Po drugie - odstawiamy frytki. Oczywiście nie na stałe, choć jak ktoś jest w stanie, to może warto, bo jest to dodatek o tyle smaczny, co niezdrowy. Na pewno warto z nich zrezygnować, kiedy planujemy zabawy w sypialni. Przede wszystkim smażone jedzenie obniża poziom testosteronu. Poza tym tłuszcze nasycone zatykają tętnice i pogarszają krążenie krwi. Od tego zaś zależy, czy mężczyzna może w sypialni się wykazać. A jakby tego było mało: posypuje się je solą. Ta zaś miesza z ciśnieniem tętniczym, a robiąc to... miesza też z libido.

Po trzecie, dobrze jest unikać węglowodanów oczyszczonych. Nie najlepiej na męską moc działają np. płatki kukurydziane. W sumie nie ma się specjalnie czemu dziwić, bo pan Kellog wymyślił je właśnie w tym celu – planował z pomocą odpowiedniej diety zwalczyć, jak o nim mówił, „zgubny nałóg masturbacji”. To mu się nie udało, ale jego wynalazek rzeczywiście... nie pomaga.

Po czwarte, rezygnujemy z miętowej herbatki. Mięta pomaga na trawienie, ale też obniża poziom testosteronu. A to... Wiadomo. Patrz wyżej.

Po piąte, mamy problem. Libido bardzo źle znosi dostarczane z zewnątrz hormony i antybiotyki. Nie jecie hormonów i antybiotyków? A jecie kurczaka i sery? Pijecie mleko? No to prawie na pewno faszerujecie się tym, czym faszerowano zwierzęta. To zaś zmienia gospodarkę hormonalną i może źle wpływać na seksualną sprawność. Jednak zaradzić temu jest bardzo trudno. Wszystko zależy od jakości żywności i miejsca, skąd ono pochodzi. Dobrze więc kupować mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego wyłącznie ze sprawdzonych źródeł.

Po szóste, trzeba uważać z alkoholem. Nie tylko dlatego, że co za dużo, to niezdrowo. Ważne, by alkohol wybierać sensownie. Unikać należy np. dżinu z tonikiem. Tak jak i samego toniku. A to dlatego, że ten zawiera chininę, a chinina obniża poziom testosteronu i w efekcie pogarsza libido.



Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Tego nie jedz przed randką!

Małgorzata Różańska

Najpopularniejsze wpisy