Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Niezłe klimaty

Czy widziałeś PiroCb?

Czy widziałeś PiroCb?
Pirocumulonimbus z pożaru nad Australią. Źródło: Chuq/Wikipedia
My tu za chwilę znów będziemy musieli znieść dzielnie marcowy atak Arktyki, a na antypodach niezmiennie żar.

A gdy tego żaru jest dużo, wybucha pożar. W Australii, w której tegoroczne lato było – jak właśnie poinformowali tamtejsi meteorolodzy – najcieplejsze w historii pomiarów, płomienie strawiły w styczniu i lutym łącznie około 250 tys. ha buszu. To trzy razy tyle, ile wynosi powierzchnia całych Tatr. Największy pojedynczy pożar – w Southwest National Park na Tasmanii – objął 45 tys. ha. Taką powierzchnię ma w przybliżeniu Warszawa. Gęsty dym spowił pół wyspy i gromadził się w dolinach górskich:

Dymy z pożarów nad Tasmanią w styczniu tego roku. Źródło: Tasmania Parks and Wildlife Service

Powyższa fotografia – ładna i profesjonalnie wykonana - kompletnie nie oddaje jednak grozy sytuacji i potęgi żywiołu.  O wiele bardziej porusza wyobraźnię następne zdjęcie pokazujące pożar buszu, który w połowie lutego wybuchł około 100 km na zachód od Melbourne.

Pirocumulonimbus z bliska. Źródło: Źródło: Tasmania Parks and Wildlife Service 

Płomienie szybko zajęły teren o wymiarach ok 8 na 8 km. Wkrótce uniosła się nad  nim potężna chmura o wysokości 7-8 km. To nie był zwykły, choć olbrzymi kłąb dymu. To była prawdziwa chmura, cuchnąca spalenizną i czarna od sadzy. Przy silnym wietrze i wysokich temperaturach błyskawicznie zajmowała i podpalała kolejne hektary gruntu. Niełatwo ją było zatrzymać.

Meteorolodzy nazywają takie zjawisko pirocumulonibusem (w skrócie „piroCb”), czyli ogniową chmurą  burzową. Tak, burzową – często towarzyszą jej boweim błyskawice, a czasami spada nawet grad, sporadycznie – deszcz. Największe z takich chmur mogą się wznosić na wysokość ponad 10 km. Wysysają wielkie ilości dymów i rozprzestrzeniają je w promieniu setek kilometrów, co widać na zdjęciu satelitarnym poniżej:

Satelitarne zdjęcie z lutego tego roku. Rzeka dymu z pożaru buszu w południowej Australii dotarła nad ocean. Źródło: NASA/TERRA/MODIS

O tym, jak dokładnie powstają pirocumulonimbusy, wiadomo niewiele. Odkrycie, że ogień może inicjować potężne ruchy konwekcyjne powietrza sięgające kilkunastu kilometrów wysokości, było dla badaczy sporym zaskoczeniem. Wcześniej sądzono, że do takich wyczynów zdolne są jedynie wulkany (i ludzie detonujący bomby atomowe). 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Srebrzysta inwazja

Andrzej Hołdys

Najpopularniejsze wpisy